Artur Urbanowicz i powieść Grzesznik. Całe zło, które wyrządziłeś w życiu, zostanie ci zwrócone

Czytaj dalej
Tomasz Kubaszewski

Artur Urbanowicz i powieść Grzesznik. Całe zło, które wyrządziłeś w życiu, zostanie ci zwrócone

Tomasz Kubaszewski

Suwałkami Suchy rządzi niepodzielnie. Nie liczy się z nikim i z niczym. Ale trafia na przeciwnika, wobec którego jest bezradny. Bo to sam diabeł. W poniedziałek ukazała się nowa powieść suwalczanina Artura Urbanowicza - „Grzesznik”.

O tej książce może być jeszcze głośniej niż o debiutanckim „Gałęzistym”. Pierwsze recenzje są wręcz znakomite. W internecie można przeczytać o „niespotykanym dotąd połączeniu horroru i powieści gangsterskiej”, o „oryginalności i szokowaniu tam, gdzie najmniej spodziewamy się uderzenia” i o tym, że „Grzesznik” po prostu „ryje banię”.

- Suchy zaczyna widzieć to, czego nie widzą inni: duchy, ukryte w ludzkim ciele demony i tajemnicze cienie - opowiada Artur Urbanowicz. - A wszystko dzieje się w suwalskich realiach. Bohaterowie chodzą po istniejących ulicach, odwiedzają znane w mieście oraz okolicy miejsca.

Tak samo było w „Gałęzistym”, powieści, która ukazała się w ubiegłym roku. W tym mrożącym krew w żyłach thrillerze zgadza się każdy topograficzny szczegół. „Gałęziste” mogłoby być właściwie rodzajem przewodnika po Suwalszczyźnie. Szczególnie dla amatorów mocnych wrażeń.

Pomysłami sypie jak z rękawa


- Od dziecka lubiłem pobujać w obłokach i wymyślać różne historie - opowiadał nam Urbanowicz.

Najprościej byłoby powiedzieć, że wymyśla historie niestworzone - takie, które wcześniej nikomu nie przyszły do głowy.

A ma raptem 27 lat. Maturę zdawał w I Liceum Ogólnokształcącym im. Marii Konopnickiej w Suwałkach. Jednak nie w klasie humanistycznej, lecz matematycznej. Ma bowiem niesłychanie ścisły umysł. Pozwolił mu on na skończenie matematyki ekonomicznej na Uniwersytecie Gdańskim i podjęcie pracy w międzynarodowej firmie, która zajmuje się rozwiązywaniem skomplikowanych problemów związanych z aplikacjami finansowymi. W tej pracy poradzić sobie mogą tylko najlepsi.

Artur Urbanowicz i powieść Grzesznik. Całe zło, które wyrządziłeś w życiu, zostanie ci zwrócone

Po studiach został w Trójmieście. Do rodzinnych Suwałkach wraca jednak tak często, jak tylko się da. Mieszka tu jego matka - znana lekarka. Na napisanie „Grzesznika” dostał nawet stypendium od prezydenta Suwałk Czesława Renkiewicza.

Kiedy na początku ubiegłego roku ukazało się „Gałęziste”, od razu to zauważyliśmy. Wystarczyło bowiem zacząć lekturę tej powieści, by potem nie móc się od niej oderwać. Urbanowicz sypał oryginalnymi pomysłami i budował przy tym taką atmosferę grozy, że czytelnikowi ciarki po plecach przechodziły. A później zafundował zakończenie, którego nawet najwięksi znawcy tego typu literatury nie byliby w stanie przewidzieć...

„Gałęziste” nie jest klasycznym horrorem, w którym każda strona ocieka krwią. W dodatku, to powieść wielowymiarowa. Bo i w pewnym sensie obyczajowa, i nawet filozoficzna. Urbanowicz bardzo dobrze daje sobie radę z opisem relacji między parą głównych bohaterów, a także z... rozważaniami o wierze.

„Gałęziste” zaczęło zyskiwać rzesze fanów. Niemal wszystkie internetowe recenzje były pozytywne. Gdyby ta książka miała dobrą promocję, mogłaby stać się ogólnopolskich hitem. Nie miała jednak, gdyż cały jej ciężar spoczął na barkach autora, który w tej dziedzinie żadnych doświadczeń nie posiadał.

Mimo to powieść została dostrzeżona na wielu portalach. Uznano ją za najlepszych debiut grozy w 2016 r. Najbardziej prestiżowe wyróżnienie Urbanowicz otrzymał od popularnego w kręgach miłośników tego typu literatury portalu www. kostnica.com. Jego czytelnicy uznali „Gałęziste” za thriller roku!

Ta książka jeszcze na polski rynek wydawniczy kiedyś wróci. I wtedy pewnie osiągnie prawdziwy sukces komercyjny.

Nikt nie przewidział zakończenia

Gdy „Gałęziste” się ukazywało, „Grzesznik” był już napisany. Potem Urbanowicz poddawał swoje dzieło poprawkom. Jak twierdzi, to żmudny proces. Niektóre pomysły konsultuje z wąską grupą znajomych. Raz bierze ich sugestie pod uwagę, raz nie. Ale chodzi o szczegóły. Bo wszystko, co najważniejsze rodzi się w jego głowie.

Marek Suchocki, pseudonim Suchy, to bezwzględny suwalski gangster. Do tego stopnia, że nie tylko wywozi ludzi do lasu i wymusza haracze, ale też nie ma litości dla kogokolwiek, kto wejdzie mu w drogę. Kiedy podczas amatorskich rozgrywek w piłce nożnej podpada mu piłkarz suwalskich Wigier, każe go okaleczyć.

Suchy jest jednocześnie kochającym mężem Katarzyny (którą w wolnych chwilach jednak zdradza) i dwójki dzieci. Dzięki swoim wpływom, próbuje też zrobić piłkarza Wigier ze swojego niezbyt zdolnego syna. Trener drużyny mafiosa się boi, więc mu ulega.

Artur Urbanowicz i powieść Grzesznik. Całe zło, które wyrządziłeś w życiu, zostanie ci zwrócone

Choć Urbanowicz zastrzega, że powieść jest wyłącznie wytworem jego wyobraźni, trudno nie doszukiwać się analogii z tym, co działo się w Suwałkach w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Miejscowi gangsterzy bratali się z przedstawicielami organów ścigania oraz władzy i byli praktycznie nietykalni. Przerwała to dopiero likwidacja województwa suwalskiego, czyli przeniesienie policyjno-prokuratorskich ośrodków decyzyjnych do Białegostoku.

Twarde rządy Suchego trwają do chwili, gdy do miasta wraca poprzedni boss tutejszego półświatka. Jedna z lokalnych gazet nazwała go kiedyś „Grzesznikiem”. Wcale to jednak nie oznacza, że w tytule książki właśnie o niego chodzi.

Dawny boss próbuje odzyskać wpływy. Rozpoczyna z Suchym wojnę. Okazuje się jeszcze bardziej bezwzględnym bandytą. Nasyła na Suchego dwóch osiłków. Mafioso spada ze schodów, doznaje urazu głowy i trafia do szpitala. Tu akcja książki zaczyna się na dobre.

Urbanowicz pisze: „Tak jak mówi się, że wszystko dobre, co uczyniłeś, wraca do ciebie, tak samo dzieje się ze złym. Całe zło, które wyrządziłeś w swoim życiu, w końcu zostanie ci zwrócone. Z nawiązką. Bo zło zawsze wraca ze zdwojoną siłą. I w przeciwieństwie do dobra boli. Bardzo”.

„Zło bierze się z egoizmu” - dodaje.

Suchy trafia do świata, w którym mało ma już do gadania i któremu musi się podporządkować. Styka się ze złem w czystej postaci. Takiej, że nawet nim - zatwardziałym gangsterem - potrafi to wstrząsnąć. Tylko, czy na zawsze, czy jedynie na moment?

Urbanowicz stał się mistrzem w budowaniu napięcia. Narasta ono powoli aż do kulminacji. Ale nigdy nie można dać się zwieść, że to już koniec. Bo za jedną kulminacją pojawia się kolejna.

Ponad 700 stron czyta się błyskawicznie. Autor bardzo rozwinął swój warsztat literacki. Wszystko tu pasuje, nie ma językowych zgrzytów, czy przydługich opisów. No i podobnie jak w debiutanckiej powieści - pełno jest znakomitych, autentycznych dialogów. Z wielu z nich można zdrowo się pośmiać.

Kiedy Urbanowicz wstępną wersję swojej książki dał do przeczytania kilku znajomym, nikt z nich nie przewidział takiego akurat zakończenia. To kolejny znak firmowy Urbanowicza. Czytelnik myśli, że wszystko jest już poukładane, a tu łup...

Tomasz Kubaszewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.