Chorzowskie ZOO od kuchni. Tego nie zobaczysz podczas zwiedzania [WIDEO]

Czytaj dalej
Fot. Zbigniew Anioł
Zbigniew Anioł

Chorzowskie ZOO od kuchni. Tego nie zobaczysz podczas zwiedzania [WIDEO]

Zbigniew Anioł

Słoń zjada najwięcej, a małpy mają największe wymagania żywieniowe. Zaglądamy do chorzowskiego zoo od kuchni. I to dosłownie. Tego nie zobaczycie podczas zwiedzania.

Codziennie kilkudziesięciu pracowników dba o zwierzęta w Śląskim Ogrodzie Zoologiczny. To skomplikowana praca. Najbardziej wymagające są małpy, które mają szczególne względy żywieniowe. Jedzą smaczne owoce oraz specjalnie przygotowywane dla nich słodkie kulki („ciasteczka").

– Dostają bardzo szeroki asortyment jedzenia i mogą sobie wybierać to na co akurat mają ochotę. Można powiedzieć, że jedzą lepiej niż nie jeden człowiek – mówi z uśmiechem Witold Pelka, kierownik sekcji „małpy drapieżne".

– Dodatkowo w ciągu dnia mają różny repertuar jedzenia, bo dostają śniadanie, obiad, a także delikatną kolację – dodaje. Mają zmienne zachcianki, bo jednego dnia jedzą banany, a w innym preferują już orzechy. Mimo że mają w czym wybierać, to nie brakuje między nimi walki o konkretne artykuły spożywcze. Codziennie 30 małp zjada kilkanaście kilogramów warzyw, owoców, mięsa oraz owadów i robaków.

Co miesiąc milion złotych na jedzenie

Mniej wymagający jest na przykład słoń Thisiam, który natomiast potrafi zjeść znacznie większe ilości pożywienia. Jego dzienna dawka do około 300 kilogramów. Tak jak małpy lubi warzywa i owoce, ale przede wszystkim zajada się sianem i specjalnym granulatem. Szczególnie upodobał sobie arbuzy, których w sezonie dostaje bardzo dużo.

Wszystkie posiłki robione są w przygotowywalni pasz, nazywanej po prostu "kuchnią". To miejsce wyposażone jest tak jak normalna kuchnia. Są kuchenki, lodówki, garnki, stoły, krajalnice, szatkownice i wszystko co potrzebne, aby przygotować jedzenie. Tyle że w zwykłej kuchni składniki liczy się w kilogramach, a tutaj w tonach.

– Proces przygotowywania jedzenia zaczyna się około 7 rano, a więc pracownicy mają dwie godziny na wykonanie swojej pracy zanim otworzymy zoo – podkreśla Jolanta Kopiec, dyrektor Śląskiego Ogrodu Zoologicznego. Miesięcznie na jedzenie dla zwierząt wydaje się prawie 1,1 mln złotych. Oprócz warzyw i owoców zoo kupuje sporo mięsa, które jest porcjowane na mniejsze kawałki i potem wydawane na odpowiednie sekcje skąd trafia do mięsożernych zwierząt jak hieny, pantery śnieżne czy tygrysy. W skali roku to kilkadziesiąt ton.

– Kupujemy też m.in. siano, zboże, lucernę, specjalne granulaty z atestami dla poszczególnych zwierząt. Ze względu na ich różnorodność i dużą ilość jest to skomplikowany proces. Wynika to z tego, że dbamy aby każde zwierze dostało w pokarmie wszystkie składniki jakich potrzebuje – przyznaje Jolanta Kopiec. Menu układane jest na podstawie doświadczeń wszystkich ogrodów zoologicznych oraz dostępnej literatury.

Żadne zwierze w chorzowskim zoo nie jest karmione w nocy. Wtedy mają czas na odpoczynek, ale wieczorem przed zamknięciem pawilonów każde dostaje pokarm, więc jeśli nie zje wszystkiego od razu, to w nocy może zaspokoić głód. Wody zawsze mają pod dostatkiem, bo automatyczne poidła są na każdym wybiegu.

Co słoń robi zimą?

Zwierzęta również niestety chorują. Co wtedy? Na terenie Śląskiego Ogrodu Zoologicznego jest przychodnia weterynaryjna, która zajmuje się wyłącznie podopiecznymi zoo.

– Wszystkie zabiegi wykonywane są w tej przychodni. Mamy tutaj m.in. profesjonale stoły zabiegowe. Jak np. zwierze złamie sobie kończynę to jest wyłapywane z wybiegu i trafia pod opiekę weterynarza – tłumaczy dyrektor ŚOZ. W przychodni wykonywane są też sekcje zwłok, bo zwierzęta w zoo umierają z różnych przyczyn.

– Ze starości, bądź w wyniku wypadku lub chorób takich jak martwice żołądka czy wątroby. Takie poważne dolegliwości występują także u zwierząt. W ich przypadku leczenie nie jest skuteczne. Stan zdrowia zwierząt w pierwszej kolejności kontrolują pielęgniarze, którzy są z nimi na co dzień. W swoich obowiązkach mają obserwację podopiecznych – wyjaśnia Jolanta Kopiec.

Praca w zoo może, ale nie musi być niebezpieczna. Zwierzęta są podzielone na trzy kategorie według zagrożenia. W pierwszej są te najgroźniejsze (Tygrysy), w drugiej bardziej łagodne (żyrafy, małpy), a w trzeciej te które nie stanowią żadnego zagrożenia jak owce czy kozy.

– Zwierzęta są bardzo czułe na woń alkoholu. Reagują na to bardzo źle. Dlatego w zoo bardzo restrykcyjnie przestrzegamy zakazu spożywania alkoholu – zaznacza dyrektor chorzowskiego zoo.

Zastanawialiście się co robią zimą zwierzęta, których naturalny klimat jest zdecydowanie cieplejszy? Okazuje się, że dla nich przygotowane są specjalne pomieszczenia, gdzie na pewno nie marzną. Mają tam natomiast znakomite warunki.

– Mamy odpowiednie przepisy i wytyczne, gdzie podawane są kubatury pomieszczeń, w których zwierzęta zimują. Określone są tam też temperatura powietrza i wilgotność – tłumaczy Jolanta Kopiec.

– Ale są zwierzęta, które lubią wyjść na zewnątrz kiedy temperatura waha się w okolicach zera i świeci słońce. To m.in. wielbłądy, żyrafy czy antylopy. Te które nie wychodzą jak małpiatki czy gady mają lampy i promienniki UV, które zastępują im promienie słoneczne – dodaje.

Ucieczka zwierzęcia z zoo? To raczej mało prawdopodobne. Do tej pory nie było takiego przypadku. Wszystkie wybiegi są odpowiednio zabezpieczone, więc nie ma obaw, że jakiś groźny zwierzak będzie biegać po mieście.

– Stosujemy kilka zabezpieczeń jak pastuchy, które mają przekonać zwierzęta, by nie forsowały ogrodzeń oraz nie podchodziły zbyt blisko ludzi – podkreśla dyrektor Śląskiego Ogrodu Zoologicznego. To odseparowanie od zwiedzających jest dla dobra zwierząt, bo ludzie mimo tabliczek zakazujących dokarmiania, i tak nie potrafią powstrzymać się, by dać coś do jedzenia podopiecznym zoo. Potrafią podać wielbłądowi kanapkę z masłem i wędliną, co kończy się dla niego biegunką następnego dnia.

– Jeśli ktoś daje zwierzętom kawałek marchewki czy jabłka, to my nie protestujemy. Ale w przypadku czipsów i popcornu już zdecydowanie tak – przyznaje Jolanta Kopiec.

– Za mojej kadencji raz zdarzyło nam się, aby z dobrze zabezpieczonego wybiegu wydostały się zwierzęta. To lemury wari poradziły sobie z wodną fosą i ogrodzeniem. Z drzewa, które miało za długie gałęzie przeskoczyły na teren ogrodu zoologicznego. Pracownicy mieli za zadanie je wyłapać, co było bardzo trudne. Lemury jednak wieczorem same wróciły na wybieg, bo wiedziały, że tam czeka pokarm – opowiada dyrektor ŚOZ.

Będą świnie rzeczne

Obecnie w chorzowskim ogrodzie zoologicznym jest ponad 3000 zwierząt, wliczając w to ryby. Policzalnych zwierząt jest natomiast około 300 gatunków. To wciąż trzecie największe w Polsce zoo po tych w Poznaniu i Gdańsku. Będą nowe zwierzęta w naszym zoo, ale ich sprowadzenie to złożony i skomplikowany proces.

– Kiedyś do ogrodów zoologicznych zwierzęta przypływały razem z marynarzami, którzy zbierali różne gatunki np. papug i później przekazywali je do zoo. Od dłuższego czasu to niemożliwe, bo prawo zostało zaostrzone. Obecnie zakazuje się przemieszczanie zwierząt z ich naturalnego środowiska do zoo – tłumaczy Jolanta Kopiec. Skąd zatem nowe zwierzęta? Następuje rotacja między poszczególnymi ogrodami zoologicznymi. Przekazywanie zwierząt odbywa się nieodpłatnie. ŚOZ należy do Europejskiego Stowarzyszenia Ogrodów Zoologicznych i Akwariów, co ułatwia ten proces.

– Każdy gatunek w zoo ma swojego koordynatora, który posiada informacje o poszczególnych zwierzętach z całą genezą ich pochodzenia. Wiadomo gdzie się urodziły i jaką mają rodzinę. Prowadzone są programy hodowlane, które mają na celu rozmnażanie poszczególnych gatunków. I tak łączy się np. różne osobniki z dwóch ogrodów zoologicznych, by ich potomstwo wychowywało się w trzecim. Ogrody zoologiczne sprzyjają naturze i zwierzętom. Są tutaj gatunki zagrożone wyginięciem i podtrzymywana jest ich pula genowa – wyjaśnia dyrektor ŚOZ.

Zwierzęta z jednego zoo do drugiego są transportowane w ściśle określonych warunkach. W Europie są trzy firmy, które się w tym specjalizują. Ale Śląski Ogród Zoologiczny ma własny samochód przystosowany do transportu zwierząt, co ułatwia całą operację i zmniejsza koszty.

– Samochód jest wyposażony w klimatyzację, podgląd dla kierowcy na to co dzieje się ze zwierzętami oraz specjalne urządzenie, za którego pomocą śledzimy trasę przejazdu. Albowiem kierowca jest zobowiązany, by w drodze zadbać o zwierzęta. Musi je nakarmić, napoić i dać im odpocząć – wymienia Jolanta Kopiec.

– Zanim pozyskamy nowe zwierze, najpierw musimy stworzyć odpowiednie warunki, czyli wybudować pomieszczenie z określonymi warunkami oraz wybieg zewnętrzny. W tym roku naszym celem jest sprowadzenie świń rzecznych, które w Polsce są tylko we wrocławskim zoo. Mamy już zgodę koordynatora – dodaje dyrektor chorzowskiego zoo. Póki co nie wiadomo skąd świnie rzeczne trafią do naszego zoo, ale na pewno z jednego z europejskich ogrodów zoologicznych.

Najmłodszym zwierzęciem w chorzowskim zoo jest osiołek, który przyszedł na świat w miniony poniedziałek. Najwyższa jest oczywiście żyrafa, a największy i najcięższy naturalnie słoń Thisiam, który waży około pięciu ton.

Zbigniew Anioł

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.