Bydgoszcz okiem Smarzowskiego, Maleszki, Nałęckiego i innych filmowców

Czytaj dalej
Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz
Dorota Witt

Bydgoszcz okiem Smarzowskiego, Maleszki, Nałęckiego i innych filmowców

Dorota Witt

Są takie filmy, w których Bydgoszcz gra rolę pierwszoplanową. Są i takie, w których wciela się w nią inne miasto. A wytrawny kinoman z łatwością wskaże też te produkcje, w których Bydgoszcz gra miejscowość, którą nie jest (a warunki ma...). Filmowcy doceniają głównie urokliwą Brdę. Najczęściej pokazują Bydgoszcz taką, jaką sami chcielibyśmy ją na co dzień oglądać.

- Jest taki odcinek serialu „Przyłbice i kaptury” (reż. Marek Piestrak, 1985 r.), w którym pojawia się Bydgoszcz. Akcja toczy się w czasie polsko-krzyżackich wojen, tuż przed bitwą pod Grunwaldem, a że zamku bydgoskiego z oczywistych względów pokazać nie można było, filmowcy zdecydowali, że rolę Bydgoszczy odegrają mury warowni w Malborku - przypomina prof. Mariusz Guzek, filmoznawca z Instytutu Nauk o Kulturze Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.

Niemiecki film o Krwawej niedzieli

I dodaje, że choć Bydgoszcz nie ma tak wielu dobrze wypadających przed kamerą znaków rozpoznawczych, pozostaje w kręgu zainteresowań filmowców. I to nie od dziś, ale o tym później. Teraz o tym, że nie tylko polskich filmowców: - Ciekawą produkcją jest film dokumentalny autorstwa Ute Bönnena i Geralda Endresa zatytułowany „Der Bromberger Blutsonntag", poświęcony wydarzeniom krwawej niedzieli w Bydgoszczy. Dokumentaliści z Niemiec, zaprezentowali jako równoprawne obie wersje wydarzeń z 3-4 września 1939 roku: polską i niemiecką czym wywołali dość burzliwą dyskusję w lokalnych mediach.

„Magiczne drzewo" i „Czterej pancerni i pies"

Wśród produkcji, których akcja toczy się w Bydgoszczy, można znaleźć takie, które pokazują miasto z najładniejszej strony. Na pamiątkę jednego z nich nad brzegiem Brdy na Wyspie Młyńskiej stanęły wysokie krzesła. - Oglądając „Magiczne drzewo" (serial realizowany w latach 2003 - 2006 i film z 2009 r. w reżyserii Andrzeja Maleszki) chyba po raz pierwszy tak mocno ma się wrażenie, że twórcy i bohaterowie odczuwają satysfakcję z tego, że są właśnie w Bydgoszczy. Nigdy wcześniej nie widzieliśmy na ekranach Bydgoszczy oblanej słońcem - mówi prof. Mariusz Guzek. A w wydanej w ubiegłym roku książce „Sąsiedzi”, która napisał wspólnie z Piotrem Zwierzchowskim, również filmoznawcą z UKW, można przeczytać, że: „Bydgoszczy w „Magicznym drzewie" jest sporo – Rybi Rynek, Stary Rynek, ulica Mostowa, plac Wolności, ul. Gdańska i most Sulimy-Kamińskiego. Znawcy filmowej Bydgoszczy zapewne zorientowali się, że te miejsca już kiedyś widzieli na ekranie. Tak, właśnie w tym miejscu w 1968 roku powstawały zdjęcia do „Sąsiadów" oraz „Czterech pancernych i psa". I tak samo jak wtedy miasto żyło realizacją filmu – jego mieszkańcy nie tylko towarzyszyli ekipie, śledząc jej pracę, ale także wystąpili, jako statyści na ekranie".

„Sąsiedzi" i Pola Negri

O ile widzowie czerpią dużą przyjemność z oglądania filmu Andrzeja Maleszki, o tyle „Sąsiedzi" w reżyserii Aleksandra Ścibora-Rylskiego (1969 r.) niosą już zupełnie inny ładunek emocjonalny. W filmie Bydgoszcz jest ukazana w swojej skomplikowanej historii najnowszej. W późniejszym o niemal dekadę obrazie „Wśród nocnej ciszy” (reż. Tadeusz Chmielewski) – jednym z najlepszych polskich kryminałów bydgoskie plenery nad Brdą – Rybi Rynek i Wyspa Młyńska zostały uzupełnione przez scenerię staromiejską Torunia. Obie miejscowości to filmowe „pewne miasto na Pomorzu". Trudno dziś wyobrazić sobie produkcję, w której oba miasta grałyby jako jedno. A może nie tak trudno? Bohater filmu „Dżej Dżej" (dyskusję o walorach artystycznych komedii w reż. Macieja Pisarka z 2014 r. odłóżmy może na inną okazję...) w jakimś sensie oba miasta łączy. „Pokonuje trasę z Torunia do Bydgoszczy, mijając znane wszystkim punkty orientacyjne”.

Bydgoszcz była już w 20-leciu międzywojennym jednym z najważniejszych filmowych miast. Zupełnie o tym dziedzictwie zapomnieliśmy.

Czy Bydgoszcz wystarczająco wykorzystuje filmowe tradycje? - Absolutnie nie - mówi prof. Mariusz Guzek. - Bydgoszcz była już w 20-leciu międzywojennym jednym z najważniejszych filmowych miast. Zupełnie o tym dziedzictwie zapomnieliśmy. Ówczesnych ludzi filmu, producentów, twórców, nie upamiętniamy nawet czyniąc z nich patronów ulic. Gdzie nasze dawne studyjne kina? Pamiętamy o Poli Negri - powie ktoś. Tak, na szczęście, ale wykorzystujemy ją instrumentalnie do promocji miasta, przypisując przy tym jej więcej związków z Bydgoszczą niż miała ich rzeczywiście.

Wojciech Smarzowski

W ostatnich miesiącach Bydgoszcz znów żyła filmem. Tym razem na pierwszy plan wysunęła się nowa produkcja Wojciecha Smarzowskiego. - To, że wspólnie ze Stowarzyszeniem Miłośników Starego Fordonu poświęcił energię na znalezienie w Bydgoszczy i Ostromecku plenerów do filmu, to cud. Zwłaszcza, że Smarzowski jest naszym sumieniem. I cokolwiek zrobi - nawet, jeśli nie będzie to tak niezwykłe jak jego najbardziej niesamowity film „Dom zły", nawet, jeśli nie będzie to tak ważne, jak jego najistotniejszy „Kler", trzeba będzie się nad tym pochylić - uważa prof. Mariusz Guzek.

Dorota Witt

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.