Bożena Borys-Szopa odpowiada za działania resortu, od sprawności działania którego zależy wynik PiS w jesiennych wyborach

Czytaj dalej
Fot. brak
Agata Pustułka

Bożena Borys-Szopa odpowiada za działania resortu, od sprawności działania którego zależy wynik PiS w jesiennych wyborach

Agata Pustułka

Po katastrofie smoleńskiej schudła 12 kilogramów. Jeśli płakała, to tylko w ukryciu. Dusiła w sobie rozpacz. Jako minister kancelarii Lecha Kaczyńskiego zawiozła do Moskwy ulubione perły Marii Kaczyńskiej, by je włożyć do trumny prezydentowej. Dziś Bożena Borys-Szopa odpowiada za działania resortu, od sprawności działania którego zależy wynik PiS w jesiennych wyborach.

Bożena Borys-Szopa (rocznik 1954), dopóki zasiadała w ławach poselskich jako szeregowa posłanka PiS, odznaczała się rekordową, 99-proc. obecnością. - To pracuś, osoba bardzo poukładana - komplementuje nową minister rodziny, pracy i polityki społecznej jeden z jej klubowych kolegów. - Skoro została wybrana na jakieś stanowisko, to nie bierze pieniędzy za nicnierobienie. Zawsze taka była i w dodatku szukająca kompromisu, niekonfliktowa, ale jednocześnie, gdy była pewna swojego zdania, to broniła go do upadłego - dodaje.

Jeszcze w czasach pracy w śląsko-dąbrowskiej Solidarności jedyny tylko raz dała się ponieść emocjom, gdy szef związku Dominik Kolorz chciał ją wysłać na emeryturę. - Z uzasadnienia dowiedziałam się, że moje zwolnienie jest związane z wiekiem. Uważam, że to dyskryminujące - mówiła. Poszła do sądu pracy. Wtedy właśnie została radną sejmiku, którym rządziła koalicja PO-PSL-RAŚ- SLD. Sejmik nie zgodził się na jej zwolnienie. Gdy weszła na Wiejską w 2015 roku, problem sam się rozwiązał. W rubryce zawód zapisała: emeryt, poseł.

Borys-Szopie było wtedy po ludzku przykro, bo właściwie całe zawodowe życie poświęciła Solidarności, ale nie rozdzierała publicznie szat. Do tej pory twierdzi, że jeśli ktoś chce pracować dłużej, bo ma na to siłę, zdrowie i możliwości, to powinien otrzymać taki wybór. - Emerytura będzie wyższa - wyjaśniała w rozmowie dla Radia Katowice.

Lwi pazur Borys-Szopa pokazała też, gdy była już radną wojewódzką. Konsekwentnie wychodziła z sali Sejmu Śląskiego, gdy przemawiał przewodniczący autonomistów Jerzy Gorzelik. Nigdy nie ukrywała niechęci do jego poglądów. Często powtarzała, że jako Ślązaczce z dziada pradziada, urodzonej w Lędzinach, zdecydowanie nie jest jej po drodze z ideami głoszonymi przez Ruch Autonomii Śląska, które szkodzą Śląskowi i Polsce.

- Cóż, ubolewam, że niektórzy radni na grunt samorządu przenoszą fatalne zwyczaje partyjne z Warszawy. Zamiast podjąć z nami polemikę, wolą zatykać sobie uszy - komentował Gorzelik, ale ona nic sobie z jego komentarzy nie robiła.

W Sejmie też dała się poznać z nieugiętej postawy, gdy doprowadziła do „zamrożenia” w sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny obywatelskiego projektu „Zatrzymaj aborcję”, co mają jej za złe środowiska prolife’owe. Wyciszenie sprawy było jednak na rękę Prawu i Sprawiedliwości, które ostatecznie zaniechało zmian w tzw. ustawie antyaborcyjnej, mimo przedwyborczych obietnic. Nie chciała ich opinia publiczna, a PiS, co widać po kolejnych kampaniach, bardzo pilnie wsłuchuje się w głos ludu, dbając przede wszystkim, by starczyło pieniędzy na 500 plus oraz kolejne socjalne obietnice.

Na stołek ministra Borys-Szopa odchodziła z oszczędnościami w wysokości 68 tys. zł i mazdą CX3 z 2017 r. Ma też mały dom o pow. 76 mkw. (spadek po rodzicach) i 61-metrowe mieszkanie - obie nieruchomości, ale też auto, w oświadczeniu zadeklarowała jako współwłasność z mężem.

Strażniczka 500 plus

Zastąpienie Rafalskiej przez Borys-Szopę wydawało się decyzją oczywistą. Potrzebna była kobieta, która ma wiedzę, jest pracowita i będzie gryzła trawę, żeby do wyborów w resorcie działało wszystko jak w szwajcarskim zegarku. A czasu zostało przecież niewiele. Właśnie rozpoczęło się zbieranie wniosków na 500 plus na każde dziecko, co może zdecydować o wyniku jesiennych wyborów. Każde potknięcie to utrata kilku punktów procentowych. PiS nie może sobie na to pozwolić.

Trzon Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej stanowią posłowie z województwa śląskiego. Oprócz Borys-Szopy jest to również słynący z pracowitości i rzetelności poseł Stanisław Szwed z Podbeskidzia. Oboje nigdy nie występowali w pierwszym szeregu, zadowalając się solidnym wypełnianiem obowiązków. Próżno szukać przy ich nazwiskach kontrowersyjnych wypowiedzi lub ostrych politycznych komentarzy. Nie wysiadują w mediach. W ministerstwie pracy nie ma na to czasu.

- Pani minister musi jednak zadbać o wizerunek i lepszą rozpoznawalność - ocenia dr Bohdan Dzieciuchowicz, politolog, specjalista ds. wizerunku osób publicznych (robił m.in. kampanie Kutzowi, Balcerowiczowi i Olechowskiemu). - Za sukces w ministerstwie zostanie z pewnością nagrodzona „jedynką” na liście katowickiej do Sejmu. Musi jednak zaistnieć mocniej w świadomości Polaków, dać się lepiej poznać. Od jej wyniku może zależeć wynik PiS w całym regionie. Konkurencja na pewno wystawi bardzo mocne nazwisko - dodaje Dzieciuchowicz.

Tuż po objęciu stanowiska Bożena Borys-Szopa stwierdziła, że czas w jej przypadku pędzi teraz szybciej od pendolino, a zajęć ma tyle, że jeszcze przydałoby się turbodoładowanie. Częściej jednak pojawia się w mediach, promuje 500 plus, zwykle w otoczeniu dzieci. Ociepla wizerunek rządu.

Umie rzucić mocnym słowem

Szlify zdobywała w śląsko-dąbrowskiej Solidarności, zdominowanej przez mężczyzn. Od początku specjalizowała się w prawie pracy, zresztą skończyła prawo na Uniwersytecie Śląskim. Już w 1991 roku weszła do zarządu regionu, a potem została przewodniczącą Rady Ochrony Pracy przy Sejmie (1998-2002).

Należała do osób najbliższych Piotrowi Dudzie, obecnemu przewodniczącemu krajowych struktur związku, wtedy szefowi regionu. Została jego zastępczynią. - Wobec Piotrka była zawsze bardzo lojalna. Nadawali na tych samych falach. Z jego następcą Dominikiem nie miała już tej chemii - wspomina jeden ze związkowców. Z pewnością nie darowała Kolorzowi tych słów: - Musimy zrobić cięcia etatów. Pani minister osiągnęła wiek emerytalny, jest radną sejmiku, może odejść na zasłużoną emeryturę. Czas postawić na młodych ludzi. Mimo zasług, sympatii, musimy się rozstać. W końcu Solidarność walczy o obniżenie wieku emerytalnego pracownika. Trzymamy się tych zasad.

Eugeniusz Karasiński, jej kolega z zarządu regionu, poznał Borys-Szopę za czasów pierwszej Solidarności w 1981 roku. Trafiła tu z Międzyzakładowego Komitetu Robotniczego z Jastrzębia. - Potem był stan wojenny, ona urodziła dwoje dzieci i znów spotkaliśmy się w czasach drugiej „S”. Bożena utworzyła w regionie Biuro Ochrony Pracy, a przyszła do nas jako specjalista BHP z jednej z kopalń - wyjaśnia Karasiński. - Filigranowa, bardzo ładna, ale świetnie potrafiła sobie poradzić wśród związkowców. Przecież „wychowało” ją górnictwo.

Jej ojciec był górnikiem. Przeżył ciężki wypadek na kopalni, podczas którego doznał złamania kręgosłupa. Żeby jej nie martwić, mama przez kilka dni nie mówiła jej o tragedii. Najważniejsze przecież, że przeżył. Te wydarzenia zahartowały młodą dziewczynę. Zawsze z zaciętością broniła praw górników.

- Jak więc trzeba było rzucić mocniejszym słowem, to rzuciła. Pracowita, ambitna. Wszystkie przepisy miała w jednym palcu - wymienia Karasiński. - Nie lubi przegrywać i jak musi przeprowadzić jakąś sprawę, to konsekwentnie ją dokończy. Uważam, że to wielka zaleta. Można na niej polegać. Jest bardzo popularna w związku. Wiele razy prowadziła obrady „krajówki”. Ludzie ją znają i cenią - dodaje.

Schudła 12 kilogramów

Jej kariera zaczęła nabierać rozpędu za prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Od 2006 do 2008 r. pełniła funkcję Głównego Inspektora Pracy, deklarując: - W pracy Głównego Inspektora Pracy będę sobie stawiała te same cele, co w Solidarności: przede wszystkim ochronę praw pracowniczych. Szczególnie zależy mi na ochronie wynagrodzeń. Nie zamierzam prowadzić jednak walki z uczciwymi pracodawcami, oni są naszymi sojusznikami. O jej odwołanie wnioskował marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Nie podawał uzasadnienia. Bronili jej wówczas posłowie PiS Elżbieta Rafalska oraz Stanisław Szwed.

- Jestem człowiekiem Solidarności, zawsze to podkreślam i ciągle jestem z tego dumna. Nawet wtedy, kiedy jedynym powodem odwołania mnie ze stanowiska był zarzut, że jestem zbyt propracownicza, zbyt związkowa. Prawo pracy ma chronić słabszą stronę stosunku pracy, a więc pracownika - to główne zadanie związków zawodowych i to jest również moje życiowe motto - wyjaśniała w wywiadzie dla Tygodnika Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”.

Tuż po katastrofie w kopalni Wujek-Śląsk przeszła do Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, gdzie najpierw została doradcą do spraw społecznych, prawa pracy i kontaktów z partnerami społecznymi oraz BHP (przez lata pracowała przecież w różnych śląskich kopalniach jako specjalistka od bezpieczeństwa pracy). - Prezydent już wcześniej dostrzegał rosnące znaczenie problemów społecznych, szczególnie pracowniczych, i kwestii Śląska - wyjaśniała w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”.

Ukoronowaniem jej kariery było stanowisko podsekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP. Lecha Kaczyńskiego szanowała wyjątkowo: - Jako człowiek Solidarności realizował ideę Polski solidarnej, w której najistotniejsze dla niego były problemy pracowników, zwykłych ludzi. Doskonale znał bolączki regionów, w których mieszkali. Szczególnie interesował go Śląsk - przemawiała w piątą rocznicę jego śmierci.

Po wypadku tupolewa schudła 12 kilogramów. Nie mogła się pozbierać. - Ta katastrofa tkwi we mnie. Trzeba czasu, żeby się poukładać z widokiem rzędu trumien, dotykiem sznura pereł pani Marii, z brakiem prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który, wbrew protokołowi, chciał wszystkie panie przepuszczać w drzwiach - mówiła w wywiadzie dla „Dziennika Zachodniego”. Sama miała lecieć do Katynia, ale jak stwierdziła, zrezygnowała na ochotnika, by oddać miejsce tym, którzy go bardziej potrzebowali ze względów rodzinnych. A jednak i tak musiała pojechać do Moskwy (z późniejszym prezydentem RP Andrzejem Dudą), by do trumny prezydentowej włożyć jej ulubione perły, różaniec i bukiet róż, za którymi pani Maria tak przepadała.

- Gdy patrzę na to z perspektywy czasu, to nie wiem, jak wytrzymałam. Mnie zwykle trudne sytuacje mobilizowały. Wszyscy chyba czuliśmy się jak ocaleni po hekatombie. Wkoło same zgliszcza, zginęli najbliżsi. Dojmująca była cisza. Łapałam się na tym, że sama zaczynam mówić szeptem. Ale spadło na nas mnóstwo spraw organizacyjnych. Trzeba było zacisnąć zęby, zacisnąć powieki. Wyjść do ludzi, którzy zaczęli się gromadzić przed pałacem. Gdy 10 kwietnia wróciłam wieczorem do domu, zaczęłam się trząść. Wymiotowałam. Córka wciskała we mnie jakieś jedzenie - wspominała Bożena Borys-Szopa.

Najpierw w sejmiku, potem w Sejmie

Po wszystkim musiała trochę odpocząć. Ale nie za długo. Została regionalnym koordynatorem Ruchu Społecznego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Zdecydowała się też kandydować w wyborach do sejmiku śląskiego w 2010 r. Zdobyła niemal 20 tysięcy głosów. W wyborach parlamentarnych w 2015 r. z listy Prawa i Sprawiedliwości została wybrana na posłankę w okręgu katowickim. Poparło ją 7,9 tys. wyborców.

Michał Wójcik, obecnie wiceminister sprawiedliwości, a kiedyś radny wojewódzki w tej samej kadencji, co Borys-Szopa, szczególnie wyróżnia u nowej minister umiejętność prowadzenia dialogu. - Z pewnością pomogła jej w tym związkowa działalność. To osoba ciepła, pełna empatii, a jednocześnie profesjonalistka w każdym calu, z ogromnym doświadczeniem. Moim zdaniem to świetny wybór na następczynię Elżbiety Rafalskiej - ocenia Wójcik. - Znamy się naprawdę wiele lat, a nigdy nie było między nami sporu, choć były czasy, gdy w spornych sprawach ona reprezentowała pracowników, a ja, jako dyrektor Izby Rzemieślniczej w Katowicach, pracodawców - opowiada.

Wiceminister Wójcik nie ukrywa, że dla rządu Mateusza Morawieckiego resort prowadzony przez Borys-Szopę jest kluczowy. - Jak tak patrzę na to z boku, to ministerstwo jest jakby uszyte pod Borys-Szopę.

- Nową funkcję przyjęła bardzo poważnie i wcale nie traktuje jej jak jakiejś trampoliny do zdobycia kolejnych profitów. Na niej funkcja nie robi wrażenia. Nie puszy się. Po prostu jest to kolejne zadanie do wykonania - mówi o nowej pani minister jeden ze związkowców ze Śląska.

Agata Pustułka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.