Andrzej Szarawarski ostatni baron SLD. Czy PiS będzie rządził wiecznie?

Czytaj dalej
Fot. Fot. Marzena Bugała-Azarko
Agata Pustułka

Andrzej Szarawarski ostatni baron SLD. Czy PiS będzie rządził wiecznie?

Agata Pustułka

Ostatni baron SLD w województwie to Andrzej Szarawarski. W rozmowie z Agatą Pustułką z Dziennika Zachodniego mówi m.in. jak ocenia politykę PiS i rodzimą scenę polityczną. Czy PiS przejęło lewicowy elektorat? Czy powinniśmy się domagać reparacji wojennych od Niemiec? Rozmowa z Andrzejem Szarawarskim

Był pan właściwie ostatnim tak znanym i wpływowym politykiem SLD z województwa śląskiego. Ostatnim „baronem”. Jak z perspektywy nieuczestniczenia od kilku lat w polityce ocenia pan to, co stało się z lewicą w Polsce? Czy jest tak, że to PiS przejęło postulaty i lewicowy elektorat?

Nie do końca. Przyczyn problemów jest bardzo wiele. Lewica w całej Europie przeżywa kryzys tożsamościowy. Z drugiej strony w Polsce są specyficzne warunki. Od 2005 roku w naszym kraju rządzi centroprawica i prawica. Postulaty socjalne, które lewica zgłaszała, zostały przejęte przez PiS. Ba, partia Jarosława Kaczyńskiego poszła w nich dalej niż kiedykolwiek śniło się to politykom Sojuszu. Pytanie, na ile to bezpieczne dla finansów państwa. A z drugiej strony SLD popełnił szereg błędów, które doprowadziły do rozbicia elektoratu. Wystawienie Magdaleny Ogórek jako kandydatki lewicy w wyborach prezydenckich było kompletnym nieporozumieniem.

SLD w sumie utorowało drogę prezydentowi Dudzie i PiS-owi do podwójnego zwycięstwa.

Największym strategicznym błędem była zgoda na koalicję z Ruchem Palikota. Miller jako tak doświadczony polityk powinien wiedzieć, że elektoraty się nie sumują. Gdyby tak było, nie byłoby dwóch partii, ale jedna. Nasze wielkie obawy, że nie zdobędziemy 8 proc., spełniły się. Stąd był już tylko krok, by zapewnić PiS-owi sejmową większość.

SLD może porwać jeszcze lewicowy elektorat?

Największą bolączką lewicy jest skłonność do dzielenia się na mniejsze frakcje niż jednoczenia w większy ruch polityczny. Nawet część znanych i popularnych liderów lewicowych przeszła do innych ugrupowań lub bez szyldu partyjnego startuje z ich komitetów. To tylko osłabia lewą stronę. Na razie nie potrafimy stworzyć projektu na państwo, jakie przyjdzie odbudowywać po rządach PiS, atrakcyjnego szczególnie dla młodych ludzi. Zaledwie 14-15 proc. spośród najmłodszego elektoratu deklaruje lewicowe poglądy. Reszta jest bliższa prawicy, centroprawicy albo deklaruje polityczną obojętność.

Ale lewica nie ma też lidera.

Cechą SLD była grupa liderów. To nie tylko Aleksander Kwaśniewski, czy Leszek Miller , ale szerokie grono, żeby wymienić Józefa Oleksego czy Włodzimierza Cimoszewicza. W regionach też były silne osobowości. Trzeba w tym miejscu przypomnieć choćby Barbarę Blidę. Ta partia od góry do dołu miała swoich liderów, którzy konstruowali programy i tworzyli zręby polityki lokalnej. Dla młodych nie jest to zbyt partia atrakcyjna. Mamy też w SLD specyficzny problem pogodzenia dwóch skrajności. Jeśli w regionie pojawiają się młodzi, perspektywiczni lewicowcy, jak choćby prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk, to naszą bazę członkowską reprezentują w większości roczniki 50 plus. Trzeba znaleźć międzypokoleniowy łącznik.

Teraz wypada czekać na polskiego Macrona?

Nie ma takiej nadziei. Macron rodził się na bazie oczekiwań społecznych. Stworzył silną partię. Miał czytelny program i świeżość niezbędną do pociągnięcia wyborców za sobą. Taką, jaką miał kiedyś Kwaśniewski. W Polsce taką szansę do pewnego momentu miała też Nowoczesna i Ryszard Petru. Niestety, do momentu nieszczęsnego wypadu do Portugalii. Generalnie Polsce potrzebni są liderzy, którzy odpowiedzą na oczekiwania dzisiejszych 30-40-latków. Na razie na horyzoncie ich nie widzę. Być może się pojawią.

Albo czekają nas długie lata rządów PiS z 500 plus, mieszkaniem plus?

Te konkrety przemówiły do wyobraźni, ale PiS nie będzie rządził wiecznie. Jak coś się komuś daje, to innemu się odbiera. Kilka dni temu zagadnęła mnie jedna z sąsiadek, czy ja wiem, jak bardzo podrożało masło. Już widać, że w górę idą ceny różnych towarów i usług. To w tej chwili ludziom otwiera oczy. Jak przełożą się te zmiany na nastroje społeczne jest kwestią czasu. Na pewno PiS nie zdobędzie zwolenników, rozwalając państwo od środka. To, że powstało już pęknięcie na linii prezydent - rząd oznacza, że w swoich zamiarach idą za daleko, co stało się nie do przyjęcia dla dotychczas niezwykle lojalnego notariusza w Pałacu Prezydenckim. Prezydent zrozumiał, że stanął przed odpowiedzialnością konstytucyjną i może za to zapłacić swoim honorem, autorytetem u bliskich, a także zostać zapamiętany w historii jako ten, który pozwolił na demontaż państwa. Zresztą dzisiaj zniechęcamy tylko do siebie swoich dotychczasowych sojuszników, a prezydent Rosji ma niezły ubaw, bo im więcej chaosu w Polsce, tym dla niego lepiej.

Ja osobiście nie przypuszczałam, że kiedykolwiek będziemy snuć rozważania o tym, czy Polska wyjdzie z Unii Europejskiej.

Nie sądzę, by Polacy pozwolili sobie odebrać przywileje, jakie otrzymaliśmy wraz z wejściem do Unii. Nie pozwolimy sobie znów zamknąć granic ani zabrać paszportów. Dla młodego pokolenia to normalne. Starsi pamiętają, jak się stało w kolejkach na granicach. Szukanie sobie wszędzie wrogów odbije się na polskich interesach. Wojujemy z Rosją, UE, gdzie nie spojrzeć, komuś coś zarzucamy. Teraz od Niemców domagamy się reparacji. Nikt nie pamięta, że Niemcy są naszym największym partnerem handlowym, największym inwestorem. Czy rzeczywiście chcemy na szali postawić to wszystko, stawiając kompletnie idiotyczne, niespełnialne warunki? Jak się to odbije na naszym udziale w kolejnym budżecie, na naszej pozycji w Unii? Prezydent Macron celowo nie spotkał się z władzami Polski i Węgier, ale spotkał się z innymi przedstawicielami tzw. Międzymorza. Powinniśmy pamiętać, że nawet „nasz przyjaciel” premier Orban nie będzie nadstawiał swojego karku, by wesprzeć Polskę, co zresztą było widać podczas głosowania nad kandydaturą Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej. Kolejny pomysł na starcie to próba umieszczenia na paszportach wizerunku Ostrej Bramy.

Wiele osób uważa, że Tusk powinien wrócić do polskiej polityki i zrobić porządek.

Na razie PiS poprzez nękanie go wzmacnia jego elektorat. Obecnie jest to jedyny polityk międzynarodowego formatu, który ma autorytet, by w odpowiedniej chwili rzeczywiście uspokoić sytuację. PiS traktuje go natomiast jako przestępcę i liczy, że jak skończy misję w Radzie, to go zamknie.

Cztery kadencje byłem posłem i nie wyobrażam sobie, żeby w takich warunkach pracować. PiS w wielu sprawach „jedzie po bandzie” i może nie wyrobić na zakręcie - mówi Andrzej Szarawarski, były szef SLD w regionie Cztery kadencje byłem posłem i nie wyobrażam sobie, żeby w takich warunkach pracować. PiS w wielu sprawach „jedzie po bandzie” i może nie wyrobić na zakręcie - mówi Andrzej Szarawarski, były szef SLD w regionie

Pojawiły się opinie, że PiS to taka prawicowo-lewicowa PZPR.

PZPR, ale w początkowej fazie kultu jednostki (śmiech). Tyle że prezes Kaczyński nie jest sam, choć formalnie nie będzie ponosił żadnej odpowiedzialności. Ma doradców, bliskie otoczenie. Jeśli w PiS nie ma żadnych dyskusji, tylko potakiwanie głowami, to skończy się to dla tego ugrupowania tragedią. Przez cztery kadencje byłem parlamentarzystą i nie przypominam sobie, by w takich warunkach, jak miało to miejsce ostatnio, uchwalić ustawę budżetową, albo w ogóle ustawy z negatywną opinią Biura Legislacyjnego Sejmu lub Senatu. Gdy prezydentem był Kwaśniewski, to z prawicowym rządem Jerzego Buzka nie prowadził wojen. Reformy były wprowadzane. Przez te wszystkie lata weszliśmy do NATO, UE, podpisaliśmy konkordat, uchwaliliśmy konstytucję. Te wszystkie sprawy wymagały szerokiego porozumienia, które udało się zbudować.

PiS lekceważy protesty Polaków.

Takich masowych protestów w wolnej Polsce też sobie nie przypominam. 500 plus popierają wszystkie siły polityczne. To dodatek dla tych, którzy mieli kłopot z realizowaniem swoich aspiracji. Większym problemem może okazać się obniżenie wieku emerytalnego. Za chwilę na emerytury przejdzie dodatkowo 330 tys. osób. Jak to wpłynie na gospodarkę? PiS w wielu sprawach jedzie po bandzie i może nie wyrobić na zakręcie. Dwa, trzy lata może być dobrze, ale co potem - nie wiadomo. Myślę, że nie wszystkie pomysły PiS trzeba krytykować, ale trzeba bronić gospodarkę przed negatywnymi konsekwencjami. Najważniejsze jest jednak obniżenie temperatury sporu społecznego i emocji powstałych na bazie religii smoleńskiej. Na razie w tej kwestii nie jestem optymistą.

Agata Pustułka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.