Daktyl trafił do muzeum, a inne zagadki do książek

Czytaj dalej
Teresa Semik

Daktyl trafił do muzeum, a inne zagadki do książek

Teresa Semik

Ojciec pękałby z dumy, gdyby zobaczył nową wystawę „Na tropach Tomka” w Muzeum Śląskim - mówi Bożena Szklarska-Nowak, córka Alfreda Szklarskiego

To nie jest zwykła wystawa, tu się działa; trzeba odnaleźć zaginionego chłopca, który przepadł gdzieś w ogromnym świecie. Tomek Wilmowski, bohater sławnych powieści Alfreda Szklarskiego, zostawił jednak pięć listów, a w nich tropy, które pomagają rozwiązać zagadkę. Młodzi uczestnicy tej gry dostają sakwę podróżną i ruszają na wyprawę poszukiwawczą. A po drodze poznają egzotyczne kultury Masajów, Indian Cubeo, Apaczy, Aborygenów i Jakutów.

- Ojciec byłby zachwycony tym pomysłem - mówi katowiczanka Bożena Szklarska-Nowak, córka pisarza. - Zawsze chciał, żeby jego książki budziły wyobraźnię, tolerancję, zaciekawiały, ale też uczyły. Bał się nudy, dlatego wymyślał te wspaniałe przygody.

Odwiedziła wystawę w Muzeum Śląskim ze swoją trzyletnią wnuczką. Zuzia jest jeszcze za mała, żeby wiele zrozumieć, ale bawiła się dobrze.

- Ani ja, ekonomistka i redaktorka wydawnictwa naukowego, ani brat Andrzej inżynier nie odziedziczyliśmy po ojcu talentu pisarskiego - przyznaje córka pisarza. - Nasze dzieci też nie. Może we wnukach odezwie się ten gen? Zuzia umie opowiadać bajeczki i dopytuje, czy są ładne. Mój tata podobnie, gdy coś napisał, chciał to zaraz komuś przeczytać i usłyszeć opinię. Nudne kawałki wycinał.

Córka pamięta przyjaciół, wtedy 12-13-latków, zapełniających gabinet pisarza w mieszkaniu przy ulicy Jordana w Katowicach. Alfred Szklarski czytał im nowe odcinki powieści o Tomku Wilmowskim, patrzył uważnie, jak reagują. Wiedział, że nowe pokolenia mają inne wymagania, chciał iść z duchem czasu.

Ale nie przewidział, że świat aż tak przyspieszy. Dzisiaj wiadomości, które kiedyś były niedostępne, budziły zdumienie i dreszczyk emocji, są na wyciągnięcie ręki, w smartfonie. Granice też są otwarte. Młodym ludziom trudno sobie wyobrazić, że książki o kimś, kto swobodnie podróżuje, były w PRL sensacją.

- Był bardzo popularny. W tamtych czasach organizowano Dni Książki, pisarze przy stolikach podpisywali swoje utwory. Do ojca zawsze ustawiała się najdłuższa kolejka, inni autorzy mieli kwaśne miny - wspomina z uśmiechem córka.

Cykl o „Tomkach” jest legendą, chyba każdy o nich słyszał, nawet jeśli nie czytał. Ukazało się dziewięć tomów przygód młodego Polaka, który przed I wojną światową rusza w świat jako łowca dzikich zwierząt do ogrodów zoologicznych. Ostatni, dziewiąty pisarz zdążył tylko zacząć, skończył go Adam Zelga. Wszystkie książki powstały w Katowicach, przy biurku.

- Kto wie, do kogo wcześniej należało - zastanawia się córka. - Było w mieszkaniu, które przydzielono rodzicom po przyjeździe do Katowic. Cały własny dobytek stracili w powstaniu warszawskim, ojciec brał w nim udział. To biurko bardzo polubił, spędzał przy nim mnóstwo czasu. Nie chciał podróżować, nie był w Australii, Nowej Gwinei ani w Tybecie, chociaż czytelnikom trudno w to uwierzyć.

Alfred Szklarski urodził się w 1912 roku, najeździł się za młodu; jego rodzina emigrowała z Polski do Ameryki, gdy ojcu groziło więzienie za działalność w bojówkach socjalistycznych. Jego żona po latach wróciła jednak z nastoletnim synem Alfredem i córką Klarą do kraju. Gdy matka zmarła, zajęła się nimi ciotka, ale rodzeństwo musiało szybko dorosnąć. Tomek Wilmowski ma wiele cech autora z jego młodości: jest samodzielny, dojrzały, żądny przygód. Tęskni za ojcem, z którym jest rozdzielony. Alfred chce podróżować po świecie, studiuje w Szkole Nauk Politycznych na Wydziale Konsularno-Dyplomatycznym. Kończy je przed samą wojną.

- Gabinet ojca z różnymi pamiątkami przekazaliśmy Bibliotece Śląskiej i można go zwiedzać - mówi córka pisarza. - Ojciec byłby z tego zadowolony, bo lubił gości. Był towarzyski, ciekawy ludzi.

Ciekawość o mało go nie zgubiła, gdy żona Krystyna namówiła go w końcu na wycieczkę do Egiptu. To jedyna powojenna zagraniczna podróż pisarza.

- Spotkała go tam niesamowita przygoda. Chociaż mu odradzano, chciał zwiedzić miejscowy cmentarz, właśnie z czystej ciekawości. Nikt z turystów na to się nie zdecydował, tylko on - opowiada córka. - Strażnik go wpuścił, ale potem na pożegnanie poczęstował daktylami. Były zatrute. Ojciec ciężko chorował, z trudem udało sie go uratować. Jeden z tych daktyli zachował się, jest wśród innych pamiątek w gabinecie w Bibliotece Śląskiej.

Pisarz wolał, żeby egzotyczne eksponaty przywoziła mu żona, która chętnie podróżowała. Dlatego gbinet był pełen oryginalnych przedmiotów, zdobyczy Krystyny. Sam otaczał się książkami i materiałami naukowymi, sprawdzał każdą informację. Bardzo wiele cennych wydawnictw przysyłał mu z Ameryki ojciec; zachowali serdeczne kontakty.

- Dziadek przyjeżdżał do kraju, kiedyś zobaczyłam go nagle w telewizji, pokazywano właśnie amerykańskich turystów - wspomina jego wnuczka. - Ojciec opisał dziadka jako ojca Tomka. To elegancki pan, który spiskował przeciw zaborcy i musiał uciekać z ojczyzny. Przysyłał książki, a mnie falbaniaste sukienki.

Imię głównego bohatera pisarz pożyczył od bliskiego kolegi z Ameryki, Tomasza Brandysa. Ich drogi z czasem się rozeszły, ale pamięć o przyjacielu pozostała. Bosman Nowicki z kolei ma cechy dwóch kuzynów Szklarskiego, marynarzy. Obydwaj w czasie wojny zaginęli bez wieści.

Pierwsza książka z cyklu ukazała się w 1957 roku, gdy rygory w kraju trochę się rozluźniły. Powieści z dobrymi ilustracjami natychmiast znikały z półek, osiągały ogromne nakłady.

- Ojciec mówił, że w Ameryce byłby milionerem, ale w Polsce szkoda mówić. Żyliśmy przeciętnie, ojciec miał starego wartburga, nie zmienialiśmy mieszkania na lepsze - mówi córka. - Ojciec pisał nocą, bo w dzień pracował na etacie w wydawnictwie „Śląsk”.

W książkach Alfreda Szklarskiego po-ciąga dzisiaj nie tylko egzotyka i przygoda, ale też opis przyjaźni, lojalności, barwnych ludzkich charakterów.

- Ojciec uważał, że najbardziej interesujący jest sam człowiek - podkreśla córka. - Umiał ciekawie rozmawiać z każdym, niezależnie od zawodu czy pochodzenia. Ta życzliwość emanuje z jego książek i mam nadzieję, że odczują ją również goście wystawy w Muzeum Śląskim.

***
W tym roku przypadają aż trzy rocznice związane z Alfredem Szklarskim. 105. rocznica jego urodzin, 60. ukazania się pierwszego tomu cyklu o Tomku oraz 25. śmierci pisarza w Katowicach. Stała wystawa w Muzeum Śląskim przypomina o tych datach.

Teresa Semik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.