Ekoterroryści wysadzili blok w Bielsku-Białej? Prokuratura wciąż nie wie, kto stoi za atakiem na Sarnim Stoku

Czytaj dalej
Fot. FOT. Łukasz Klimaniec
Jacek Drost

Ekoterroryści wysadzili blok w Bielsku-Białej? Prokuratura wciąż nie wie, kto stoi za atakiem na Sarnim Stoku

Jacek Drost

Czy to atak ekoterrorystów, porachunki deweloperów, a może głupi żart? Miesiąc po zawaleniu się bloku w Bielsku-Białej nadal więcej w tej sprawie pytań niż odpowiedzi.

Trzykondygnacyjny budynek w stanie surowym na bielskim osiedlu Sarni Stok zawalił się 17 lipca i już na drugi dzień było wiadomo, że do jego zawalenia przyczynił się wybuch butli z gazem, które tam były. Kilka dni później do zamachu przyznała się tajemnicza Brygada Wschód.

- Nadzwyczajne w tej sprawie jest to, że rzadko się zdarzało, by po zawaleniu się budynku pojawiał się głos z zewnątrz, przyznający się do całego zdarzenia. W Bielsku-Białej do tej pory nie było takiej sytuacji. To absolutna nowość - przyznał w rozmowie z DZ prokurator Jacek Boda, rzecznik bielskiej Prokuratury Okręgowej, która przejęła śledztwo w sprawie zawalenia się budynku od Prokuratury Rejonowej Bielsko-Biała Północ.

Ekolodzy: To na pewno nikt z nas

W mediach od razu pojawiły się stwierdzenia, że za zamachem stoją ekoterroryści i kolejna bariera została przekroczona. Jednak wśród mieszkańców osiedla niewielu jest takich, którzy uważają, że to „dzieło” obrońców przyrody.

Radosław Ślusarczyk z Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot, znanej z głośnych akcji na rzecz ochrony przyrody mówi, że o środowisko trzeba i należy walczyć, ale tylko i wyłącznie pokojowymi metodami, a zastosowane przez rzekomą Brygadę Wschód metody są absolutnie niedopuszczalne.

Tymczasem tajemnicza Bry-gada Wschód nie dość, że przyznała się do wysadzenia budynku, to jeszcze zażądała od dewelopera , by wstrzymał budowę kolejnych bloków, zagroziła także, że jeśli nie spełni jej żądań, to dojdzie do następnych aktów terroru.

„6 sierpnia macie wstrzymać roboty i wydać oświadczenie o akceptacji tych warunków! Do 31 października pozostałe bloki, które wciąż stoją, mają zostać rozebrane, plac budowy uprzątnięty, ogrodzenia zdjęte, a wy macie opuścić tę ziemię! A za kilka lat znów wyrośnie tam las, tak jak było kiedyś” - napisała BW w liście do czechowic-kiej firmy deweloperskiej DVL Group Progres, budującej domy m.in. na osiedlu Sarni Stok w Bielsku-Białej.

We wtorek, 7 sierpnia, dzień po tym, jak minął termin ultimatum, prace nie zostały wstrzymane - po skąpanej w słońcu budowie krzątali się robotnicy, co chwilę jakaś ciężarówka dowoziła materiały, wzniecając przy tym tumany kurzu. Po zawalonym bloku nie ma już praktycznie żadnego śladu - teren został odgruzowany, w ziemi można się tylko dopatrzyć betonowych fundamentów, z których jeszcze niedawno wyrastały ściany budynku.

Kilkadziesiąt dni po katastrofie także nadal więcej jest pytań niż odpowiedzi. Więcej plotek niż konkretów. A spekulacjom, kto mógł tego dokonać, w Bielsku nie ma końca. Ludzie uważają, że to sprawka niezrównoważonej osoby. Inni wskazują na porachunki między deweloperami. Jeszcze inni faktycznie wierzą, że z inwestorem bezkompromisową walkę prowadzą miłośnicy przyrody.

Zawalenie się bloku to także temat numer jeden wśród mieszkańców Sarniego Stoku. Ludzie chętnie snują różne teorie, ale do rozmowy z dziennikarzem mało kto się kwapi. - Jakby pan chciał zebrać wszystkie komentarze, to brakłoby gazety - mówi mi mężczyzna mieszkający na Sarnim Stoku od 29 lat. I dodaje: - Nikt normalny tego nie zrobił. To sprawa dla psychologa.

Prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Sarni Stok Grzegorz Kowalewski przyznaje, że psychozy strachu na osiedlu nie ma, ale jest pewien niepokój.

- Nawet jeśli ktoś jest przeciwny jakiejś inwestycji, to nie powinien działać takimi metodami - mówi prezes SM Sarni Stok.

Ale ludzie przyznają, że osiedle się rozrasta, a to źle. - Jako mieszkaniec tego osiedla od 30 lat, jestem bardzo niezadowolony, bo zabrano mi ciszę - mówi bez ogródek starszy mężczyzna, który przedstawia się jako „Mietek z dziewiątki”. Dodaje, że jeszcze kilka bloków deweloperskich można było zaakceptować, ale jak zaczęły powstawać kolejne i kolejne, ludzie zaczęli się wkurzać. Wspomina, że kiedyś na pobliskich łąkach można było pospacerować, poopalać się, a teraz nawet nie ma gdzie psa wyprowadzić, bo deweloperskie budynki zostały odgrodzone płotem i szlabanami. - Betonowe getta powstały - mówi pan Mietek. Jego zdaniem do zawalenia budynku nie przyczynili się obrońcy przyrody, lecz to efekt porachunków deweloperów. - Termin minął i nic się nie stało. Mniemam, że zrobiła to konkurencja, która przegrała przetarg o ten teren - dodaje pan Mietek spod dziewiątki.

W dalszej części:

  • Co ludzie sądzą o sprzedaży mieszkań
  • O jesiennym podpaleniu
  • Co Brygada Wschód mówi o jakości budownictwa
Pozostało jeszcze 45% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Jacek Drost

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.