Centrum Dokumentacji Deportacji Górnoślązaków, będzie szokowało

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Klyta
Tomasz Klyta

Centrum Dokumentacji Deportacji Górnoślązaków, będzie szokowało

Tomasz Klyta

Radzionkowskie muzeum upamiętniające Tragedię Górnośląską z 1945 r. jest już prawie na ukończeniu. Otwarcie ma nastąpić w połowie lutego. Szczegóły ekspozycji są wciąż owiane tajemnicą. Urząd Miejski założył, że to co zobaczą zwiedzający będzie bardzo emocjonalne i może być dla nich dużym zaskoczeniem. Nam udało nam się zajrzeć za zamkniętą – jak na razie – kurtynę.

"Gdy wszedłem do domu, usiadłem na ławie. Po chwili z piętra zeszła moja mama, jednak nie poznała mnie i krzyknęła. Wybiegła wołając ojca, że w domu jest jakiś obcy mężczyzna. Wówczas ojciec wziął siekierę i przyszedł zobaczyć, kto przyszedł. Dopiero gdy zbliżył się, rozpoznał mnie. Gdy wróciłem do domu miałem 19 lat, miałem 172 cm wzrostu i ważyłem 41 kilogramów. Byłem krańcowo wygłodzony. Do śmierci nie brakowało już wiele" - z zeznań Oswalda Ś.

Niewielu przeżyło wywózki do ZSRR. Ci, którzy wrócili, niechętnie opowiadają o tym, co się działo od 1945 r. Powyższe wspomnienia są jednymi z nielicznych, do jakich udało się dotrzeć pracownikom Urzędu Miejskiego w Radzionkowie. W budowanym właśnie Centrum Dokumentacji i Deportacji Górnoślązaków do ZSRR, jedno z pomieszczeń zawiera kilkanaście podobnych, równie tragicznych relacji z tamtych dni.

Otwarcie muzeum w Radzionkowie będzie jednym z najważniejszych wydarzeń obchodzonego właśnie Roku Tragedii Górnośląskiej z 1945 r. Obecność na uroczystościach potwierdził m.in. prezydent Bronisław Komorowski.

Centrum nie będzie "zwykłym" muzeum. Będzie muzeum interaktywnym

Tuż po wejściu nic nie szokuje. Recepcja, oraz symboliczna tablica odjazdów. Uwzględniono na niej miasta, do których wywożono Ślązaków w 1945 r. Tablica przyjazdów pozostaje jednak pusta...

Po wejściu do części muzealnej, widzimy zdjęcie z weselnikami. Duża uśmiechnięta rodzina. Następnie przejście do kolejnej sali. Oglądamy projekcję filmową i... nagle ściany zaczynają się zwężać. Sala stała się o wiele mniejsza. Słychać pokrzykiwania w języku rosyjskim. Podłoga zaczyna się trząść i wtedy orientujemy się, że jesteśmy w „krowioku”. Wagonie takim samym, jakim Ślązacy byli wywożeni do ZSRR. Na ścianie projektor wyświetla przesuwający się monotonny krajobraz: drzewa, śnieg, drzewa, śnieg.

- Od początku chcieliśmy, aby ekspozycja dostarczała zwiedzającym emocji. Oczywiście nie będzie to ten sam strach, którzy przeżywali wywożeni, ale przynajmniej w niewielkiej części będziemy mogli sobie uświadomić na własnej skórze, co oni przeżywali - mówi Gabriel Tobor, burmistrz Radzionkowa i jeden z pomysłodawców budowy muzeum.

Urna z ziemią

Z „krowioka” wychodzimy do podłużnej sali z ekspozycją. Zobaczymy tam osobiste przedmioty należące do osób, które zostały wywiezione. Znajdziemy łyżkę, widelec, nóż czy maszynkę do golenia. Wszystkie te rzeczy łączy jedno - ich właściciele byli ofiarami Tragedii Górnośląskiej. - Ogłosiliśmy akcję zbierania tych przedmiotów. Było to trudne. Taki był charakter Tragedii Górnośląskiej – mówi Tobor.

W ostatniej sali znajdziemy urnę z ziemią, która została przywieziona z Zagłębia Donieckiego, dokąd zsyłano Ślązaków. Została przywieziona jesienią 2013 r. - Pomyślałem sobie, że nad budową centrum, od samego początku czuwała opatrzność. Ziemię przywieźliśmy na miesiąc przed rozpoczęciem zamieszek na Majdanie. Później, moglibyśmy mieć problem z przedostaniem się przez granicę - mówi Jarosław Wroński z Urzędu Miejskiego w Radzionkowie.

W tej samej sali, znajdują się wypisane na ścianie wspomnienia deportowanych. Po chwili, na ścianie za urną wyświetlona zostaje projekcja. - Teraz nie nagrywamy, ani nie robimy zdjęć - mówi z uśmiechem burmistrz Tobor. - W tym momencie zwiedzania trzeba się wyciszyć.

Na ścianach wiszą już zdjęcia deportowanych. Część z nich udało się zgromadzić dzięki katowickiemu oddziałowi IPN. Urząd w Radzionkowie ma nadzieję, że po otwarciu centrum, znajdą się ludzie, których bliscy również doświadczyli tragedii i zechcą się podzielić ich fotografiami.

Wychodzimy z Centrum Dokumentacji Deportacji Górnoślązaków. Przy wyjściu znowu duże zdjęcie weselników. To samo, które wisi przy wejściu. Z tego jednak, komputerowo usunięto osoby wywiezione.

Tomasz Klyta

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.