Dekomunizacja: rzeczywista potrzeba, czy mrzonka polityków? [INTERAKTYWNA MAPA]

Czytaj dalej
Fot. M. Mikrut-Majeranek/ Dziennik Zachodni
Magdalena Mikrut-Majeranek

Dekomunizacja: rzeczywista potrzeba, czy mrzonka polityków? [INTERAKTYWNA MAPA]

Magdalena Mikrut-Majeranek

Dekomunizacja to temat, który powraca jak bumerang. Większość miast rozprawiła się już z komunistycznymi patronami ulic, jednakże w niektórych miejscowościach nadal można spotkać nazwy o PRL-owskiej proweniencji. Likwidacja nazw znajdujących się na czarnej liście jest tak kosztowna, że większość samorządów do tej pory nie zdecydowała się na podjęcie tego radykalnego kroku. Według autorów projektu ustawy nakazującej zmianę nazewnictwa, w Polsce może funkcjonować około 1300 nazw upamiętniających system komunistyczny.

Z przestrzeni miejskiej znikną nazwy propagujące komunizm

Prawdopodobnie niedługo się to zmieni, ponieważ na początku kwietnia Sejm przyjął ustawę o dekomunizacji w przestrzeni publicznej, przygotowaną przez senatorów Prawa i Sprawiedliwości. W projekcie ustawy można przeczytać, że: „Za propagujące komunizm uważa się także nazwy odwołujące się do osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących represyjny, autorytarny i niesuwerenny system władzy w Polsce w latach 1944–1989”. Zgodnie z ustaleniami, samorządy zostały zobligowane do zmiany zakazanych ustawą nazw w ciągu 12 miesięcy od wejścia ustawy w życie. Nad prawidłowym przebiegiem procesu zmiany nazw czuwać będą wojewodowie we współpracy z IPN.

Będą zmiany, ale czy koszty poniosą obywatele?

Zgodnie z przyjętą ustawą zmiana nazwy dokonana na podstawie ustawy nie będzie miała wpływu na ważność dokumentów zawierających nazwę dotychczasową. Co to oznacza dla przeciętnego Kowalskiego? Dzięki temu zapisowi dowód osobisty, mimo zmiany nazwy ulicy, przy której mieszka osoba legitymująca się nim, nie traci ważności. Dokument należy wymienić dopiero wtedy, gdy upłynie termin jego ważności. Koszty związane z wymianą dokumentów oraz wydatkami na zmianę tablic z nazwami ulic poniosą samorządy.

Tylko w Siemianowicach zmiany te mogą kosztować około miliona złotych. – W 2008 roku ostatni raz podchodzono do tego pomysłu. W ubiegłym roku powstał nawet zespół ds. nazewnictwa obiektów miejskich, zajmujący się porządkowaniem spraw związanych z nazwami ulic, skwerów itp. Jego członkowie deliberują jak nazwać powstające osiedla, ulice. Na chwilę obecną nie planujemy zmian – mówi Piotr Kochanek, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Siemianowicach.

Kto trafi na czarną listę? Z pewnością działacze aktywni w PRL-u, ale nie tylko. Do lamusa mają odejść nie tylko nazwy komunistycznych czy socjalistycznych bohaterów jak chociażby Karol Marks, Karol Świerczewski, Róża Luksemburg czy Marceli Nowotko, ale i np. kosmonautów jak Jurija Gagarina czy Walentiny Tierieszkowej. W tym względzie nie brakuje jednak kontrowersji. W Katowicach zastanawiają się także nad zmianą takich ulic jak Jerzego Ziętka, Oskara Lange, Lucjana Szenwalda czy Henryka Nowarry. Miastem, którego temat ten nie dotyczy są m.in. Tychy, ponieważ tam nazwy ulic kojarzących się z PRL-em zmieniono w latach 1989-1996.

Mieszkanie za czytanie

Dekomunizacja swoje, a samorządy swoje

Pomimo trwającej dyskusji nad dekomunizacją polskich miejscowości, w Siemianowicach Śląskich 21 kwietnia 2016 roku doszło do nadania imienia Jana Mitręgi skwerowi znajdującemu się u zbiegu ulicy Bytomskiej i Żeromskiego. Decyzję o upamiętnieniu wybitnego siemianowiczanina podjęli radni podczas XIII sesji Rady Miasta, która odbyła się 29 października 2015 roku. Jan Mitręga był ministrem górnictwa i energetyki w latach 1959 –1974. Funkcję wiceprezesa Rady Ministrów pełnił w latach 1970 – 1975. Był także ambasadorem w Republice Czechosłowackiej. Ale w swoim życiorysie posiada także niechlubną, komunistyczną kartę, ponieważ należał do Związku Młodzieży Socjalistycznej i Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, a w latach 1952 - 1990 do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Był też członkiem KC PZPR.

- Był wielkim wizjonerem. Jako minister górnictwa i energetyki mocno rozwijał te sektory gospodarki. Wyniósł je na wyżyny. Wybudował wiele kopalń i stworzył kilkanaście tysięcy miejsc pracy. Zainicjował utworzenie klubów techniki. To wielki społecznik, który nigdy nie odmówił nikomu pomocy, czy wsparcia. Ktoś wielki powiedział kiedyś „po czynach ich poznacie”, myślę, że w przypadku Mitręgi szyldy partyjne nie mają żadnego znaczenia, ponieważ człowiek jest wielki właśnie przez to, jak wspiera innych i po tych czynach można go poznać, a nie po tym, jaką partię reprezentuje. Mitręga wspierał nie tylko społeczność lokalną, ale działał na korzyść całego kraju – powiedział prezydent Rafał Piech podczas uroczystości.

Mieszkańcom Michałkowic pomysł przypadł do gustu. Wielu z nich pamięta Mitręgę, a niektórzy nawet z nim pracowali. - Pochwalam nadanie skwerowi imienia Mitręgi. Jasiu Mitręga był prezesem w górnictwie. Bardzo go chwalę. Dobrze się stało, że przywołano pamięć o nim. Wszyscy go tu szanowali – mówi Marian Bazan. Jednakże upamiętnienie Mitręgi nie spodobało się przedstawicielom Instytutu Pamięci Narodowej, którzy mają co do tego wiele zastrzeżeń, głównie z uwagi na jego przynależność partyjną.

Dekomunizacja to problem mieszkańców i samorządów

Machina dekomunizacyjna ruszyła. Ale co na to mieszkańcy? Większość zapytanych o zdanie siemianowiczan nie chce wprowadzenia w czyn ustawy o dekomunizacji przestrzeni miejskiej. Mieszkańcom nie w smak zmiana nazwy ulicy, przy której mieszkają, ponieważ w ich przekonaniu wiąże się to między innymi z wymianą dokumentów, która jest nie tyle kosztowna, co czasochłonna. Jedną z najdłuższych ulic w Siemianowicach jest ulica Karola Świerczewskiego, który był generałem Armii Czerwonej i generałem broni Wojska Polskiego, a także działaczem komunistycznym i członkiem Centralnego Biura Komunistów Polskich oraz Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej. Przy ulicy tej mieszczą się banki, Urząd Skarbowy, rozmaite firmy oraz salony należące do sieci telekomunikacyjnych. Zmiana nazwy ulic to z pozoru kosmetyczna poprawka naniesiona na mapę miasta, lecz w rzeczywistości związana jest z ogromnymi kosztami.

Część mieszkańców przyznaje, że nie chce zmiany nazw ulic. - Jestem przeciw. Takie zmiany spowodują tylko jedno: wymianę dowodów osobistych, załatwienie i informowanie wszystkich i wszędzie o zmianie nazwy ulic, a największe koszty poniosą przedsiębiorcy, którzy będą musieli zmienić pieczątki, fakty, papier firmowy. Po co to komu? – mówi pani Renata.
Jednakże są i tacy, którzy optują za przywróceniem nazw przedwojennych.

Pan Krzysztof proponuje zmianę nazwy Świerczewskiego w Siemianowicach na Fitznera lub Donnersmarcków. Natomiast pani Zofia proponuje wybranie nazwy kwiatu, ptaka lub drzewa.

Innym przykładem jest ulica Armii Ludowej w Bielsku-Białej, o której zmianie wspominał poseł PiS Stanisław Pięta podczas ostatniej Sesji Rady Miasta. - Ulice takie, jak Greczki, czy Woroszyłowa zostały zmienione. Jest niewielka uliczka Armii Ludowej, ale zostawiliśmy ją świadomie, bo przecież sporo Polaków w tej Armii Ludowej walczyło z Niemcami i zginęło. W latach 90. mieliśmy jeszcze wielu kombatantów, którzy uczestniczyli w tej armii. I zostawiliśmy tę nazwę. Ale jeśli będzie odgórny przykaz, to ją zmienimy, choć wtedy, jako przewodniczący rady, nie czułem takiej potrzeby - przyznał Henryk Juszczyk.

Jedno jest pewne – wraz z wejściem w życie ustawy o dekomunizacji w przestrzeni publicznej, samorządy będą musiały podjąć konkretne decyzje i przystąpić do procedury zmiany nazw ulic o komunistyczno-socjalistycznej proweniencji.

Magdalena Mikrut-Majeranek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.