Maria Olecha-Lisiecka

Arne Dahl: Najpopularniejszą polską pisarką w Szwecji jest Olga Tokarczuk. Wywiad z pisarzem kryminałów ze Szwecji

Arne Dahl, a właściwie Jan Arnald, szwedzki pisarz, krytyk literacki i literaturoznawca, urodził się w 1963 roku Fot. Sara Arnald Arne Dahl, a właściwie Jan Arnald, szwedzki pisarz, krytyk literacki i literaturoznawca, urodził się w 1963 roku
Maria Olecha-Lisiecka

O pisaniu kryminałów w chatce na archipelagu sztokholmskim, przełamywaniu ram gatunkowych i książkach Olgi Tokarczuk, które w Szwecji biją rekordy popularności, mówi Arne Dahl, autor kryminałów, uznawany za jednego z najwybitniejszych współczesnych pisarzy szwedzkich.

Kilka tygodni temu odwiedził pan Polskę z okazji festiwalu literackiego. Miał pan okazję zwiedzić nasz kraj?

Przyjechałem do pięknego Gdańska, byłem dość krótko, ale bardzo dobrze wspominam tę wizytę. Spotkałem wielu bardzo otwartych i zainteresowanych kryminałami czytelników, więc moje wrażenia są bardzo dobre.

Zanim został pan pisarzem kryminałów, był pan krytykiem literackim związanym z Akademią Szwedzką.

Tak, ale muszę zaznaczyć, że nigdy nie byłem członkiem Akademii Szwedzkiej. Piętnaście lat temu byłem redaktorem ich czasopisma literackiego i wciąż jest to w moim CV.

Jak pan skomentuje Literacką Nagrodę Nobla dla Olgi Tokarczuk? W Polsce jesteśmy z pisarki dumni!

Świetny wybór, w pełni zasłużona nagroda. Uważam, że Literacka Nagroda Nobla za 2018 rok trafiła do rąk pisarki odważnej i znanej poza granicami kraju, a jednocześnie bardzo polskiej. Macie rację, że jesteście w Polsce dumni!

Czytał pan książki Tokarczuk? Może ma pan jakąś ulubioną?

Czytałem kilka jej książek. Najbardziej podobali mi się „Bieguni”.

A „Prowadź swój pług przez kości umarłych”? To ekothriller Olgi Tokarczuk, a pan też przecież pisze thrillery.

O, dobrze, że mi pani przypomniała. Też bardzo tę książkę lubię, bo pokazuje, jak wiele pisarz może zrobić w ramach kryminału, że może napisać bardzo dobrą książkę. Kryminał to gatunek, który służy stawianiu fundamentalnych pytań, ważnych dla współczesnego świata, pytań o dobro i zło. I to jest w thrillerze Olgi Tokarczuk.

Literacka Nagroda Nobla za 2018 rok trafiła do rąk pisarki odważnej i znanej poza granicami kraju, a jednocześnie bardzo polskiej.

Akademia Szwedzka przyznała Oldze Toakrczuk Literacką Nagrodę Nobla za „narracyjną wyobraźnię, która wraz z encyklopedyczną pasją reprezentuje przekraczanie granic jako formę życia”. A co, pana zdaniem, jest największą wartością prozy polskiej noblistki?

To proza napisana językiem, który naprawdę mi się podoba, bo jest w niej witalność i duża przyjemność z czytania. Jako czytelnik mogę powiedzieć, że autorka naprawdę kocha pisanie. Bardzo lubię też podkreślony brak granic, poczucie, że wszystko może się zdarzyć, wszystko jest możliwe. To ogromna siła tej literatury.

Jak książki Olgi Tokarczuk są odbierane w Szwecji? Czy „Księgi Jakubowe” nadal są na listach bestsellerów?

Zostały bardzo dobrze przyjęte, były i są popularne, a teraz wszystkie książki Olgi Tokarczuk są publikowane w nowych wydaniach, więc jestem pewien, że „Księgi Jakubowe” będą jednym z naszych ulubionych świątecznych prezentów.

Czy Olga Tokarczuk jest teraz najpopularniejszą polską pisarką w Szwecji i Skandynawii?

W tej chwili jest zdecydowanie najbardziej popularna. Przed Noblem powiedziałbym pani, że najbardziej popularny jest Witold Gombrowicz.

W Polsce jest pan najbardziej znany z serii kryminałów o Drużynie A, jednostce specjalnej szwedzkiej policji zajmującej się zwalczaniem przestępczości międzynarodowej. Jak zrodził się pomysł na tę serię?

Zaczęło się od tego, że chciałem zobrazować zmiany w szwedzkim społeczeństwie w połowie lat 90. XX wieku, kiedy Europa bardzo się zmieniła, bo zmieniły się granice. Szwecja też się przez to zmieniła. Chciałem też dobrze się pobawić pisaniem. Wiedziałem, że nie chcę jako głównego bohatera zrzędliwego starego gliniarza. Dlatego zamiast niego stworzyłem zespół ludzi, z którym miałem przyjemność spędzić dekadę.

Dzięki tej serii zyskał pan międzynarodową popularność jako pisarz kryminałów. Spodziewał się pan tego?

Nie, naprawdę nie! Po prostu dostrzegłem, że w szwedzkim kryminale jest wolna przestrzeń na nowe powieści literackie. Miałem nadzieję, że wniosę niewielki wkład w awans tego gatunku do „prawdziwej literatury”. I to zrobiłem.

Pana książki zostały przetłumaczone na 30 języków obcych. Czy ma pan sygnały jak są odbierane, interpretowane w innych krajach?

Częściowo tak. Należę do podróżujących pisarzy, którzy jeżdżą od festiwalu do festiwalu w Europie i poza nią, aby spotkać się z czytelnikami, więc sądzę, że mam wskazówkę i w co najmniej kilku krajach jest naprawdę dobrze!

Dlaczego wybrał pan grupę bohaterów zamiast jednego, głównego bohatera? Dopiero w ostatniej serii zdecydował się pan na dwie postaci: Sama Bergera and Molly Bloom.

Przed Noblem powiedziałbym, że najbardziej popularnym pisarzem polskim w Szwecji jest Witold Gombrowicz. Teraz to Olga Tokarczuk.

Jak już mówiłem wcześniej, nie chciałam takiego klasycznego bohatera kryminału: samotnego mężczyzny w średnim wieku, mającego problemy osobiste i problemy z piciem. Chciałem grupy, by pokazać trochę prawdziwej pracy policji. I chciałem mieć wiele postaci do wyboru na wypadek, jeśli któraś mi się znudzi. Zespół A został później przekształcony w tajną europejską policję w czterech książkach o Team Opcop. Zwieńczeniem tego stało się zbiorowe opowiadanie historii przez pryzmat wielu postaci (w tym wielkiego polskiego gliny Marka Kowalewskiego) oraz wiele tematów i wątków opowieści. W tych czterech książkach, a wszystkie zostały przetłumaczone na język polski, w pewnym sensie zmaksymalizowałem kryminał, pokazałam, że można więcej i inaczej wykorzystać ten gatunek. A Sam Berger i Molly Bloom? W pewnym momencie musiałem wrócić do korzeni kryminału: dwóch skomplikowanych głównych bohaterów, ekscytujących, przerażających fabuł, wielu niespodzianek i zwrotów akcji. Ale znowu zrobiłem to po mojemu, inaczej, bo ta seria jest bardziej skoncentrowana na wątkach psychologicznych niż na socjologicznym tle.

Seria z Bergerem i Bloom to moja ulubiona w pana wydaniu. Molly jest bardzo interesującą postacią kobiecą w szwedzkim kryminale. Powstała jako wytwór pana wyobraźni czy ma cechy znanych panu osób?

Bardzo dziękuję, cieszę się, że tak ją pani ocenia. Uwielbiam Molly i uważam, że nie przypomina żadnej innej kobiecej postaci w kryminałach. Nie wzorowałem się na nikim, kiedy ją tworzyłem, choć prawdopodobnie wykorzystałem wiele cech charakterystycznych dla kobiet, które spotkałem w życiu. Potrzebowałem kogoś, kto mógłby naprawdę rzucić wyzwanie Samowi Bergerowi, który na początku przypomina trochę stary model policjanta, od którego trzymałem się z daleka od piętnastu książek: samotny mężczyzna w średnim wieku z problemami osobistymi i problemami z piciem… Ale on, jak większość z nas, mężczyzn, musi się zmienić - i Molly zdecydowanie pomaga mu to zrobić.

Przeszedł pan drogę od recenzenta, krytyka literackiego, redaktora czasopisma do pisarza. Skąd taki wybór?

Byłem w prawie wszystkich możliwych miejscach literackiego świata, ale naprawdę czułem, że nie chcę brać udziału w walkach o władzę i prestiżowych grach, które są prawie wszędzie na tym świecie. Czułem, że jestem przede wszystkim pisarzem, reszta była drugorzędna. Niektórzy ludzie, kiedy przestają być kreatywni, zaczynają interesować się władzą i awansami, nie wiem dlaczego. Mnie to nigdy nie pociągało. Moim jedynym zainteresowaniem było i jest opowiadanie naprawdę dobrych historii jak największej liczbie czytelników, a kryminał dał mi taką możliwość. Uwielbiam też naprawdę dobre, ekscytujące historie ze skomplikowanymi problemami moralnymi - i tak zawsze jest w kryminałach. A przynajmniej tak powinno być.

Kryminał to sztuka równowagi między naprawdę dobrą fabułą, postaciami, tempem akcji i tłem społecznym

Dlaczego pisze pan pod pseudonimem?

Musiałem oddzielić to pisanie od wszystkiego, co zrobiłem. Moje prawdziwe nazwisko było tak związane z moją pracą naukowca i krytyka, że nowe musiało być świeże i... nowe.

Co jest dla pana najtrudniejsze w pisaniu powieści kryminalnych?

Równowaga. Kryminał to sztuka równowagi między naprawdę dobrą fabułą, dobrymi postaciami, naprawdę interesującymi miejscami a psychologią zbrodni lub socjologicznym tłem. Trzeba zrównoważyć sposób, w jaki zdradza się sekrety, aby każdy rozdział prowadził do przodu - nie tracąc przy tym uwagi czytelnika, który musi skupić się też na postaciach. I robiąc to wszystko, pisarz musi utrzymywać duże tempo akcji…

Skąd pan czerpie inspiracje do książek?

Wybieram prawdziwe przestępstwa, nowe rodzaje przestępstw, które mogłyby powiedzieć coś istotnego o świecie, w którym żyjemy, a następnie przekształcam je w fikcję i spójną fabułę. W dzisiejszych czasach zaglądam bardziej do siebie i próbuję zidentyfikować własne koszmary…

Proszę opowiedzieć trochę o swojej pracy. Jest pan pełnoetatowym pisarzem?

Tak, dzisiaj jestem pełnoetatowym pisarzem i zawsze tego chciałem. Zwykle piszę w domu, albo w mojej „jaskini pisarza” na południu Europy lub w małej czerwonej chatce na archipelagu sztokholmskim. Można chyba powiedzieć, że napisanie książki zajmuje mi rok - od wczesnego pomysłu do gotowego produktu.

Jak wygląda o pana proces dokumentacji, zbierania informacji do nowego kryminału. Od czego pan zaczyna?

Od odpowiedzi na pytanie: czego nie robiłem wcześniej? I odpowiedź na nie staje się coraz trudniejsza po 20 książkach kryminalnych. Wcześniej intensywnie badałem syndykaty niewidzialnej przestępczości w całej Europie, teraz badania są bardziej ograniczone.

Skandynawskie kryminały są bardzo popularne w Europie i na świecie. Co, pana zdaniem, stoi za fenomenem ich popularności?

Zwykle piszę w domu, albo w mojej „jaskini pisarza” na południu Europy lub w małej czerwonej chatce na archipelagu sztokholmskim.

Łatwa odpowiedź brzmi: sukces rodzi sukces. Zarówno utalentowani autorzy, którzy w innym czasie zajęliby się innymi gatunkami - jak i mniej utalentowani autorzy, którzy wyczuwają pieniądze, są zainteresowani tym gatunkiem. Zasadniczo gatunek jest coraz lepszy. Bardziej złożoną odpowiedź należy znaleźć w historii Szwecji, w tym, w jaki sposób my, jako kraj, przekształciliśmy się z bardzo bezpiecznego i nieco zarozumiałego, nieco odizolowanego kraju na zimnej Północy w naród europejski, jak cała reszta. Symbolicznie stało się to wraz z zabiciem naszego premiera Olofa Palmego w 1986 r. - co również skierowało nasze zainteresowanie na przestępstwa, przesłuchania przez policję, teorie spiskowe.

Czym się pan interesuje?

Jestem podróżnikiem. Uwielbiam podróżować po całym świecie. Uwielbiam także muzykę i sport, nawet jeśli nie ćwiczę tak dużo, jak powinienem.

Jakie książki pan czyta? Ma pan ulubionych pisarzy?

Uważam, że dla nieco starszego pisarza kryminalnego ważne jest przeczytanie czterech rzeczy. Po pierwsze, młodszych autorów kryminałów, aby pozostać młodym i zobaczyć, co się teraz dzieje w gatunku. Po drugie, wybranego kanonu naprawdę dobrych autorów kryminalnych, takich jak Denis Lehane, Peter Temple, James Ellroy, Denise Mina, Ian Rankin. Po trzecie, literatura piękna – jak Olga Tokarczuk. Po czwarte: tragedie Szekspira. Potem można czytać inne lektury.

Arne Dahl zadebiutował w 1990 roku powieścią „Chiosmassakern”. W Polsce ukazały się trzy cykle jego książek: Drużyna A, Opcop oraz Sam Berger i Molly Blom. Książki zostały przetłumaczone na 32 języki, a ich sprzedaż wyniosła ponad 4 miliony egzemplarzy. Jest uznawany za jednego z najwybitniejszych szwedzkich pisarzy.

Maria Olecha-Lisiecka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.