Denis Urubko: w góry mnie pcha pragnienie wolności [WIDEO]

Czytaj dalej
Fot. Maciej Gapiński
Michał Wroński

Denis Urubko: w góry mnie pcha pragnienie wolności [WIDEO]

Michał Wroński

Denis Urubko, najbardziej utytułowany himalaista świata stał się Polakiem i zamieszkał na Śląsku. Co go skłoniło do takiej decyzji?

Denis, dlaczego zostałeś Polakiem? Czemu nie Włochem? Od lat mieszkałeś we Włoszech. Tam pewnie łatwiej byłoby zdobyć sponsorów, rozgłos, a Ty wybrałeś akurat Polskę.
We Włoszech jest mi dobrze, ale jednak rosyjska mentalność bliższa jest polskiej. Jesteśmy Słowianami. Łatwiej się rozumiemy, nie tylko ze względu na podobny język, choć to też ma znaczenie. Jest w nas podobna energia, podobny temperament. Nawet jak widzę grupę polskich kibiców piłkarskich i wiem, że można się ich obawiać, bo potrafią być agresywni, to jednak czuję z nimi jakąś taką więź, bo czuję, że to są "swoi". Z włoskimi kibicami takiej więzi nie czuję. Bardzo podoba mi się też to, że w Polsce temat gór jest taki żywy. Wszystkich to bardzo interesuje. Poza tym tutaj w Polsce mieszkają moi przyjaciele: Krzysztof Wielicki, czy Bogusław Magrel. To zresztą był pomysł Bogusława, abym wystąpił o polskie obywatelstwo. On mnie namawiał do tego, bym tutaj zamieszkał i pracował w Polskim Klubie Alpejskim. No i przekonał mnie. Od dwóch lat mieszkam w Ząbkowicach Śląskich. Tutaj spędzam połowę swojego czasu, drugą natomiast we Włoszech, w okolicy Bergamo. Tam niedaleko mieszka mój przyjaciel Simone Moro, tam są wysokie góry, tam są możliwości wspinaczki, ale mimo wszystko lepiej czuję się w Polsce.

Kiedy pojawiła się informacja o tym, że otrzymałeś polskie obywatelstwo, pojawiły się komentarze: no, to teraz będzie polskie wejście zimą na K2. Zdajesz sobie sprawę jak wielkie są oczekiwania?
Wiem. Czuję tę presję, ale jestem dorosłym człowiekiem i samodzielnie podejmuję decyzję nie poddając się naciskom z zewnątrz. Po tym jak mój projekt zimowej wyprawy na K2 zakończył się zanim tak naprawdę się zaczął (Chińczycy nie dali zgody na atakowanie góry, uzasadniając to zagrożeniem terrorystycznym w tym rejonie kraju - przyp. red.), to nie jestem w stanie zagwarantować, co będzie z następnymi wyprawami i czy pójdę na K2. Czas pokaże.

A jeśli Janusz Majer, lider programu Polski Himalaizm Zimowy zaproponuje Ci udział w zimowej wyprawie na K2, to co odpowiesz?
Kilka dni temu rozmawiałem z Januszem Majerem i Krzysztofem Wielickim na ten temat. Wiem, że oni chcą, bym dołączył do tego programu, a oni wiedzą, że ja też chcę wziąć w tym udział. Obie strony są zatem na "tak". Gwarancji jednak dać nie mogę.

Wspomniałeś o przyjaźni z Krzysztofem Wielickim i Bogusławem Magrelem, ale to nie jedyni polscy alpiniści, z którymi masz bliski kontakt. Ostatnio byłeś z Adamem Bieleckim na Kanczendzondze, tej zimy mieliście wspólnie jechać na K2. Jak oceniasz to nowe pokolenie polskich wspinaczy?
Znam wielu polskich alpinistów. Wspinałem się nie tylko z Adamem Bieleckim, ale też z Piotrem Pustelnikiem, czy Darkiem Załuskim. To nie tylko bardzo dobrzy alpiniści, ale też bardzo porządni ludzie. I jeszcze jedno - to, co bardzo zwraca uwagę to fakt, że Polacy w górach potrafią działać w zespole, funkcjonować jako jedna grupa.

To ważne słowa. Podobnie zresztą, jak to, co we wrześniu 2013 roku, w samym środku "polskiego piekła" po wydarzeniach na Broad Peaku powiedziałeś o Adamie Bieleckim. Zapytany o to, czy poszedłbyś z nim w góry, bez wahania odpowiedziałeś, że tak.
Nie wiedziałem wtedy, że tamte słowa miały aż takie znaczenie i taki odzew. Inaczej zresztą nie mogłem powiedzieć. Tak po prostu jest. Tak odbierałem i odbieram Adama.

W tamtym czasie himalaizm wywoływał w Polsce ogromne emocje. Także bardzo negatywne. Czy w Rosji, bądź Włoszech temperatura dyskusji wokół tej dyscypliny jest tak wysoka?
Nie, tego się nie da porównać. W tamtych krajach alpinizm jest czymś zupełnie drugoplanowym. Społeczeństwo się tym nie interesuje i na pewno nie dyskutuje o tym w takim stopniu, w jakim to miało miejsce w Polsce. Byłem zresztą zaskoczony tym, jak bardzo wszyscy tutaj byli poruszeni tym tematem. Z początku myślałem, że traktowane jest to jak jakaś "sensacja jednego dnia" i dopiero później zrozumiałem, że ludzie faktycznie tym się aż tak bardzo interesują.

Po tym co się stało dwa lat temu wiele osób pytało jednak: po co oni to robią? Dlaczego próbują zdobywać najwyższe góry świata, na dodatek w tak skrajnych zimowych warunkach? Co byś im dzisiaj odpowiedział? Co Cię pcha do wspinaczki?
Pewnie każdy ma swoje powody, dla których się wspina i pewnie każda odpowiedź będzie inna. Dla mnie jest to realizacja mojej wolności. Robię tak jak chcę i jak uważam. Tam wysoko w górach nie ma tych wszystkich uwarunkowań społecznych, które są tutaj na dole. Istnieje tylko góra, partner i natura. Kiedyś dla mnie alpinizm był po prostu odkrywaniem świata. Później stał się sportem i zacząłem go traktować jak profesjonalny sportowiec, czyli trenować i - jak to w sporcie - próbować udowadniać, że jestem najlepszy osiągając coraz to lepsze wyniki. A potem alpinizm stał się dla mnie sztuką. Sposobem pokazania swojego obrazu świata. Realizacją swojego potencjału.

Kiedy wspomniałeś o sztuce, przypomniały mi się słowa Wojtka Kurtyki, polskiego alpinisty, który zwykł mawiać o alpinizmie jako sztuce cierpienia. Czy faktycznie to się ze sobą wiąże?
Wojtek Kurtyka ma takie zdanie na temat alpinizmu, ja mam inne. Dla mnie to nie jest cierpienie, tylko właśnie sztuka. We wspinaczce wszystko jest piękne. Góry to taka arena, na której wszystko staje się czarne i białe: relacje, ludzie.

Jak doszło do tego, że zacząłeś się wspinać? To był ewolucyjny proces, czy w którymś momencie życia nastąpił jakiś moment zwrotny?
To w gruncie rzeczy było bardzo proste: od małego zawsze chciałem wejść na tę najwyższą górę. Najpierw na tą leżącą w pobliżu miejsca, gdzie mieszkałem, a potem coraz dalej. I tym sposobem dotarłem do najwyższych szczytów świata.

Boisz się czasem w górach?
Jasne, jak wszędzie. Na co dzień też wielu rzeczy się boję. W górach jednak najbardziej boję się o innych. O siebie mniej. Nie boję się śmierci. Jedyne czego naprawdę się boję to możliwość, że nie zdążę zrealizować wszystkich swoich planów, które sobie założyłem. Tych rodzinnych, czy tych związanych z dziećmi.

A jak sobie radzisz z tym, że jadąc w góry zostawiasz swoich bliskich ze strachem o Ciebie? Oni nic nie mogą zrobić, ale się martwią. Nie męczy Cię ta myśl?
Nie, to mnie zupełnie nie męczy. To raczej mnie męczą moi bliscy tym zamartwianiem się o mnie, ale ja nie przejmuję się tym, że oni się męczą. Wszyscy umrzemy - takie jest życie. To naturalna kolej rzeczy. To jest przecież pewne już w chwili, kiedy rodzice nas rodzą. Czy to jednak jest powód, by siedzieć otulony w takim kokonie? Tak się nie da. To nie jest życie.

Czy czujesz się gwiazdą himalaizmu? Czy w tej dyscyplinie w ogóle można być gwiazdą?
Można. Simone Moro jest gwiazdą. Ja jednak nie czuję się kimś takim. Nie mam zresztą takiej potrzeby. Uwagę, którą przyciągam, traktuję jako dług zaciągnięty u ludzi, który ja winienem im w jakiś sposób spłacić. Chociażby przekazując wiedzę studentom lub w jakiś inny sposób pomagając ludziom.

Jako himalaista osiągnąłeś praktycznie wszystko: zdobyłeś Koronę Himalajów i Karakorum, wytyczyłeś wiele nowych dróg, masz na koncie zimowe wejścia na ośmiotysięczniki. Skąd jeszcze bierzesz motywację do dalszej wspinaczki?
Ja dziś nie idę w góry po wynik. Nie wyznaczam sobie jakichś celów, które potem muszę osiągać. Wspinam się po to, aby odczuwać te przeżycia, o których już wcześniej wspominałem. Chodzi o poczucie wolności i możliwość realizację. To jest proces i on nie ma końca.

Denis Urubko - legenda himalaizmu
Zdobył bez tlenu Koronę Himalajów (w sumie 21 razy stawał na ośmiotysięcznikach), a także (w rekordowym czasie 42 dni) tytuł Śnieżnej Pantery za wejście na wszystkie 7-tysięczniki byłego ZSRR. Jako pierwszy człowiek w historii wszedł zimą na ośmiotysięczniki: Makalu i Gasherbrum II. Dwukrotnie otrzymał prestiżową w środowisku wspinaczkowym nagrodę Złotego Czekana. Urodził się na Kaukazie, wiele lat mieszkał na Sachalinie, potem przeprowadził się do Kazachstanu (służył w armii tego kraju), następnie do Włoch. Z Denisem Urubko spotkać można się będzie 8 marca o godz. 20.30 w kinoteatrze Rialto w Katowicach.

Michał Wroński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.