Euro, skok cywilizacyjny, w którym Górny Śląsk nie wziął udziału

Czytaj dalej
Marek Twaróg

Euro, skok cywilizacyjny, w którym Górny Śląsk nie wziął udziału

Marek Twaróg

Euro 2016 to nie tylko Lewandowski, mecze i gwiazdy, nie tylko wielkie emocje, Francja w kryzysie i obawy o zamachy. To także symboliczne zamknięcie ery Euro 2012, imprezy, która miała dać Polsce nowy impuls, nowe otwarcie i nowe możliwości, jak to się pięknie wtedy mówiło.

Dziś pewnie wielu nawet nie pamięta, kto został mistrzem Europy (choć pewnie wszyscy pamiętają, że Polsce nie wyszło), jednak śladów operacji Euro 2012 nie da się nie zauważyć. Bez wątpienia był to skok cywilizacyjny na tle ostatniego ćwierćwiecza. Ktoś wyliczył w twardej gotówce, że choć wydaliśmy wtedy na te mistrzostwa 100 miliardów złotych (cała infrastruktura), to i tak udało się wyjść na niewielki plus. A zysków promocyjnych i tych wynikających z przyspieszonego doszlusowania kraju do europejskiej normy - autostrady, lotniska, stadiony, centra miast - w ogóle nie sposób zliczyć i nie sposób nie docenić.

Prawdopodobnie znajdą się wśród Państwa tacy, którzy mi po prostu nie uwierzą. Lecz to prawda: przed Euro 2012 nie było porządnego lotniska we Wrocławiu; nie było autostrady A2 z zachodu do Warszawy, oczywiście nie było ani jednego w Polsce porządnego stadionu. Więcej: jedynym stadionem, który mógł być wtedy areną takich mistrzostw, był Śląski w Chorzowie. I to ten stary chorzowski stadion, rzecz jasna bez dachu, z jedną piętrową trybuną. Już wtedy przestarzały. Z dzisiejszej perspektywy - zabytek.

Pewnie domyślają się Państwo, do czego zmierzam. Zaplanowano wtedy w Polsce 219 inwestycji. Miały one w czerwcu 2012 roku odmienić nasz kraj, gospodarkę narodową w ogóle, a regiony i miasta, a nawet dzielnice - w szczególe. Wśród tych inwestycji - Stadion Śląski jako rezerwowy na mistrzostwa (po słabych staraniach Chorzowa i Górnego Śląska najpierw, a potem skandalicznej decyzji, że Śląski nie będzie areną Euro). Wśród tych inwestycji także - autostrada na północ, którą to mieliśmy ze Śląska pędzić nad morze w góra pięć godzin.

Dziś, po czterech latach od Euro i ponad dziewięciu od decyzji, że Polska będzie gospodarzem mistrzostw, nie ma stadionu i nie ma autostrady na północ na odcinku - a to pech - od Pyrzowic do Łodzi.

Chciałoby się pojęczeć, że był Śląski Narodowy, a jest żaden, i znowu postawić pytanie, czy w ogóle dzisiaj jego dalsza budowa ma sens. Lecz może warto zadać sobie w ten radosny dzień rozpoczęcia mistrzostw we Francji inne pytanie. O to, jak bardzo wielki skok cywilizacyjny zaklęty w hasło „Euro 2012 w Polsce”, ominął Góry Śląsk. I czy na pewno ówcześni marszałkowie, wojewodowie, prezydenci miast i starostowie śpią dziś spokojnie. I czy widzą, że to właśnie był moment, gdy Polska zaczęła nam uciekać.

Jestem na Twitterze:
@MAREKTWAROG

Marek Twaróg

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.