Agnieszka Hyży mogła zostać architektem

Czytaj dalej
Fot. Sylwia Dąbrowa

Agnieszka Hyży mogła zostać architektem

Agnieszka Hyży występuje na szklanym ekranie i prowadzi biznes, wiele czasu poświęca rodzinie. - Jestem gospodynią na pełen etat - mówi. Jej specjalnością są kluski i rolady.

Agnieszka Hyży pochodzi z Katowic. Jest dziennikarką i prezenterką telewizyjną. W telewizji Polsat prowadziła kilka programów. Gdyby nie telewizja, być może poszłaby w ślady ojca i dziadka i zostałaby prawdopodobnie architektem.

Konsekwencja, talent, praca
Wpisuję imię i nazwisko Agnieszki Hyży w wyszukiwarkę Google. W pół sekundy pojawia się 340 tys. wyników. Facebook, Instagram, Plotek, Wikipedia... Wymieniać można długo. Nie jest postacią anonimową. Programy w telewizji, 138 tys. obserwujących na Instagramie. Kobieta ze Śląska zapracowała na to ciężką pracą, konsekwencją i talentem.

Było też trochę szczęścia, a może raczej kobiecej intuicji. Swoją karierę w mediach zaczęła dość nietypowo, bo z mamą. W 2002 zwyciężyły w konkursie Matka i córka, organizowanym przez Oirflame. Z mamą zawsze była mocno ze sobą związane.

- To był mój bardzo spontaniczny pomysł. Pamiętam, że leżałam chora w łóżku i w radiu usłyszałam o tym konkursie. Poprosiłam mamę, że kupiła „Przyjaciółkę”, bo tam mają być jakieś informacje. Mama nie była przekonana, ale mam bardzo energicznego tatę, zresztą miłośnika wszelkich konkursów i on rzucił: a co wam szkodzi, dziewczyny? Poszłyśmy z mamą na ulicę Kościuszki w Katowicach do fotografa, żeby zrobić sobie ładne wspólne zdjęcie. Szybko zaproszono nas na pierwsze spotkanie, potem kolejne, tych eliminacji i różnych przesłuchań było sporo. Okazało się, że wygrałyśmy i byłyśmy naprawdę w szoku. Nie miałyśmy żadnych znajomości, byłyśmy po prostu dziewczynami ze Śląska - wspominała w rozmowie z byłą dziennikarką DZ Katarzyną Siwczyk w książce „Kobiety ze Śląska”. Dzięki zwycięstwu przez rok była twarzą tej marki. To był punkt zwrotny w jej życiu. Miała 17 lat. Przy okazji konkursu poznała wiele osób, na które potem mogła liczyć. Kluczową postacią jest Miss Polonia z 1987 Bogna Sworowska. Dzięki niej zaczęła współpracować z warszawskimi agencjami modelek. W 2005 otrzymała tytuł Miss Śląska i wzięła udział w wyborach Miss Polski. Dotarła do finału. Od 2007 oglądamy ją w telewizji Polsat. Prowadziła program Się kręci, Gwiezdny Cyrk. Prowadziła kulisy programów: Dancing with the Stars. Taniec z gwiazdami i Twoja twarz brzmi znajomo. Z każdym kolejny rokiem zyskiwała markę. Mocno zaangażowała się w tematykę ślubną. Wprowadzała na rynek portal internetowy, kwartalnik. O tej tematyce ma też jesienią prowadzić program „Cztery wesela” w telewizji Polsat.

Zamiast telewizji architektura?

Pomysłowość i kreatywność jest pożądana w telewizji. Co, gdyby jednak nie dostała się na szklany ekran? Prawdopodobnie zostałaby architektem. Poszłaby w ślady dziadka i ojca. W planach miała egzaminy na architekturę. Nawet chodziła na lekcje rysunku na Politechnice Śląskiej, do brata aktora Mariana Opani.

- Prof. Opania zauważył, że chyba bardziej chcę zrobić tą architekturą przyjemność tacie i dziadkowi, ale to nie mój świat. Nie wiedziałam, jak to powiedzieć rodzicom, w końcu wypłakałam mamie, że nie chcę spędzić życia przy stole kreślarskim i skończył się temat - opowiadała w książce Kobiety ze Śląska.

Myślała o prawie. Wpływ na to miało jej zamiłowanie do mówienia i współpracy z ludźmi. Na szczęście sporo zaczęło się dziać przy wspomnianym konkursie, co pozwoliło się jej skupić na karierze w telewizji. Podkreśla, że zawsze o tym marzyła. Lecz zdawała sobie sprawę, „że jest tylko dziewczyną ze Śląska”. Miała świadomość, że nie może liczyć na cud, ale na splot pozytywnych wydarzeń już tak. Tak też się stało. Choć uparcie do tego dążyła ciężką pracą. Ukończyła też studia socjologiczne na Uniwersytecie Warszawskim.
Dziś szczerze przyznaje, że kobiety ze Śląska nie musza mieć żadnych kompleksów. Wręcz powinny być dumne z tego skąd pochodzą i kim są, bo niejednokrotnie „potrafią zrobić setki rzeczy na raz”. Na Śląsk lubi zresztą wracać. Do rodzinnego domu w Piotrowicach, gdzie zawsze czeka jej pokój z pamiątkami z dzieciństwa. Podpatrując mamę i tatę z domu wyniosła też stawianie rodziny na pierwszym miejscu mimo, że nie zawsze - ze względu na obowiązki zawodowe - jest to łatwe. Ale ma świadomość, że dzięki tej ciężkiej pracy rodzina może pozwolić sobie na przyjemności. Sama z uśmiechem mówi o sobie też - gospodyni na pełen etat. Nie wyobraża sobie odprawienia urodzin czy uroczystości rodzinnej i postawienia na stole jedzenia z restauracji. O nie! Zakłada fartuch i w kuchni przygotowuje przysmaki, którymi zajada się później cała rodzina przy wspólnym stole. Kiedyś przyznała nawet, że jej kulinarną specjalnością są kluski i rolady.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.