Długa prosta, krótki łuk panowie [WIDEO]

Czytaj dalej
Fot. LEON MAJSIUK
Aleksander Król

Długa prosta, krótki łuk panowie [WIDEO]

Aleksander Król

Pamiętam, że w poniedziałek musiałem udać się na kopalnię, żeby spłacić dług za prowadzenie dniówek. Ale przed zawodami mechanik, który montował telefony na stadionie, bo cały powiat był wyłączony, wielu mieszkańców nie miało telefonów, bo były potrzebne dla redaktorów, powiedział tak: „jak zrobicie mistrzostwo świata to macie telefon na drugi dzień, bez wniosku, bez niczego”. I jak przyjechałem z kopalni na drugi dzień, żona mi mówi: „zobacz co mamy - telefon”. To była zapłata, ludzie czekali po 20 lat na te telefony - mówi Andrzej Wyglenda, czterokrotny mistrz świata na żużlu, jedna z największych sław rybnickiego żużla.

Pamiętam jak Leon Majsiuk przyniósł do redakcji DZ zdjęcia z Mistrzostw Świata Par na Żużlu w Rybniku w 1971 r. Był m.in. mistrz świata Ivan Mauger ze skwaszoną miną. Myślę, że pan Leon był z tych zdjęć szczególnie dumy, ale nie chodziło tylko o dobre kadry i światło. Był dumny z Was. Bo pokonaliście mistrzów, którzy wydawali się poza zasięgiem. Pamięta Pan ten transparent ze zdjęcia Majsiuka z napisem: “Nawet Mauger i Briggs nie pomoże gdy Szczakiel z Wyglendą są na torze”? Zobaczyliście go Panowie na trybunie i tak Was nakręcił, że zdobyliście mistrzostwo świata?
Myśmy wcale nie widzieli tego transparentu. Szczerze powiem, że nawet nie wiem, czy w ogóle go widziałem tego dnia, bo był taki szum, rozgardiasz. Zresztą zamieszanie było już przed zawodami. Było dużo walki o to, kto ma być tym moim „współpartnerem”, bo ja byłem uważany jako prowadzący. Ostatecznie dano mi na partnera Szczakiela. Dzień wcześniej na torze był trening, a sędzią prowadzącym był pułkownik Rościsław Słowiecki, przewodniczący głównej komisji żużlowej. Myśmy startowali z pierwszego, drugiego, trzeciego, czwartego toru i i wyszło na jaw, że Szczakiel nie potrafi jeździć „po małej” na łuku. Co on jechał z pierwszego, a ja z trzeciego toru, albo drugiego a ja czwartego - to ciągle mnie prowadził do bandy. Były długie rozmowy z pułkownikiem i mówię mu: „pułkowniku nie mogę jeździć z 3 i 4 toru bo przegramy to z kretesem. On nie potrafi „po małym” jechać, po starcie za każdym razem prowadzi mnie „w deski”. Rywale będą mieli pół toru do dyspozycji. Warunek jak taki, że jak będzie dla nas 1 i 3 tor, to ja z pierwszego pojadę. Szczakiel lubił krążyć po orbicie. Na to się pułkownik zgodził.


I udało się! Zostaliście mistrzami świata. Pokonaliście Maugera i Briggsa, i innych…

Tak, ale Jurek do tej naszej taktyki przez długie lata się nie przyznawał. Dopiero parę lat temu, jak w Rybniku był turniej złotego kasku - to Jurek Szczakiel mówi tak: “wiem Andrzejku o co chodzi, ale nie wypadało tego rozpowiadać”. Potem był mistrzem świata, nie chodziło o to, by czegoś mu umniejszać, ale w 71 roku jak zrobiliśmy mistrza świata w parach Jurek był młody, wtedy nie potrafił jeździć “po małym”.

W żużlu liczą się nie tylko gigantyczne umiejętności, ale potrzebny jest też spryt, taktyka…

Widzę bardzo dużo błędów, jakie popełniają nasi dziś. Błędów widzę co nie miara, szczególnie wśród młodzieży, ale też starszych. Nie chodzę im tam podpowiadać, bo nie chcę wywołać rywalizacji między zawodnikiem, trenerem i mną. Choć czasem chyba brakuje, żeby ktoś podpowiedział…

To co powiedziałby Pan Kacprowi Worynie?

Nie mówmy imionami. To niepotrzebnie stresuje. Chodzi o młodzież w ogóle i nie tylko młodzież. Za dużo „łuku robią”, a za mało prostej. Zasada jazdy jest taka: długa prosta - krótki łuk, a na czym to polega to już trzeba z zawodnikiem rozmawiać, nawet mu to narysować.

Panie Andrzeju, ale dziś powiedzą Panu, że tor jest przebudowany…
To nie ma nic wspólnego z gabarytami toru, to zasada pierwsza, krótki łuk i długa prosta - a gabaryty - jak pozwalają, tak się jeździ, to zawodnik musi wyczuć, czy pod ogrodzeniem można jechać, czy lepiej gdzie indziej…

Wróćmy jeszcze na chwilę do tych mistrzostw świata w Rybniku w 1971 r. Noszono Was na rękach? Były nagrody?
Pamiętam, że w poniedziałek musiałem udać się na kopalnię, żeby spłacić dług za prowadzenie dniówek [śmiech]. Ale przed zawodami mechanik, który montował telefony na stadionie, bo cały powiat był wyłączony, wielu mieszkańców nie miało telefonów, bo były potrzebne dla redaktorów, powiedział tak: „jak zrobicie mistrzostwo świata to macie telefon na drugi dzień, bez wniosku, bez niczego”. I jak przyjechałem z kopalni na drugi dzień, żona mi mówi: „zobacz co mamy - telefon”. To była zapłata, ludzie czekali po 20 lat na te telefony.

Panowie jeździli na motorach, zdobywali mistrzostwo świata i pracowali jeszcze na kopalni?
Na samym początku pracowałem w Hucie Silesia. Byłem narzędziowcem. W 60 latach krótko przed wejściem do kadry, zostałem przeniesiony na kopalnię. Tam krócej pracowałem o 2 godziny we wtorki i czwartki, bo to były w dni treningowe -żeby zajechać do domu, przebrać się i pojechać na stadion. W 1964 po raz pierwszy znalazłem się w kadrze i zaraz zakwalifikowałem się do finału mistrzostw świata. W tym roku zostałem mistrzem Polski. To był ważny rok także poza żużlem. Zdobyłem mistrza ślusarza narzędziowego w izbie rzemieślniczej. Generalnie pracowałem na kopalni, ale jak nosiłem orła na piersiach, chodzi o te lata w kadrze narodowej, pisano mi dniówki i jeździłem - reprezentowałem Polskę. Niektórzy mi zazdrościli. Po zakończeniu kariery wróciłem na kopalnię. Byli i tacy, że posłali szpiegów na mnie, czy jestem na kopalni. U góry młody dziennikarz czekał. Wyżyłem się na niego - pytałem kto go płaci za te godziny, które przestał na górze, gdy ja robiłem na dole.

A Pana wypadek, przez który musiał Pan zakończyć karierę, odczuwa pan do dziś?
Długo nie odczuwałem, bo postawili mnie na nogi. Ale teraz zaczynam odczuwać go po latach. Ale to już chyba kwestia lat. Po tamtym wypadku byłem zupełnie sprawny. Przygotowywałem się całą zimę do startu, ale lekarze nie wyrazili zgody. W wieku 35 lat poleciały mi łzy , jak lekarz powiedział „nie”. W 1983 byłem na fali, zdobyłem mistrzostwo Polski, byłem aktualnie w kadrze. Świat się zawalił dla mnie. Lekarz powiedział “możesz jechać do wojewódzkiej przychodni ale ta kartoteka z tym czerwonym paskiem jedzie za tobą… To był koniec.

Brakuje dziś Panu żużla?

Już nie - ale lubię sobie popatrzeć na zawody - lepiej zobaczyć na ekranie niż na żywo.

Aleksander Król

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.