Dziecko trzeba nakarmić, ubrać, wyleczyć. Pomóc rozwinąć pasje. Czy 500 złotych pomoże? [ZDJĘCIA]

Czytaj dalej
Magdalena Nowacka

Dziecko trzeba nakarmić, ubrać, wyleczyć. Pomóc rozwinąć pasje. Czy 500 złotych pomoże? [ZDJĘCIA]

Magdalena Nowacka

Katarzyna Jaksik-Lądwik, razem z mężem wychowują trzy córki w wieku 12, 10 i 5 lat. Specjalnie dla nas przeanalizowała budżet rodzinny. Posiłki, odzież, szkoła, zdrowie, to kosztuje. Pieniądze przydałyby się na pasje dziewczynek i wakacje. Nowa ustawa, podpisana w środę przez prezydenta, budzi mieszane uczucia. Dodatkowe pieniądze mogą pomóc, ale też zaszkodzić. Jak będzie, pokaże czas

Za chwilę budżety rodzin, w których jest przynajmniej dwoje dzieci poniżej osiemnastego roku życia, zwiększą się co najmniej o 500 złotych. Jak bardzo zmieni to życie naszych rodzin? Będzie dostatniej, a może po prostu normalniej, albo... bez zmian? Poznajcie zwyczajną rodzinę z Bytomia. Dwoje rodziców, troje dzieci. Sami o sobie mówią, że nie są ani biedni, ani bogaci. Czy 1000 złotych pozwoli im spełnić marzenia dzieci i zapewnić im lepszą przyszłość?

Pięć osób i budżet ponad 4,5 tysiąca złotych. Niby ok, ale...

Katarzyna Jaksik-Lądwik jest mamą trzech dziewczynek. Zuzanny, lat 12, Julii lat 10 i pięcioletniej Alicji. Pracuje zawodowo na stałym etacie w dużej korporacji marketingowej dopiero od 4 miesięcy. Zarabia 1450 złotych na rękę. Czasem wskoczy premia, ale to od wielkiego dzwonu. Mąż jest emerytem górniczym. Nie żyje im się źle, ale też głównie dzięki pomocy rodziców z obu stron, a wcześniej jeszcze dziadków.

- Wiele osób, słysząc, że mój mąż jest górniczym emerytem, powie, że nie mamy co narzekać, bo to jest przecież ponad 3 tysiące złotych. Ale tak naprawdę, w połowie miesiąca, my z tej emerytury nie mamy już ani grosza - mówi Katarzyna. I wcale nie dlatego, że są rozrzutni.

Gros z tych wydatków pochłaniają bowiem stałe opłaty. Za mieszkanie (własność kopalni) - 980 zł, 300 zł - prąd, zobowiązania rodzinne męża - 540 zł, jeden kredyt 250 zł, 250 zł abonamentu w sumie ( telefony rodziców i starszych córek), 100 zł telewizja, 100 zł internet. Nie oznacza to, że narzekają.

- Jakoś nigdy nie myśleliśmy, że żyjemy przeciętnie, chociaż tak jest. Mamy świadomość, że są rodziny, gdzie ten status materialny jest o wiele niższy. Ale są i takie, gdzie np. rodziny z trójką dzieci mogą sobie pozwolić na wakacje zagraniczne, czy choćby na dwa tygodnie nad polskim morzem - mówi Kasia. Oni zazwyczaj wyjeżdżają do rodziny męża, w okolice Tarnowa. Na skromną, nawet bardzo, wieś o nazwie Rudka. Ludzie żyją tam biednie, ale są bardzo życzliwi i gościnni.

- Poszłam do pracy z nadzieją, że dzięki niej, będzie można właśnie przeznaczyć więcej na potrzeby dzieci. Ale każda dodatkowa złotówka dosłownie wsiąka w bieżące potrzeby - mówi Katarzyna. Nie powie więc, że te 1000 złotych od rządu, nie przydadzą się .

- Chociaż, jak dzisiaj o tym rozmawiamy, to dla mnie wciąż abstrakcja. Irytują mnie osoby, które mówią, że to za mało. Tak naprawdę, każda złotówka w budżecie wieloosobowej rodziny, czyli dwa plus trzy i więcej, jest zawsze zastrzykiem finansowym. Nie do końca zgadzam się jednak z zastrzeżeniem, że dotyczy to (z wyjątkami) tylko drugiego i kolejnego dziecka. To wartościowanie ludzi. No i skrzywdzenie oraz pewna dyskryminacja tych rodziców, którzy świadomie decydują się na jedno dziecko, bo są odpowiedzialni i nie chcą np. obciążać budżetu państwa - mówi Katarzyna. Dodaje też, że jej córki znają wartość pieniądza i potrafią zaoszczędzić, zwłaszcza Julia, która kilka razy się zastanowi , zanim na coś wyda uzbieraną gotówkę.

Dziecku trzeba dać jeść. Płatki też kosztują

Podpisanie Ustawy 500+ w wersji elektronicznej

Posted by Andrzej Duda on 17 luty 2016

Jak mówi Katarzyna, na szczęście cała rodzina nie ma wygórowanych potrzeb jedzeniowych. Słodycze kupują od wielkiego dzwonu. „Grzechem” (jej zdaniem) jest to, że nie potrafią sobie odmówić napojów gazowanych. Po codzienne artykuły spożywcze, Kasia nie zagląda do dyskontów czy hipermarketów, częściej zakupy robi w sprawdzonych osiedlowych sklepikach. Fakt, zwykle marże są tam wyższe niż w markecie.

- Za mięso mielone kupione w markecie zapłacę wprawdzie tylko 6 zł, ale jakość jest żadna. Wolę więc poprosić panią w małym sklepie, by zmieliła mi łopatkę, która kosztuje 13 złotych za kilogram, ale przynajmniej mam to na dwa obiady, bo świeżość i jakość mi to gwarantuje - argumentuje Katarzyna. I przytacza mądrość swojego dziadka, który mawiał , że „ jesteśmy za biedni, żeby kupować tanie rzeczy”. I coś w tym jest.

Na śniadanie jej starsze córki często jedzą kanapki z pomidorem i serkiem topionym lub zwykłym. Pół kilo sera, to koszt 8 zł. Dla ich piątki na śniadanie, wystarczy na 2,5 dnia. Zuzia i Ala lubią płatki. Produkt reklamowany i polecany na śniadanie dla dzieci. - Takie opakowanie popularnych płatków kosztuje 6 złotych, a paczka, przy dziennym jedzeniu, dla moich dwóch dziewczynek, wystarczy maksymalnie na dwa dni. Dlatego nie kupujemy tych płatków tak często - przyznaje Kasia.

Jeszcze trzy lata temu, kiedy żył dziadek Katarzyny, przyznaje, że jeździła do niego, przynajmniej dwa razy w tygodniu i wracała z wałówką dla całej rodziny. Pół kilo sera, serki topione, wór słodyczy. Często także obiady. - Kiedy ukochanego dziadka zabrakło, zdałam sobie sprawę, jaka to była pomoc - podkreśla.

Dziecko trzeba ubrać. Najwięcej kasy idzie na buty

Teraz powinni się odezwać wszyscy ci, którzy stwierdzą: trzy dziewczynki? Przecież najmłodsza dostanie odzież po starszych siostrach. Można przyoszczędzić. Czyżby?

- Tak, kiedyś było czymś naturalnym, że ubranie przechodziło z dziecka na dziecko - zgadza się Katarzyna. I sama pamięta, jak chodziła w ciuchach mamy, a brat też jakieś koszulki czy dżinsy po niej „zdzierał”. Dwadzieścia lat temu to faktycznie było możliwe. Ale to już nie te czasy. Dzisiaj buty, które kupuje dla najstarszej córki, za pół roku są do wyrzucenia. I to nie jest kwestia ekstremalnego używania tego obuwia. Nie ma więc takiej opcji, żeby były noszone przez młodsze siostry. Białe kozaczki zimowe dla pięcioletniej Ali to wydatek 45 złotych. Ładne, ale wyglądają już na mocno znoszone. A nie mają trzech miesięcy. Jakość ubrań i obuwia jest gorsza niż kiedyś. Kasia kupuje je zwykle w sieciówkach. Kiedy Zuzia była malutka, dopiero zaczynała chodzić, dostała od dziadka skórkowe buty za 160 złotych. I to były chyba jedyne, w których chodziły wszystkie trzy siostry. Ale kto ma teraz 200 złotych na buty dla dziecka?

- Nie pamiętam już, kiedy ostatnio weszłam do sklepu z odzieżą i powiedziałam dzieciom: „wybierzcie sobie coś do ubrania”. To się zdarzyło może jakieś 2 lata temu, z dodatkowych pieniędzy, kiedy mąż dorobił. Ale i tak wtedy poszliśmy do dyskontu. W tej chwili nie ukrywam, że gdyby nie pomoc rodziców, cioć, to byłoby ciężko w tej materii. I nie jest to przesadzone - mówi.

Wiele z ubrań, które kupiła pół roku temu, już teraz nie bardzo nadaje się do chodzenia. Dużo w tym zakresie pomaga mama Kasi, która ma talent do wyszukiwania ładnych rzeczy z secondhandów. Najstarsza córka Zuzia jest w takim wieku, że zaczyna eksperymentować z modą. Katarzyna rozumie, że córka dorasta, chciałaby się podobać. - Przykro mi, kiedy muszę powiedzieć córce, że nie kupię jej firmowej bluzy sportowej, która kosztuje ponad 200 złotych. Na szczęście moje dzieci nie mają ciśnienia na metkę. Staram się też dziewczynkom przekazywać, że nie zawsze najdroższe ciuchy sprawią, że będzie się wyglądało ładnie. Ważne jest wypracowanie własnego stylu- mówi Kasia. Ale... kurtka pięcioletniej Ali kosztowała ok. 50 złotych. Niemało. A markowa nie jest.

Dziecko chodzi do szkoły, czyli pieniądze na mostek dla chomika

Nauka w Polsce jest za darmo, ale szkoła to też jest horrendalny wydatek. Ergo, nauka za darmo to utopia. Wrzesień jest pod tym względem najtrudniejszym miesiącem, rodzicowi ściska się serce, „boli” portfel.

- Julia jest w IV klasie, więc miała podręczniki za darmo, ale 360 złotych zapłaciliśmy za komplet książek Zuzi. Wyprawka, czyli bloki, zeszyty i inne przybory, kosztowały nas 550 złotych łącznie dla dziewczynek. A to jest parę rzeczy. Po feriach już trzeba uzupełniać - opowiada Katarzyna. Zwraca też uwagę na modne w szkole projekty. Kiedyś na zajęciach wychowania technicznego robiliśmy w szkole łańcuszek szydełkiem, albo przynosiliśmy warzywa na sałatkę. Wystarczył kłębek wełny i warzywa z działki. No, może deseczka do zrobienia tabliczki z napisem „Szanuj zieleń”. Teraz w szóstej klasie uczniowie robią... mostek dla chomika. No i super. Tylko materiał na to też kosztuje.

- Można wierzyć, albo i nie, ale to koszt prawie 40 zł. Dwie podpórki drewniane za 20 zł, klej 10 zł, sznurek 5 zł i jeszcze patyczki - wylicza mama Zuzi, Julki i Ali. - Ja na to wyciągnęłam pieniądze, ale wiem, że dla wielu rodzin to wydatek równoznaczny z obiadem na kilka dni - mówi Kasia. Do tego dochodzi na przykład regularne drukowanie rysunków. Komputer w domu? Podstawa. Musi być.

Dziecko się bawi, chce na lody, wyjeżdża na wakacje

W dzisiejszych czasach dzieci nie mają możliwości zabawy tanimi zabawkami. Producenci inwestują w reklamy, a wiadomo, że najbardziej podatnymi na nie odbiorcami są najmłodsi. O tanią, ładną zabawkę, naprawdę nie jest prosto. - To szok, że żyjemy w takich czasach, kiedy lalka a la Barbie kosztuje 100 złotych - mówi Kasia. Jeśli rodzice chcą kupić dzieciom zabawki ekologiczne, co teraz jest modne, również muszą się liczyć z niemałymi kosztami. Miś z przytulnej tkaniny to wydatek od 50 złotych.

Na obiad w restauracji sobie nie pozwalają. Czasem dziewczynki, jak uzbierają trochę pieniędzy (kieszonkowego nie dostają, o zaskórniaki dbają dziadkowie), zamawiają do domu pizzę. Spacer w piątkę i lody, tylko po dwie gałki dla każdego, to już koszt 30 złotych. No a wakacje?

- W ubiegłym roku spędziliśmy je na działce. Wydzierżawiliśmy ją od niedawna, co też kosztuje nas około 95 złotych. Ale przy ładnej pogodzie, z nadmuchanym basenem, jest to miejsce gdzie można spędzić dni wolne od szkoły - podkreśla Katarzyna. Poza tym, wyjeżdżają, jak już wspomniała, do rodziny męża. Cztery razy udało im się spędzić 1,5 tygodnia na Mazurach. Za symboliczną opłatą wynajęli mieszkanie od znajomych, sami gotowali.

- Dziewczynki czasem pewnie wzdychają za zagranicznymi wyjazdami, zwłaszcza jak słyszą o nich od kolegów czy koleżanek. Ale ja staram się, aby wakacje miały radosne, niezależnie od miejsca - mówi Kasia.

Dziecko dostaje 500 złotych. I na co je wydamy?

Katarzyna jeszcze nie wie, jak spożytkuje pieniądze, które dodatkowo otrzyma na Julkę i Alę. Chociaż wie, na co będzie można je odłożyć.

- Odpadłyby mi problemy z wycieczkami szkolnymi. W tej chwili, jak babcia nie da, to moje dziecko na taką wycieczkę nie pojedzie. Część z tych pieniędzy przeznaczyłabym na odzież. Żeby mądrzej podejść do tego tematu, to z taką myślą, żeby zrobić zapas na następny sezon. Zimą kupić coś na lato, latem pomyśleć o zimie - mówi Katarzyna. Na pewno chciałaby zainwestować w przyszłość dzieci. Może założyć konto, gdzie można byłoby odłożyć, chociaż kilka groszy, na przyszłe studia. A jeszcze wcześniej, spróbować rozwinąć dziecięce zainteresowania.

W dzisiejszych czasach ciężko rodzicom spełniać pasje dzieci. Kiedyś przy świetlicach dzieciaki sklejały papierowe samoloty, bawiły się w modelarstwo. Nie było to kosztowne. Pasje dzisiaj naprawdę kosztują. Ala uwielbia tańczyć, widać, że ma do tego talent, tak samo zdolności aktorskie. Ale żeby to rozwijać, trzeba byłoby podejść profesjonalnie. Katarzyna chciałaby zapisać ją na lekcje tańca, może do szkółki teatralnej. Kiedy orientowała się w kosztach, okazało się, że zajęcia w studiu tańca dla dzieci, to, bez dowożenia, za spotkania dwa razy w tygodniu, około 160 złotych miesięcznie. W tej chwili to nierealne. Julia ma natomiast zdolności plastyczne, uwielbia lepić z modeliny. Mama chciałabym jej zapewnić chociaż te materiały, żeby mogła swoją pasję rozwijać. - Julka to nie słomiany ogień, podchodzi do swoich zainteresować bardzo poważnie. Potrafi ciułać złotówkę do złotówki, żeby przeznaczyć właśnie na te materiały. Dlatego chciałabym, aby nie musiała na to wszystko ekstra oszczędzać - mówi jej mama.

Jak dla każdej mamy, najważniejsze jest jednak dla niej, aby dzieci były zdrowe. A kiedy zdarzy się, że dopadnie je choroba, to zapewnienie najlepszej opieki. - Mnie przeziębienie jednego dziecka, kosztuje minimum 50 złotych, gros tego pochłania antybiotyk. Plus syropy, dodatkowe witaminy, lekarstwa osłonowe - wylicza. Przy starszej córce były też problemy ortopedyczne. Aby oszczędzić dziecku stresu i pomóc w szybszym dojściu do zdrowia, trzeba było zainwestować w prywatną opiekę.

- Moje koleżanki odkładają co miesiąc na konto 50, 60 złotych na wydatki związane z nagłą chorobą. To jest mądre rodzicielstwo. I z tych pieniędzy na pewno byśmy to odkładali. To byłoby na pierwszym miejscu na liście priorytetów - podkreśla Kasia.

Okiem psychologa: wszystko zależy od rodziny

Izabela Miracka, psycholog i kurator rodzinny z Bytomia, ma styczność z młodymi ludźmi pochodzącymi z różnych środowisk społecznych, o różnym statusie ekonomicznym i sytuacją rodzinną. Każda z tych grup inaczej interpretuje i opiniuje Ustawę „500 +”. Miracka przeprowadziła wywiad środowiskowy wśród 80 osób.

- Wykształceni, rozpoczynający samodzielne życie młodzi, jednoznacznie dewaluują ten pomysł poprawy polityki prorodzinnej - mówi psycholog. - W ich odczuciu, 500 złotych nie stanowi żadnej zachęty do tego, by założyć lub powiększyć rodzinę. Oczekują raczej wsparcia w zakresie poprawy ofert na rynku pracy, lepszych zarobków, preferencji bankowych na zakup mieszkania. Jednym słowem, nie chcą otrzymywać świadczeń socjalnych na dzieci. Woleliby, aby państwo wykorzystało ich potencjał w zamian za godziwe wynagrodzeni - dodaje. Z kolei w wypadku rodzin dysfunkcyjnych, jak mówi Izabela Miracka, wprowadzana w tej formie reforma, może przyczyni ć się do wzrostu różnego typu patologii.

- Badania psychologów społecznych jednoznacznie pokazują, iż klienci MOPR to osoby z tzw. wyuczoną bezradnością, mają największy problem właśnie z usamodzielnieniem się - mówi Miracka. Z jej obserwacji wynika, że często przez długotrwałe bezrobocie stają się marginalizowani i wykluczeni, dlatego zachodzi zagrożenie, iż niezależnie od tego, jaką kwotą pieniędzy będą dysponować, to i tak nie będą w stanie funkcjonować zgodnie z ogólnie przyjętymi normami społecznymi.

Jeszcze inaczej , możliwość pozyskania dodatkowych funduszy na rozwój dziecka postrzegają rodziny, w których jedno z dzieci jest chore i wymaga drogiego, specjalistycznego, długoterminowego leczenia lub rehabilitacji.

- Moim zdaniem właśnie ta grupa powinna byś objęta specjalnym wsparciem. Często obydwoje rodzice nie mogą podjąć pracy z uwagi na konieczność opiekowania się chorym dzieckiem. Bywają rozdarci pomiędzy dokonywaniem wręcz niehumanitarnych wyborów, takich jak na przykład zakup lepszego sprzętu rehabilitacyjnego, czy droższych leków kosztem rezygnacji z zapłacenia za wakacje dla drugiego zdrowego czy posłania go na inne, odpłatne zajęcia rozwijające zainteresowania i talenty - podkreśla psycholog. Jej zdaniem nie można więc dokonać jednoznacznej oceny proponowanej reformy. Tak naprawdę, czas ją zweryfikuje.

Program Rodzina 500 plus
Tak nazywa się podpisana w środę przez prezydenta RP ustawa z 11 lutego 2016 r. o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci. Zakłada przyznanie nieopodatkowanej kwoty 500 zł (netto) miesięcznie na każde drugie i kolejne dziecko, bez dodatkowych warunków. Comiesięczne wsparcie złoży się na roczną sumę 6000 zł netto dla każdego drugiego dziecka. Świadczenie będzie wypłacane rodzicom i opiekunom, do ukończenia przez dziecko 18 lat. Kwota 500 zł nie będzie wliczana do dochodu, przy ustalaniu innych świadczeń, m.in. rodzinnego, alimentacyjnego, czy zasiłku z pomocy społecznej. Jeśli rodzice są po rozwodzie, świadczenie przysługiwać będzie temu, który z dzieckiem mieszka i je utrzymuje.

Wzory wniosków gotowe

We wniosku rodzice, występujący o pieniądze mają podać swoje podstawowe dane: imię, nazwisko, PESEL, datę urodzenia, obywatelstwo, miejsce zamieszkania. Gdy ktoś nie ma numeru PESEL, wpisuje numer dowodu osobistego. Muszą też wymienić wszystkie dzieci, na które ubiegają się o świadczenie, podać ich numer PESEL, datę urodzenia i stan cywilny. W przypadku samotnej matki konieczny będzie odpis wyroku sądowego o alimenty, zaświadczenia od komornika o bezskuteczności ściągnięcia alimentów. Kiedy ojciec dziecka nie jest znany, trzeba załączyć odpis aktu urodzenia. Osoby płacące alimenty muszą udokumentować ich przekazywanie, gdyż to z kolei obniża dochód rodziny.

Magdalena Nowacka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.