Dlaczego wyniosłem się z metropolii katowickiej. 5 ważnych powodów

Czytaj dalej
Fot. Karina Trojok
Artur Kornel

Dlaczego wyniosłem się z metropolii katowickiej. 5 ważnych powodów

Artur Kornel

Zacznę od tego, że jestem Ślązakiem i czuję się Ślązakiem, choć część moich przodków przyjechało na Górny Śląsk z innych krain. Ktoś mógłby zatem powiedzieć, że ze mnie krojcok, niemniej jednak wyrosłem w śląskiej kulturze i przez wiele lat mojego życia nie wyobrażałem sobie mieszkać poza hajmatem - moimi Katowicami. Proponujemy Państwu tekst Artura Kornela, który ukazał się na jego blogu miastaludziemaszyny.blogspot.com.

Od redaktora: Dlaczego ten tekst ukazuje się w DZ? Bo jest ciekawym głosem młodego pokolenia na temat szans, jakie daje Śląsk. Bo zostawia na boku wielkie słowa polityków, obietnice, oczekiwania, statystykę, które zaburzają ogląd - i pokazuje faktyczny (choć subiektywny) stan na dziś. Pokazuje to, co jest - bez różowych okularów, bez filtru, którego używamy, gdy z miłością patrzymy na naszą małą ojczyznę. Tekst ukazał się na blogu miastaludziemaszyny.blogspot.com, który prowadzi pan Artur Kornel. Uznałem, że zaproponuję go także Czytelnikom DZ - do refleksji. Nie zgadzam się z kilkoma tezami, co - rzecz jasna - nic nie znaczy. Punkt widzenia autora jest uprawniony. Zapraszam do dyskusji. Marek Twaróg

***

Dlaczego wyniosłem się z metropolii katowickiej. 5 powodów.
Tekst: Artur Kornel

Zacznę od tego, że jestem Ślązakiem i czuję się Ślązakiem, choć część moich przodków przyjechało na Górny Śląsk z innych krain. Ktoś mógłby zatem powiedzieć, że ze mnie krojcok, niemniej jednak wyrosłem w śląskiej kulturze i przez wiele lat mojego życia nie wyobrażałem sobie mieszkać poza hajmatem - moimi Katowicami.

Tym samym każdy wyjazd poza Górny Śląsk był dla mnie niczym wycieczka za granicę i raczej nikogo to nie powinno dziwić: Śląsk jest regionem na tyle specyficznym etnicznie, że należy go traktować niczym odrębny mikrokosmos, posiadający charakterystyczną dla siebie tradycję, kod kulturowy, normy społeczne i tak dalej, i tak dalej… Złożyło się jednak tak, że w pewnym momencie podjąłem decyzję o wyprowadzce ze Śląska, co uczyniłem po raz pierwszy w 2015 roku.

Z uwagi na to, że temat opuszczania Śląska przez Ślązaków często pojawia się w moich rozmowach ze „śląskimi” znajomymi (zarówno z tymi, którzy zostali, jak i z tymi, którzy wyjechali - jak ja), postanowiłem napisać kilka zdań o własnych powodach wyprowadzki, która była co najmniej dobrą decyzją.

Powód 1: możliwości rozwoju, w tym zawodowego, są w metropolii katowickiej zawężone

Na tym tle znacznie lepiej wypadają takie metropolie, jak Kraków, Wrocław i Trójmiasto, nie wspominając o Warszawie. Metropolia katowicka (dziś zwana oficjalnie Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolią - co za niepotrzebnie przydługa nazwa!) przespała liczne możliwości rozwoju, jej rynek pracy jest mocno ograniczony, oferuje zatem sporo mniejsze zarobki niż krajowa konkurencja.

Wiem, że niektóre statystyki mówią inaczej, pokazując województwo śląskie jako mlekiem i miodem płynące. Praktyka jest jednak taka, że często na tym samym stanowisku pensja na rękę w Katowicach to 2500 zł, we Wrocławiu 3500, a w Warszawie 4000. Firmy w „progresywnych metropoliach” potrafią docenić pracownika, wprowadzając europejskie standardy, na Śląsku zaś wszystko po staremu: prymitywny wyzysk jako największa zdobycz neoliberalizmu trzyma się niczym Ziętek kryki. Nie chodzi jednak tylko o pieniądze, gdyż nie samym chlebem żyje człowiek. Progresywne metropolie to także coraz to nowe przestrzenie twórcze i społeczne, organizacje, stowarzyszenia.

Chcesz pracować w korpo i piąć się w górę? Proszę bardzo! Chcesz żyć na skłocie ciesząc się (niemalże) nieskrępowaną wolnością? Bez problemu! Niezależnie od tego, jaką drogę wybierzesz, w progresywnych metropoliach możesz nią podążać. A w Katowicach… jedyne, co czeka wiele osób, to weekendowe piwo na Marynie, wiksa na Porcelanie, wiecznie puste kieszenie i marzenia o Berlinie. Niestety, stare internetowe porzekadło mówi: Katowice nie Lizbona. Pewnego dnia spojrzałem więc na swoje miasto i pomyślałem: coś dla ciebie ta zabawa nie jest zdrowa…

Powód 2: dupowatość śląska osiągnęła stan całkowicie permanentny

Na Śląsku ciągle się czegoś nie da zrobić: wybudować kolei na lotnisko w Pyrzowicach i tramwaju na Kostuchnę, wyremontować centrum Bytomia, zrewitalizować Parku Śląskiego, zaprojektować metra, utworzyć centrum nauki na Szombierkach, ustalić rozwojowego budżetu metropolii, zadbać o bezpieczeństwo mieszkańców Mysłowic… To kwestia mentalności. Powiem więcej: wszędzie się wszystko da i wszystko opłaca, tylko na Śląsku nic się nie da i nic nie opłaca.

O tej kwestii setki razy mówił Kazimierz Kutz, nazywając ją śląską dupowatością. Najlepiej położyć się i umrzeć.

Swoją drogą takie rozwiązanie przyjęły już chyba liczne gminy metropolitalne (Mysłowice, Świętochłowice, Siemianowice Śląskie), które z roku na rok bardziej przypominają trzeci świat. Pewnego dnia, po przeczytaniu artykułu o niemożności ochrony walącej się Cementowni Grodziec w Będzinie (bo się nie da), pomyślałem: coś dla ciebie ta zabawa nie jest zdrowa…

Powód 3: Metropolia katowicka to doskonałe miejsce, aby dostać po mordzie

Śląsk i Zagłębie wyludniają się bodajże najszybciej w Unii Europejskiej, poważnie przez to tracąc na bezpieczeństwie. Nie licząc takich miejsc jak katowickie śródmieście, wieczorami miasta metropolii są martwe. Od lat znikają kolejne puby, kina i restauracje, zaś na ulicach i w parkach rządzi spatologizowana hołota.

O ile śląskie i zagłębiowskie gminy od lat 90. nie należały do najbezpieczniejszych, późniejsza masowa emigracja za pracą sporej części społeczności doprowadziła do utraty egalitarnego charakteru wielu dzielnic. Na mapie metropolii mamy więc strefy „no go” (np. Bobrek w Bytomiu czy Rymera w Mysłowicach) i ewentualnie nowe „zagłębia” osiedli deweloperskich (np. w Katowicach i Gliwicach) będące bańkami dobrobytu w postapokaliptycznym świecie.

To też wina samorządów metropolii: przez trzy dekady nie potrafiły ściągnąć dostatecznej liczby inwestorów, którzy zapewniając pracę mieszkańcom zahamowaliby postępujące bezrobocie kończące się emigracją lub patologizacją całych społeczności. Pewnego dnia, gdy po raz kolejny bałem się wrócić z pracy do domu przez centrum Zabrza, pomyślałem: coś dla ciebie ta zabawa nie jest zdrowa...

Powód 4: miasta metropolii stają się prowincjonalne i zaściankowe

Wyludnianie się miast to nie tylko wzrost przestępczości. Jeszcze 30 lat temu Katowice liczyły co najmniej 370 tys. mieszkańców, dziś mogą liczyć 270 tys. W Sosnowcu liczącym 260 tys. pod koniec lat 80. zostało dziś ok. 200 tys. osób.

Niestety, tak już jest, że wielkie i rozwijające się miasta są regionalnymi (lub światowymi) centrami, a tym zwijającym się pozostaje rola prowincji. Dziś trendy w Polsce ustalają Warszawa, Trójmiasto i Wrocław, kulturowo także Kraków i Poznań. Katowice wypadły z gry, a metropolia katowicka sama nadała sobie status ośrodka drugiej kategorii - prowincjusza.

Kato nie jest ani mekką korporacji, ani finansjery, ani artystów, ani anarchistów. Ślązacy mają opinię dobrych i poczciwych idiotów z peryferii, a to wyłącznie na własne życzenie. Nie znam osoby spoza Śląska, która - mając do wyboru Katowice lub konkurencyjne metropolie - chciałaby dobrowolnie przenieść się do Katowic. Gdy jedni z ostatnich moich przyjaciół wyprowadzali się ze Śląska w poszukiwaniu lepszego życia, pomyślałem: coś dla ciebie ta zabawa nie jest zdrowa...

Powód 5: Śląsk stracił magię

Pamiętam, gdy w dzieciństwie siadałem w fotelu chorzowskiego planetarium i patrzyłem z zachwytem na sportretowaną wokół jego kopuły panoramę Śląska i Zagłębia. Miałem szczęście mieć dziadków na Tauzenie - z 12 piętra ich bloku ten sam krajobraz, tylko prawdziwy, niemożliwie fascynował, a ja podziwiałem odległe kopalnie, huty i ogrody.

Dziś z tamtej panoramy niewiele zostało, zaś czar, który posiadały śląskie i zagłębiowskie miasta, ulotnił się bezpowrotnie. Metropolia katowicka nie ochroniła znacznej części swojego dziedzictwa zarówno materialnego, jak i kulturowego. Gdy dowiedziałem się o wysadzeniu w powietrze kolejnych cennych architektonicznie budowli tworzących dawną Królewską Hutę, pomyślałem: coś dla ciebie ta zabawa nie jest zdrowa...

Epilog

...Idź ty lepiej, koziołeczku, szukać swego Pacanowa. Wiem: trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu. Wiem: wyjeżdżając ze Śląska także dodałem 5 groszy do jego marginalizacji. Wiem: ani w Kato, ani w Sosnowcu, ani w Tychach, ani w Rudzie Śląskiej, ani w Dąbrowie Górniczej nie może być przecież tak bardzo źle, „bo kuzynowi kolegi zięcia ciotki od strony mamy się udało, dużo zarabia i jest zadowolony, przynajmniej nie zdradził hajmatu”. Wiem: na Śląsku jest dużo fajnych festiwali, koncertów i w ogóle ziemia śląska obrodziła w eventy, jakich nawet warszawka zazdraszcza. Wiem: lepiej być królem w piekle niż sługą w niebie. Wiem: na Marynie jest tańsze piwo niż w Krakowie. Wiem: Śląsk, o boziu, jest najfajniejszy i najpiękniejszy. Wiem: Gorzelik prosił kiedyś Ślązaków, aby w miarę możliwości nie wyjeżdżali, bo to dla Śląska źle się skończy. Wiem: wybitny Ślązak, Szczepan Twardoch, nadal mieszka na Śląsku i nie marudzi, czasem nawet Orbitowskiego zaprosi.

Ale wiecie co? Mimo powyższych argumentów wyjazd z metropolii katowickiej to ostatnia rzecz, której bym żałował.
Artur Kornel miastaludziemaszyny.blogspot.com

Artur Kornel

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.