Barć na Jurze. Bo pszczoły to miód, ale i apiterapia

Czytaj dalej
Fot. Paulina Musialska
Paulina Musialska

Barć na Jurze. Bo pszczoły to miód, ale i apiterapia

Paulina Musialska

Kilkaset lat temu Polska była potęgą bartniczą. Na terenie naszego kraju istniało kilkaset tysięcy barci. Dzisiaj jest ich jedynie około setki.

Podlesice śmiało można określić sercem Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Uwielbiane przez turystów z całego kraju. To właśnie tutaj znajdują się najważniejsze jurajskie ostańce oraz jaskinie. Od niedawna także pasieka. Kłody bartne oraz ule pojawiły się u podnóża rezerwatu przyrody Góra Zborów. To efekt programu „Reaktywacja bartnictwa - ochrona przyrody i staropolskiej tradycji w Podlesicach”, który realizowany jest przez członków Fundacji Centrum Dziedzictwa Przyrodniczego i Kulturowego.

Próbują ocalić zawód, który dawniej był domeną Polaków

Bartnictwo w Polsce było bardzo popularną profesją. Był to zawód dziedziczny, a jego szczytowy rozwój przypadł na przełom XVI i XVII wieku. Dawniej barci było kilkaset tysięcy. Dzisiaj pozostało ich tylko nieco ponad sto.

- Bartnictwo było przede wszystkim domeną Słowian i Bałtów. Pierwsze wzmianki dotyczące tego zawodu pojawiły się już w X wieku. Wtedy opisywane było bogactwo bartnictwa oraz miodu w Polsce. Kiedyś byliśmy potęgą bartniczą. Szacuje się, że istniało kilkadziesiąt tysięcy barci na terenie zamieszkiwanym przez Słowian i Bałtów - opowiada Michał Łada, który opiekuje się barcią w Podlesicach. - Bartnictwo było największą gałęzią gospodarczą średniowiecza w Polsce. Powinniśmy być dumni z naszego bartnictwa, które z czasem zanikało. Powodów było wiele. Wśród nich są wojny, karczowanie lasów oraz wynalezienie ula. Zanikło około XX wieku. Na szczęście znalazły się osoby, które próbowały wskrzesić ten zawód i tradycję. Teraz to się odradza. I nie chodzi o to, aby konkurowało z pszczelarstwem. To są dwie różne tradycje. Różnicą jest m.in. fakt, że barcie przegląda się tylko dwa razy w roku - dodaje Michał Łada.

Przykładem próby wskrzeszenia tego zawodu jest inicjatywa podjęta w Podlesicach. U podnóża rezerwatu Góra Zborów zawisło sześć kłód bartnych. Do tego przy budynku Centrum Dziedzictwa Przyrodniczego i Kulturowego leżą dwie kłody. Te służą do celów dydaktycznych. Turyści mogą zobaczyć, jak obiekt wygląda wewnątrz. Bez ryzyka użądlenia przez pszczoły. Kłody bartne to swojego rodzaju dziuple dla pszczół. Wykonywane są z pni ściętych drzew, które są wydrążone wewnątrz. Różnią się jednak od tradycyjnych barci.

- Tradycyjna barć jest wydrążona wewnątrz żywego drzewa. Robi się to na wysokości około 20 metrów. Jej wykonanie zajmuje około dwóch dni. Drzewo musi mieć też odpowiednią średnicę. Powinno mierzyć około 1,5 metra. To oznacza, że drzewo musi mieć około 150 lat. W Podlesicach nie mamy jednak tak starych drzew i z tego powodu zdecydowaliśmy się na zawieszenie kłód bartnych, które wiszą na wysokości 5-6 metrów - mówi Jacek Panek, członek Fundacji Centrum Dziedzictwa Przyrodniczego i Kulturowego w Podle-sicach. - Warto dodać, że w powiecie zawierciańskim jest tylko jedna tradycyjna barć. Znajduje się w Łazach. Jest to tylko jeden taki przypadek. W województwie śląskim nie ma ich wcale. Wszystkie znajdują się na północy Polski - dodaje Jacek Panek.

Powstały nie tylko kłody bartne, ale również pasieka

To jednak nie koniec atrakcji dla miłośników pszczół. W Podlesicach utworzona została pasieka, w której znajduje się dziewięć uli. Zamieszkują je pszczoły środkowoeuropejskie, które nie są zbyt popularne wśród pszczelarzy. Dlaczego? Produkują mniej miodu niż inne gatunki tych pożytecznych owadów. Z powodu małej popularności, gatunek objęty jest programem ochrony zasobów genetycznych.

Wchodząc do pasieki, trzeba ubrać się w specjalny kombinezon pszczelarski, który uchroni nas przed użądleniem. Ponadto pszczelarze mają ze sobą tzw. podkurzacz, który służy do uspokajania agresywnych pszczół.

Ule w Podlesicach to ule wielkopolskie, czyli najpopularniejszy typ wykorzystywany w pasiekach. Składają się z daszku, pierwszego korpusu, drugiego korpusu oraz dennicy. W środku znajdują się ramki gniazdowe, w których pracują pszczoły.

- Na razie w naszych ulach nie ma dużo ramek, ponieważ pszczela rodzina jest w fazie rozwoju. Kiedy trzeba dołożyć ramkę? Na przykład w momencie, w którym pszczoły zaczynają budować swój własny plaster - mówi Jacek Panek.

W każdym ulu znajduje się pszczoła-matka. To najważniejsza pszczoła w każdej rodzinie. Jak można ją rozpoznać? Pszczelarze mają na to swój sposób.

- W sezonie w jednym ulu znajduje się nawet 60 tysięcy pszczół. Pszczoła-matka w pasiece oznaczona jest kolorem. Kolor co roku się zmienia. W ten sposób jesteśmy w stanie określić, z którego jest roku - tłumaczy Michał Łada. - Pszczoły w naszych ulach pojawiły się niedawno. Teraz skupiamy się na tym, aby odpowiednio przygotować je do zimy. Z tego powodu prowadzimy ich dokarmianie. Do września podleczymy trochę pszczoły i dzięki temu przeżyją do kolejnego sezonu. Do każdego ula wstawiany jest specjalny syrop. Jest kilka możliwości. Można po prostu rozrobić wodę z cukrem. Są też firmy, które wyspecjalizowały się w produkowaniu syropów. Pokarm trzeba dokładać co kilka dni - dodaje Michał Łada.

W przyszłości planowane jest stworzenie łąki w pobliżu pasieki, aby pszczoły nie musiały szukać pokarmu. Skąd wiedzą, do którego ula powinny wrócić?

- Wszystko dzieje się na podstawie feromonów wydzielanych przez pszczołę-matkę. Pszczoła odleci jedynie na odległość około 5 kilometrów od niej - mówi Michał Łada.

W Podlesicach jest również specjalny ul, który służy do celów dydaktycznych. Z jednej strony jest przeszklony, aby można było bezpiecznie obserwować pracę pszczół. W planach jest również uruchomienie specjalnych inhalacji, czyli apiterapii. Korzyści jej stosowania jest wiele.

- Inhalacje polegają na tym, że wdychamy powietrze ulowe. W gnieździe pszczelim jest 30-35 stopni Celsjusza i dzięki temu wydzielają się olejki eteryczne. W Polsce inhalacje nie są jeszcze znane. Bardziej popularne są w Rosji i na Ukrainie. Apiterapia jest korzystna m.in. dla osób, które mają problemy z płucami - kończy Michał Łada.

Paulina Musialska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.