Bernadeta: Moje dzieci powiedziały, że to zbyt ryzykowne, by spędzać razem święta. Rozumiem to

Czytaj dalej
Magdalena Grzymkowska

Bernadeta: Moje dzieci powiedziały, że to zbyt ryzykowne, by spędzać razem święta. Rozumiem to

Magdalena Grzymkowska

Z ekranu przemawia brodacz w czerwonej czapie. - Drogie dzieci, czy wy wiecie, w jaki sposób przyjechałem tu do Was z Laponii? - Rakietą! Saniami! Na reniferze! - wołają z przejęciem maluchy.

Na wirtualnym spotkaniu na platformie Zoom panuje wesoły harmider. Trwają mikołajki zorganizowane przez Oxford Polish Association. W tym roku tylko w takiej formie mogą się odbyć.

- Co roku organizujemy mikołajki dla naszej lokalnej społeczności polskiej w Oxfordzie i co roku było duże zainteresowanie - tłumaczy Ewa Gluza, prezes organizacji. Na kilka tygodni przed świętami zrobiła rekonesans wśród rodziców, czy byliby chętni na takie spotkania online. Okazało się, że tak. - Mikołaj jest psychoterapeutą dziecięcym, więc ma doświadczenie w pracy z dziećmi, potrafi je zaangażować, żeby się nie nudziły, siedząc przed komputerem. Myślę, że to dla nich wielka frajda i miła odmiana od lekcji online - mówi.

Nie ukrywa, że w przygotowaniu mikołajek przyświecał jej jeszcze jeden cel. - W czasie pandemii wiele inicjatyw społecznych zanika. My chcieliśmy wysłać sygnał, że jesteśmy otwarci i Polacy, dla których święta w izolacji od rodziny to przygnębiający czas, mogą na nas liczyć - dodaje.

Oxford Polish Association przygotowuje także paczki dla polskich rodzin w trudnej sytuacji finansowej i osób samotnych, a także pracuje nad broszurą dla osób powyżej 50. roku życia z utrudnionym dostępem do internetu, która będzie zawierała najważniejsze informacje na temat aktualnej sytuacji. - Z pewnością jest to dla nas, społeczników, duże wyzwanie. Ale musimy działać, bo potrzeb jest mnóstwo - kwituje.

Sto pięćdziesiąt pierogów i jakoś to zleci

Na drugim końcu kraju, w Edynburgu, również online, odbyła się wigilia dla grupy Aktywni 50 plus. Bernadeta Żynda, liderka grupy, lat 71, relacjonuje, że spotkanie przybrało formę wirtualnych jasełek. - Nie wierzyłam, że to się uda! Jasełka prowadziła aktorka i performerka Patrycja Zając. Rozesłała tekst, uczestnicy odgrywający poszczególne role musieli się odpowiednio przebrać. Była Maryja, śnieżynki, trzej królowie. Jedna z naszych członkiń tak się świetnie ucharakteryzowała na Kacpra, że jej w pierwszej chwili nie rozpoznaliśmy - opowiada.

Wiele miesięcy temu licząc na to, że w grudniu świat wróci do normalności, Bernadeta zarezerwowała salę, w której co roku spotykają się przed świętami polscy seniorzy. To były płonne nadzieje. - Ale widać, że ludzie potrzebują kontaktu z innymi. Dużo starszych osób dołączyło do nas w okresie pandemii. Jednak nie zawsze docierają na wirtualne spotkania. Nie każdy ma sprzęt, nie każdy umie, a wstydzi się przyznać. Czasem nas ta technologia przerasta - zaznacza.

Cała rodzina Bernadety mieszka w Szkocji, ale mimo poluzowania restrykcji w okresie świątecznym - w ramach których mogą się spotkać w tym samym czasie osoby z trzech gospodarstw domowych - na wszelki wypadek nie planują wspólnych kolacji. - Moje dzieci powiedziały, że to zbyt ryzykowne, bo oni pracują, dzieci chodzą do szkoły, nie daj Boże, ktoś coś przywlecze, to oni by sobie tego nie wybaczyli. Słowo daję, oni są gorsi niż ten rząd. Najchętniej by nas w klatkach zamknęli - śmieje się, ale rozumie, że to wszystko dla jej dobra.- Wobec tego na święta będziemy tylko ja i mój mąż. Nie szykuję za dużo jedzenia. Będzie tylko barszcz, uszka, pierogi, zupa grzybowa, sałatka jarzynowa, karpik, jakieś ciasto… - wymienia Bernadeta. Żeby nie było jej smutno, postanowiła sobie znaleźć zajęcie. W ramach prezentu na święta dla dzieci i wnuków ugotuje 150 pierogów z kapustą i grzybami.

Jeśli Covid pozwoli

Martyna spędzi Boże Narodzenie tak samo jak od 10 lat - w pracy. Jest pielęgniarką operacyjną w szpitalu w West Yorkshire. - Dwa miesiące przed świętami jest wywieszony grafik i można się zgłosić. Przeważnie już w pierwszym dniu wszystko jest zapełnione - opowiada. Blok operacyjny w święta obsługuje wyłącznie przypadki ratujące życie. Na takich zasadach pracuje się w Boże Narodzenie, sylwestra i Nowy Rok. - Święta na oddziale wyglądają dokładnie jak w weekend, jedynym wyjątkiem było przynoszenie przez każdego chętnego przekąsek i napoi, aby wspólnie spędzić czas w świątecznej atmosferze. W tym roku mamy zakaz przynoszenia potraw domowych - tłumaczy.

W czasie pandemii wielu kolegów i koleżanek Martyny zostało przeniesionych. - Na oddziałach „covidowych” jest całkowity zakaz odwiedzin. Wyjątek stanowi sytuacja, gdy pacjent umiera i jeden członek rodziny - musi to być osoba zdrowa, nieobciążona medycznie - może przyjść, aby pożegnać się z bliskim. To bardzo źle wpływa i na pacjentów, i na ich rodziny. Chorego powinno traktować się holistycznie i zarówno jego fizyczne zdrowie, jak i psychiczne jest szalenie ważne - mówi Martyna.

Martyna nie lubi zmian, czuje się zmęczona wszystkim, co odstaje od jej rutyny i przyzwyczajeń. - Chciałabym, aby wszystko wróciło już do normy, choć mówi się, że to, co się dzieje, to jest właśnie nasza nowa norma. Wiem, że gdybym pracowała bezpośrednio z pacjentami chorym na Covid, zaintubowanymi, na intensywnej terapii, po prostu bym tego nie udźwignęła. Widzę znajomych, którzy kończą dyżur na intensywnej i przysięgam, że serce mi pęka na pół - mówi.

Wybierając zawód, Martyna była przygotowana na to, że święta będzie musiała spędzać w pracy. - Bardzo lubię pracę i nie zamieniłabym jej na inną. Chciałabym jednak kiedyś zabrać dzieci na święta do Polski i taki mam plan na następny rok - podkreśla.

Święta na karaibską nutę

Polacy na Wyspach chętnie angażują się w różne akcje charytatywne. Dużym powodzeniem cieszy się Szlachetna Paczka, do której emigranci dokładają swoje cegiełki w postaci zbiórek pieniężnych. - Jak co roku, dorzucam do zbiórki. Marta, moja koleżanka z Gdańska wybiera rodzinę i zajmuje się całą logistyką - mówi Katarzyna Szade. - Pomaganie jest bardzo ważne, szczególnie, że jest wśród nas ciągle tyle osób, które żyją na skraju lub w ubóstwie. Te moje 20 funtów może zmienić czyjeś życie - zauważa.

U niej w domu święta wyglądają bardzo nietypowo, ponieważ są obchodzone po polsku i po… trynidadzku. Rodney, mąż Katarzyny, pochodzi z Trynidadu. Wyznaje hinduizm. - W Trynidadzie żyje się inaczej niż w innych krajach. Hindusi, chrześcijanie i muzułmanie żyją obok siebie i każdy celebruje swoją religię. Ale wszystkie ważne święta, takie jak Eid, Diwali czy Boże Narodzenie, są świętowane przez wszystkich. To dni wolne od pracy. U nas w domu też świętujemy zarówno chrześcijańskie, jak i hinduskie święta - mówi Katarzyna.

W Wigilię są kolędy, jest opłatek, zupa grzybowa, potem pielmieni, tak jak robiła babcia Katarzyny z Rosji i pozostałe dwanaście potraw. Prezenty są dzielone pół na pół: połowa jest wręczana w Wigilię, połowa w pierwszy dzień świąt.

Podczas pieczenia indyka i przygotowań świątecznego obiadu w domu Katarzyny rozbrzmiewa parang - świąteczna muzyka na karaibską nutę. - To jest unikalna muzyka dla Trynidadu. Bo to jedyny kraj, gdzie połowa społeczeństwa pochodzi z Indii, a połowa to osoby czarnoskóre z Karaibów. Są też potomkowie ludzi z Chin i jeden procent z Syrii - tłumaczy Katarzyna.- Zależy nam, żeby w naszym domu było tak, jak jest w Trynidadzie, gdzie każda osoba zasługuje na szacunek niezależnie od wyznawanej religii.

Trochę bardziej jak w domu

W Londynie nie brakuje Polaków, którzy Boże Narodzenie spędzą nie przy stole i świątecznej muzyce, lecz na ulicy. Anna Jańczuk dba o to, żeby choćby w minimalnym stopniu takie osoby poczuły magię świąt. - W Poles in Need staramy się łączyć ludzi działających lokalnie z brytyjskimi instytucjami w ich okolicy, aby skuteczniej nieść pomoc osobom potrzebującym. W ten sposób udało się wesprzeć organizację spotkania wigilijnego dla osób potrzebujących w gminie Ealing w zachodnim Londynie, podobna inicjatywa ma miejsce w północnym Londynie, na Stanford Hill. Dodatkowo rodzinom z dziećmi przekażemy 150 pluszowych misiów, które otrzymaliśmy od Aileen Orr, autorki książki o misiu Wojtku - mówi dyrektor tej społecznej organizacji non-profit.

Jak pomagać z głową? Najlepiej jest wesprzeć finansowo małe lokalne organizacje, które najlepiej wiedzą, jakie są potrzeby, a w dużej mierze działają w oparciu o wolontariuszy. - Jeśli nie chcemy dawać pieniędzy, przydadzą się ubrania, ciepłe kurtki, polary, swetry. Niektóre organizacje ze względu na pandemię przyjmują tylko rzeczy nowe - podpowiada Anna.

Aniołek czy Father Christmas?

Zazwyczaj o tej porze roku w Polskiej Szkole Sobotniej Copernicus w New Malden odbywają się jasełka i wspólne kolędowanie. W tym roku jest to niemożliwe, bo dzieci nie mieszają się między klasami. - Ale zamiast się martwić i narzekać, postanowiliśmy pomyśleć o innych, dla których ten rok był najtrudniejszy. Zarząd wpadł na pomysł wysłania życzeń świątecznych do seniorów oraz pracowników domów opieki. Nauczyciele szybko podchwycili ten pomysł i wszystkie dzieci wykonały kartki dla rezydentów lokalnego domu opieki, dla polskich domów seniora w Londynie, w Lesznie oraz dla dwóch DPS-ów w Krakowie i w Gdańsku - wymienia dyrektor Minka Dyszyńska-Bonnage.

Minka dokłada starań, aby święta w tym roku nie różniły się od innych. - Wigilię spędzamy u mojej cioci Polki. Na szczęście, bo omija mnie przygotowanie 12 potraw! Boże Narodzenie będziemy u nas w domu obchodzić po angielsku. Mój mąż Anglik przygotowuje tradycyjny obiad. Ma precyzyjny plan, co o której godzinie włożyć do piekarnika! U mnie w rodzinie prezenty przynosił Aniołek w Wigilię, a tutaj Father Christmas w pierwszy dzień świąt. W tej kwestii musiałam iść na kompromis. Gdy jesteśmy w Anglii, to robimy to po angielsku, a jak w Polsce - po polsku - podkreśla. I dodaje: - W mojej rodzinie są ateiści, dziewczyna mojego kuzyna jest Żydówką, moja młodsza córka nie wierzy w „bajki o Jezusie”. Są też osoby mniej lub bardziej wierzące, a jednak przy wigilijnym stole wszyscy mogą razem usiąść i podzielić się opłatkiem. I to jest piękne.

Magdalena Grzymkowska

Komentarze

3
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

jezozwierz

Z okazji Swiat Bozego Narodzenia zycze wszystkim mieszkancom Krakowa i Malopolski aby Gadzinowka Krakowska jak najszybciej znalazla sie w polskich rekach i stala sie znow Gazeta Krakowska reprezentujaca polskie media i polskie interesy polityczne, spoleczne i ekonomiczne.

wierzbickikrk

A może jakichś Polaków szczęśliwie spędzających święta byście pokazali... Chyba że musicie spełnić parytet ras...

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.