Bitwa partyzancka pod Rząbcem – tak było naprawdę

Czytaj dalej
Fot. Czytelnik2@poczta.fm/Archiwum
Tomasz Trepka

Bitwa partyzancka pod Rząbcem – tak było naprawdę

Tomasz Trepka

8 września 1944 roku, w okolicach wsi Rząbiec w powiecie włoszczowskim, doszło potyczki partyzanckiej, która wkrótce doczeka się ekranizacji. Obecnie trwają zdjęcia do filmu fabularno-dokumentalnego przypominającego tamtą historię. Rząbiec jest położony w gminie Włoszczowa. Spośród innych wsi wyróżnia go tablica upamiętniająca wydarzenia sprzed 72 lat. We wrześniu 1944 roku w jego okolicach doszło do starcia żołnierzy sformowanej kilka tygodni wcześniej, Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych z oddziałami Armii Ludowej oraz sowieckimi grupami dywersyjnymi.

Przez lata rządzonej przez komunistów Polski obowiązywała jedna wersja wydarzeń - bohaterami byli partyzanci z wspierającej sowiecki porządek Armii Ludowej i wspomagający ich żołnierze sowieccy. Przedstawiciele Fundacji Odzyskajmy Naszą Historię podjęli się zadania odkłamania i ukazania rzeczywistego przebiegu zajść z jesieni 1944 roku.

Komuniści przeciw komunistom
Późną wiosną lub wczesnym latem 1943 roku, w rejon Włoszczowy przybyła z okolic Krakowa grupa Armi Ludowej pod dowództwem kapitana Tadeusza Grochala „Tadka Białego”. Oddział ten zajmował się głównie bandytyzmem – napadami na dwory ziemiańskie czy nakładaniem przymusowego podatku – oficjalnie nazywanymi „aprowizacją”.

Przed przybyciem na Kielecczyznę, jedną z jego najsłynniejszych akcji było zaatakowanie posterunku żandarmerii niemieckiej, która skończyła się tragicznie dla miejscowej ludności. – 17 maja 1943 roku podczas jarmarku w Żarnowcu, partyzanci zaatakowali niemiecki posterunek. W wyniku walki padło 6 Niemców i 8 granatowych policjantów. Partyzanci słabsi liczebnie wycofali się w lasy. Żandarmi otoczyli ludność, zebraną na jarmarku z której wybrali na rozstrzelanie 70 osób z czego na miejscu rozstrzelali 48, a wiele wywieźli do obozów i na roboty – donosiła prasa konspiracyjna.

W tej sytuacji napięcie na linii oddział Armii Ludowej – lokalna społeczność sięgnęło zenitu. Dodatkowego smaczku historii grupy „Tadka Białego” dodaje fakt konfliktu jaki wybuchł między Grochalem, a innym komunistycznym partyzantem, Stanisławem Olczykiem „Garbatym”, który działał na terenie obecnego powiatu włoszczowskiego. W jego wyniku doszło do walk, które skończyły się rozbiciem grupy „Garbatego”. Olczykowi cudem udało się zbiec. Co istotne bardziej śmierć groziła mu z rąk jego komunistycznych kolegów, a nie niemieckiego okupanta.

Obława na „Tadka Białego”
Pozbycie się konkurencji nie oznaczało jednak dla Grochala końca kłopotów. Działania jego oddziału była tak dotkliwe, że miejscowa ludność interweniowała nawet u niemieckiej żandarmerii prosząc ją o pomoc w zlokalizowaniu tych jak się wyrażano bandytów.

Do obławy na „Tadka Białego” i ochrony włoszczowskiej społeczności włączyły się także struktury Armii Krajowej oraz podziemia narodowego. Grochal przypisywał im wyłącznie niechęć do komunistów, nie chcąc dostrzec problemu w dokonywanych przez jego podwładnych rekwizycjach. – Terroryzując naszą ludność chcieli ją zastraszyć i oderwać od walki z okupantem. Natomiast we dworach obszarniczych powystawiali straż ochronną składającą się z członków Armii Krajowej, aby nie dopuścić do aprowizowania się naszego oddziału. Prawie co noc udając się gwardziści na akcję byli ostrzeliwani przez bojówki akowskie – wspominał Tadeusz Grochal.

W tropienie „Tadka Białego” zaangażowała się między innymi grupa Armii Krajowej dowodzona przez podporucznika Mieczysława Tarchalskiego „Marcina”. We wsi Karczowice [obecnie leżące na styku województw małopolskiego, świętokrzyskiego oraz śląskiego – redakcja], Grochal wpadł na podporucznika Przemysława Szyca „Ludwika”. Dzięki obławie udało się rozbić komunistów w rejonie Włoszczowy.

Pomoc z Ukrainy…
Jak się jednak wkrótce okazało nie był to koniec działalności oddziału „Tadka Białego”. W kwietniu 1944 roku, przebywający w Moskwie polscy komuniści, powołali w Szpanowie na Ukrainie Polski Sztab Partyzancki. Zajmował się on szkoleniem ludzi, którzy po przerzuceniu na okupowane przez Niemców tereny, zajmowali się odnajdowaniem działaczy komunistycznych, wywiadem politycznym i wojskowym, tworzeniem oddziałów dywersyjno–szpiegowskich.

Przede wszystkim dzięki pomocy zrzuconego ze wschodu sprzętu bojowego, udało się wznowić działanie grupie Tadeusza Grochala. W krótkim okresie czasu zebrał on oddział liczący około 100 osób. Badający działania tej grupy historycy podkreślają, że niewiele można powiedzieć o jego akcjach antyniemieckich. Powrócono do napadów i rabunków, siejąc postrach pośród Polaków mieszkających w okolicy Włoszczowy.

…i z Moskwy
Po otrzymaniu wsparcia logistycznego Grochal za sprawę priorytetową przyjął wzięcie odwetu za rozbicie jego oddziału w Karczowicach. Stał na czele grupy dokonującej regularnych morderstw na żołnierzach Armii Krajowej, z czym się nawet nie krył. – Aby poskromić reakcyjne perfidne poczynania Sekretarz Obwodu [Polskiej Partii Robotniczej w Częstochowie – redakcja] wyraził zgodę na przeprowadzenie odwetu za walkę pod Karczowicami i za mordy indywidualne i za denuncjowanie Polskiej Partii Robotniczej do gestapo i wydał polecenie rozstrzelać dowódcę kompanii Armii Krajowej w miejscowości Przełaj (obecnie gmina Sędziszów, powiat jędrzejowski) – Sochackiego, Kowala Władysława – członka wywiadu obwodu Armii Krajowej, komendanta Batalionów Chłopskich pod płaszczykiem Armii Krajowej - Zasadę i jeszcze jednego z członków tejże organizacji zlikwidować […] Wyrok został wykonany – wspominał po latach Tadeusz Grochal.

Pomoc dla „Tadka Białego” nadeszła także z Moskwy. W lipcu 1944 roku przerzucono w rejon Włoszczowy, kilkunastoosobową grupę dywersyjno-wywiadowczą NKGB (Ludowy Komisariat Bezpieczeństwa Państwowego, urząd w Związku Radzieckim zajmujący się wywiadem, dywersją , szpiegostwem – redakcja) o kryptonimie „Szturm”. Na jej czele stał kapitan Iwan Karawajew. Już wkrótce obie organizacje zaczęły się rozrastać, między innymi dzięki napływowi dezerterów z armii niemieckiej . Byli to przede wszystkim Gruzini oraz Ormianie, którzy wcześniej czynnie wspierali niemieckiego okupanta w akcjach pacyfikacyjnych powiatu włoszczowskiego.

Bitwa pod Rząbcem
Komuniści, bitwę pod Rząbcem przedstawiali jako niespodziewaną ofensywę, bezsensowną, która prowadziła jedynie do „bratobójczych walk”. Kolportowano informacje,że wsparcia Brygadzie Świętokrzyskiej miał udzielić duży oddział niemiecki.

– Klika najokrutniejszych kreatur, reprezentujących czarną reakcję współpracującą z Niemcami i noszącą niegodne imię Narodowych Sił Zbrojnych, rozpoczyna bratobójczą walkę (…) Siedząc dostatnio na cuchnącym cielsku walącego się z nóg Niemca – podnoszą dłoń, zabryzganą krwią rodaków i zbójecki kindżał pragną zanurzyć znów w piersiach Polaków. (…) Atamański Bohun [mowa o pułkowniku Antonim Szackim „Bohunie”, dowódcy Brygady Świętokrzyskiej – redakcja] o kłach polakożerczych i ponury od zbrodni Ząb [mowa o majorze Leonardzie Zub-Zdanowiczu „Zębie”, szefie sztabu Brygady Świętokrzyskiej – redakcja], przy pomocy 2000 Niemców rozbroił żołnierzy i wymordował waszych kolegów, waszych braci i ojców, którzy byli tylko winni tyle, że walczyli o wolność i potęgę Polski – pisano niedługo po bitwie pod Rząbcem na łamach komunistycznej prasy.

Budowanie obrazu bitwy pod Rząbcem, jakoby Niemcy wraz z „polskimi sojusznikami spod znaku Narodowych Sił Zbrojnych” zaatakowali niewinnych partyzantów sowieckich oraz Armii Ludowej było konsekwentnie realizowane w kolejnych latach istnienia Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Rzeczywistość dla komunistów była jednak brutalna. To oni sprowokowali Brygadę Świętokrzyską, która zwalczała przejawy bandytyzmu oraz sympatii komunistycznych. Konflikt osiągnął jednak swoje apogeum, kiedy w zasadzkę Armii Ludowej wpadło kilku żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. Dalszy rozwój wypadków był szybki.

– Natychmiast po otrzymaniu meldunku (o zatrzymaniu przez komunistów członków Brygady – redakcja) 1 kompania, a za nią 202 pułk piechoty ruszyły z odsieczą. Bolszewicy z miejsca chcieli rozstrzelać cały patrol,ale wzięto wszystkich na przesłuchania . W czasie przesłuchań wpadła 1 kompania w sam środek obozu nieprzyjaciela, reszta 202 pułku piechoty, otoczyła nieprzyjaciela od południowego-zachodu. Zaalarmowany 204 pułk piechoty zajął pozycję na południowym-wschodzie, wschodzie i północnym-wschodzie od obozu. Manewr 1 kompanii zupełnie zaskoczył nieprzyjaciela, który nie mógł wykorzystać swojego położenia obronnego (rowy strzeleckie). Zabrani z patrolu szybko rozbroili zaskoczonych bolszewików, wprowadzając swym ogniem ze środka jeszcze większe zamieszanie. Po zdobyciu rowów strzeleckich, sytuacja została opanowana – pisano w Kronice Brygady Świętokrzyskiej.

Mimo to Karawajewowi oraz Grochalowi udało się zbiec z grupą około 10 partyzantów. Brygada Świętokrzyska straciła jednego żołnierza, a kolejny został ciężko ranny. Komuniści natomiast ponieśli duże straty – 34 zabitych i około 30 rannych. Ponadto wzięto do niewoli 67 żołnierzy sowieckich oraz 40 Polaków.

Epilog
Bitwa pod Rząbcem miała swój dalszy ciąg. Kilka godzin po zakończeniu bitwy, przed wymarszem wybuchł bunt sprowokowany przez sowieckich partyzantów, chcących uciec z niewoli. – Został on z całą bezwzględnością ugaszony. Straty własne w czasie tłumienia buntu: Dwóch ciężko rannych (zmarli), trzech ciężko rannych. Straty nieprzyjaciela: 67 zabitych – zapisano w Kronice Brygady. Śmierć ponieśli wyłącznie Rosjanie, jeńców polskich puszczono wolno. Nie można wykluczyć, że część z sowieckich dywersantów została rozstrzelana już po stłumieniu buntu – jako przykład bezkompromisowości w walce z drugim okupantem. Brygada Świętokrzyska po bitwie pod Rząbcem wzbogaciła się o kilka działek, kilkadziesiąt pistoletów, granaty, materiały wybuchowe oraz amunicję.

Film
„Bitwa pod Rząbcem – historia prawdziwa” – taki tytuł nosi film fabula-rno-dokumentalny, do którego zdjęcia powstają między innymi w skansenie w Tokarni oraz okolicach Włoszczowy. Reżyserem filmu jest Krzysztof Dziewięcki. Odtwórcą jednej z głównych ról jest kielecki aktor Edward Janaszek

Tomasz Trepka

Komentarze

3
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

RrR

Im dalej od tamtych dni tym łatwiej naginać historię i pisać niestworzone rzeczy o 'szlachetnej" Brygadzie swiętokrzyskiej " i wylewać wiadro pomyj na bohaterskich partyzantów Armii Ludowej. Nikt nie wymaże z pamięci mieszkańców tamtych stron zbrodni NSZ.Tam kazdy powie ze paryzantami to była Armia Ludowa ,Armia Krajowa i bataliony Chłopskie.NSZ to bandycka organizacja i tak jest tam okrślana

Tfu, na psa urok

Bandziory z NSZ, na usługach hitlerowców, napadły na żołnierzy Wojska Polskiego i sojuszniczej Armii Czerwonej, wyzwalających Polskę spod nazistowskiej - niemieckiej okupacji.

Karolina

Nadal musimy młodym przekazywać fakty jakimi naprawdę były. Szkoda,że poza pisaniem historii pod nowego hegemona nic się nie zmieniło bo oprócz urodzonych cyngli, agentów gestapo było wśród nich wielu oddanych Polsce ludzi,naiwnie wierzących Londynowi i idei IIIWW.

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.