Boeing 757, 3000 paczek, 2 godziny. Jak spędziłam poranek na lotnisku [WIDEO]

Czytaj dalej
Fot. Arkadiusz Gola
Dorota Niećko

Boeing 757, 3000 paczek, 2 godziny. Jak spędziłam poranek na lotnisku [WIDEO]

Dorota Niećko

Grudniowy ranek. Podczas gdy część z nas pije pierwszą poranną kawę, w bazie cargo na lotnisku w Pyrzowicach praca od dawna wre. Każdego ranka samolotami, m.in. do bazy DHL, przylatuje tu tysiące paczek, które trzeba posortować. To głównie nasze prezenty gwiazdkowe.

Ciuchy z Zalando, organy Yamaha, mnóstwo drobnego sprzętu elektronicznego, głównie z Chin, podobnie jak świąteczne dekoracje. Ale też szpik kostny i próbki biologiczne do badań, opakowane w suchy lód: to przesyłki, które w grudniu przylatują na lotnisko w Pyrzowicach. Tysiące paczek i tony ładunku. My „widzimy” naszą przesyłkę z zamówionym przez internet gwiazdkowym prezentem, gdy odbieramy ją od kuriera. Co się z nią dzieje wcześniej? Aby się przekonać, jak wygląda ten najgorętszy dla branży przesyłek kurierskich okres, odwiedziłam bazę DHL Express na lotnisku w Pyrzowicach, drugą największą sortownię w Polsce tej firmy, na dodatek wyposażoną w najnowocześniejszy sorter (czyli system do sortowania paczek).

Żeby prześledzić drogę paczki od chwili lądowania w Polsce do załadunku do auta kuriera, który przywiezie ją nam do domu, na lotnisku trzeba być o 5.30. Wtedy ląduje boeing 757 z Lipska (tam jest europejska baza DHL), zapakowany po brzegi kontenerami z przesyłkami. DHL zaczyna pracę o 5, chyba że to poniedziałek, kiedy w pracy trzeba być o 4, bo samolot ląduje wcześniej, a paczek po weekendzie jest więcej. W nagrodę za pobudkę w środku nocy mam pustą „gierkówkę” i okrągły księżyc nad horyzontem za towarzystwo. I obiecaną kawę, ale po pracy. Będę pomagać sortować paczki.

We wtorek, 13 grudnia, kontenerów w samolocie było 10, każdy ważył co najmniej 1,5 tony. - Dziś mamy 12 ton ładunku, bywa że w samolocie jest 30 ton - liczy Michał Babik, agent do spraw operacyjnych w DHL. Podkreśla, że kolejność i sposób ładowania przesyłek do samolotu są bardzo ważne, bo maszyna musi być dobrze wyważona. Wystarczy, że Babik rzuci okiem na kontener ULD (unit load device), i już pokazuje: - Proszę. Te są z Chin - wskazuje na oznaczenia przesyłek. Widać, że przed świętami Aliexpress (największy serwis sklepów internetowych w Chinach) pracuje pełną parą. Babik szacuje, że tego ranka paczek jest około 3 tysięcy (a bywa że i 4 tys.). W grudniu znacznie więcej niż w innych miesiącach. - Pamiętam rekordowe dni, kiedy sortowaliśmy 40 ton - dodaje. To nie tylko paczki z porannego rejsu z Lipska, ale i te, które do bazy w Pyrzowicach dowożone są ciężarówkami. - W grudniu tych paczek mamy nawet dwa razy więcej niż zazwyczaj - szacuje moja przewodniczka po bazie DHL, Natalia Dąbek, superwizor ds. operacyjnych. I śmieje się: - Odkąd tu pracuję, wcale nie przepadam za świętami. I zdradza świąteczne życzenie pracowników bazy: niech w końcu powstanie ta kolej na lotnisko, bo na razie wszyscy pracownicy muszą dojeżdżać do pracy autami.

Jest minus 10 stopni Celsjusza. Ręce cierpną z zimna. Pięć osób uwija się z potężnym ładunkiem w pół godziny. Jak się potem okaże, wystarczy mi 10 minut przy taśmie, by się rozgrzać. Za to już w samolocie doskonale widać, jak ważne jest solidne pakowanie przesyłki. Niektórymi nadawcy w ogóle się nie przejmują i nadają w takim pudełku, w jakim je kupili. Inne są pieczołowicie opakowane i owinięte folią. Specyficznym rodzajem paczek są te medyczne, w suchym lodzie. Choć nadawcy pakują je sami, pojemniki dostarcza im DHL. Tu nie może być mowy o kłopotach w transporcie.

Co dalej? Najpierw kontenery wyładowywane są z samolotu, ale potem wszystkie paczki trzeba ułożyć na taśmie, żeby mógł je sczytać skaner. Zabieram się za wykładanie z Krzysztofem Kowalikiem, także agentem ds. operacyjnych. - Nigdy kodem kreskowym do dołu - poucza mnie. - Paczki uszkodzone albo o niestandardowych gabarytach trzeba kłaść na dolną taśmę.

Zeskanowane paczki sorter sam „wrzuca” w odpowiednie alejki. Na taśmy z napisami Śląsk, Zagłębie, Opole, Kraków. Od momentu lądowania samolotu do chwili, gdy paczka jest już w kurierskim aucie, często nie mija nawet godzina. Chyba że coś się wydarzy. 13 grudnia „zakorkowała się” jedna z taśm. - Kraków stoi! - alarmuje Anna Kułak, która właśnie „leczyła” paczki i której pomagam rozładować paczkowy korek.

Taśma rzeczywiście stanęła, a przesyłki zaczęły spadać do... szpitala. Szpital to miejsce, gdzie powinny trafiać paczki „chore”, a więc uszkodzone czy z dwoma różnymi kodami, których skaner nie jest w stanie sczytać. Tu są „uzdrawiane” - czyli sprawdzane, ponownie oklejane, sczytywane. Ale jeśli jakaś taśma się zakorkuje, wpadają i inne przesyłki. W szpitalu jest wtedy masa roboty: wszystkie paczki trzeba znów ułożyć na taśmie. A najpierw sprawdzić, czemu ich trasa się zakorkowała. W tym przypadku kurier załadował już pełny samochód i kolejnych przesyłek zwyczajnie nie miał kto ściągać z taśmy. I zator gotowy. Bywa że sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Bo choć - jak mówi Babik - można wysłać na drugi koniec świata i kryształowy wazon, byle był dobrze opakowany, to już 10 kilogramów śrubek w pudełku z cienkiej tektury takiej podróży nie wytrzyma. Zaglądam do rozerwanej paczki. W środku nie ma śrubek, lecz plastikowy wieniec, świąteczna dekoracja na drzwi. Oczywiście przyleciał z Chin.

Jeśli paczki nie trafiają do „szpitala”, a ich adresaci mieszkają na Śląsku, w Zagłębiu lub na Opolszczyźnie, trafiają do... palca (w nomenklaturze kurierskiej mówi się z angielska - finger). To kolejna taśma, z której kurierzy odpowiedzialni za konkretne rejony - a może ich tu być naraz 40, bo tyle jest bram kurierskich w DHL - ładują je do aut. Choć kurierów jest wielu, są w stanie w ułamku sekundy rozpoznać „swoje” przesyłki po oznaczeniu. Natomiast paczki do Krakowa czy Rzeszowa samochodami przewożone są do kolejnego magazynu, gdzie znów są sortowane. I stąd trafiają do adresatów.

Wszystko dzieje się błyskawicznie, naprawdę trzeba się skupić. Nie zauważam, że nad lotniskiem pięknie wschodzi właśnie grudniowe słońce. Spokój w sortowni nadchodzi koło godziny 9, czyli wtedy, gdy wielu z nas właśnie zaczyna pracę. I trwa do popołudnia, kiedy to na płycie znów ląduje załadowany boeing. Tym razem z Kijowa. Zanim odleci do Lipska, trzeba załadować do niego wszystkie paczki z naszego regionu. Ostatni pracownik wychodzi z bazy o północy. Zapada cisza. Ale tylko na pięć godzin. Bo rano znów wylądują samoloty i znów ruszy wielki sorter.

Potężny rynek
Według raportu firmy PwC, polski rynek przesyłek kurierskich wart był w 2015 roku 4,5 miliarda złotych. W 2016 ma być wart 5,1 mld. Rok temu wysłaliśmy w sumie 331 milionów przesyłek, w tym ma ich być 355 mln, zaś w 2018 - 440 mln. Ten wzrost wynika rzecz jasna z rozwoju branży e-commerce. W Katowice Airport w 2015 roku odprawiono 16 tys. 120 ton frachtu. Prawie połowę odprawił właśnie DHL.

Dorota Niećko

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.