Joanna Boroń

Cieszycie się na ferie w górach? Świetnie, ale nie traćcie rozsądku

Cieszycie się na ferie w górach? Świetnie, ale nie traćcie rozsądku
Joanna Boroń

Lawiny nie zdarzają się często, na szczęście, bo są wyjątkowo zabójczym żywiołem. Podczas lawinowego szkolenia sprawdzamy, co trzeba wiedzieć przed wyruszeniem w góry.

O tym, jak zabójczą siłą jest lawina, wielu z nas zrozumiało niedawno - śledząc akcję ratunkową w Abruzji, gdzie spod gruzów zniszczonego przez lawinę hotelu wyciągnięto 23 ciała.

Niestety, lawiny nie są „zarezerwowane” dla wysokich pasm górskich. W Polsce też zdarzało się im zbierać śmiertelne żniwo (kilka dni temu była rocznica tragicznego wypadku pod Rysami, w którym lawina zabrała 8 licealistów z Tychów). Zimową porą jedna z najczęściej uczęszczanych tras spacerowych jest ta do Morskiego Oka, tymczasem i tam, w tzw. Żlebie Żandarmerii, wydarzyło się kilka tragedii. Wiadomości o zejściach lawin w Polsce docierają najczęściej z Tatr, ale nie należy bagatelizować innych gór. Najtragiczniejszy wypadek lawinowy, w którym zginęło 19 osób, zdarzył się w Karkonoszach, w Białym Jarze. Lawiny schodzą też w masywie Babiej Góry oraz w wyższych partiach Bieszczad na połoninach, Wielkiej Rawce czy Szerokim Wierchu.

Przezorny - wyszkolony

Lepiej więc nie wybierać się zimą w góry? Nie: lepiej być przezornym, szczególnie jeśli planujemy poruszać się poza wyznaczonymi i przetartymi szlakami albo zjeżdżać po zboczach, a nie trasach narciarskich.

W górach najważniejsza jest ocena stopnia zagrożenia lawinowego. W tym celu bardzo ważne jest śledzenie komunikatów pogodowych w internecie lub bezpośrednio w stacjach narciarskich. Nie wystarczy jednak sprawdzić pogody i komunikatu na dzień, czy dwa przed wyruszeniem w góry, bo sytuacja potrafi się zmieniać dynamicznie. Gdy nagle stan zagrożenia lawinowego z drugiego zmieni się na trzeci, lepiej zmienić plany, bo ta zmiana może nam uratować życie.

Warto pamiętać też o tym, że podawany przez służby ratownicze stopień zagrożenia lawinowego dotyczy całych Tatr. Lokalne zagrożenie może być większe.

Co ciekawe, najwięcej tragicznych wypadków ma miejsce przy stopniu drugim, wtedy piechurzy i narciarze czują się względnie bezpiecznie. Gdy jest ogłoszona „trójka”, w góry wybierają się nieliczni.

Lawiny najczęściej schodzą po gwałtownych i obfitych opadach śniegu, a także w początkowej fazie odwilży, ale z ich wystąpieniem należy liczyć się zawsze w zimie, a nawet wiosną, czy późną jesienią. Szczególnie unikać trzeba stromych stoków i żlebów.

Czy przed lawiną można się obronić? Pierwsza rzecz, której się dowiaduję na kursie brzmi: gdy lawina ruszy, pewnie na ratunek będzie za późno. Najważniejsze to lawiny nie wywołać. Cóż, za ponad 90 procent lawin odpowiedzialni są ludzie. Jest kilka zasad, których bezwzględnie należy przestrzegać - najważniejsza z nich (prócz sprawdzania pogody i stopnia zagrożenia lawinowego), to poruszanie się w odpowiednich odstępach - najlepiej około 20 metrów. - Gdy będziemy mieli pecha i śnieg porwie albo przysypie członka grupy, reszta będzie miała szansę mu pomóc - opowiada nasz szkoleniowiec Marek z Adrenaliner.pl .

15 minut na ratunek

Lawina to niszczycielska siła - zmiata wszystko, co ma na swojej drodze. Zwały śniegu mogą osiągnąć nawet prędkość 300 km na godzinę. Czy człowiek ma szansę w zderzeniu z takim żywiołem? Tak, choć historię wielu ocalałych uznać można za cud.

Statystyki są okrutne. By zasypanemu uratować życie, musimy działać bez wahania. Najważniejsze jest zawiadomienie służb (numer 601100300 należy mieć wpisany do komórki).

Marek mówi, że na to, by kogoś uratować spod śniegu, mamy tylko 15 minut. Bez pomocy, bez odpowiedniego sprzętu, czyli tzw. ABC lawinowego (detektor, który pozwala pechowca zlokalizować pod śniegiem, sonda lawinowa, która pokazuje jego położenie oraz łopata), nasze szansę są niewielkie.

- Śnieg tworzy twardą skorupę, czasem tak silną, jak cement - opowiada Martna, która szkoli nas z lawinowej teorii. - Zasypany, jeśli nie zasłoni rękami twarzy i nie zrobi sobie tzw. poduszki powietrznej, może się udusić. Pod śniegiem nie będzie miał możliwości ruchu.

Podczas zajęć praktycznych Adam na ochotnika daje się zakopać. Z uśmiechem kładzie się w wykopanym dole. Gdy już go odkopiemy, po śmiechu nie ma śladu. Mówi, że dla niego to było traumatyczne przeżycie, a przecież wiedział, że warstwa śniegu nie jest duża, że ma zapewniony dostęp powietrza, a kilka kroków dalej jesteśmy my - gotowi by go odkopać. Nie wyobraża sobie, co musi czuć osoba zasypana przez prawdziwą lawinę...

Joanna Boroń

Od 2000 roku, w którym zrobiłam dyplom na wydziale prawa poznańskiego uniwersytetu, pracuję w naszych lokalnych mediach - Głosie Koszalińskim oraz jego portalach internetowych, które swoim zasięgiem obejmują teren dawnego województwa koszalińskiego.


Zajmuję się zdrowiem i szeroko rozumianym stylem życia – w tym też kulinariami, które również prywatnie są moją pasją – mam niezłą kolekcję kulinarnych książek, które nie są jedynie ozdobą półek, ale inspiracją do kulinarnych eksperymentów.


Prócz tego w swojej pracy zajmuje się tematami społecznymi, bardzo często zainspirowanymi sygnałami naszych czytelników i internatów. 


 

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.