Ewa Wachowicz: Śląska kuchnia jest charakterna i ma piękną tradycję

Czytaj dalej
Maria Olecha-Lisiecka

Ewa Wachowicz: Śląska kuchnia jest charakterna i ma piękną tradycję

Maria Olecha-Lisiecka

O tym, dlaczego warto jeść kasze i domowe ciasta, ile Polacy wiedzą o zdrowym odżywianiu i przygotowaniach do kolejnej górskiej wyprawy, mówi Ewa Wachowicz, Miss Polonia 1992, autorka programu „Ewa gotuje” i jurorka w „Top Chefie”

W jednym z ostatnich programów „Ewa gotuje” gotowała pani śląskie dania. W opinii wielu osób jest to ciężka i tłusta kuchnia, dlatego współczesne gospodynie na Śląsku coraz częściej od niej odchodzą. A jak pani ją ocenia?

Uwielbiam kuchnie regionalne. A śląska jest chyba najbardziej charakterna. W śląskich domach gotuje się świetnie. Nie zgadzam się, że kuchnia śląska jest ciężka i tłusta. To mit, który wziął się stąd, że śląski obiad musi być porządny, solidny, że trzeba nakarmić mężczyzn, którzy ciężko pracują. Tymczasem to jest po prostu porządny obiad. Sycący. Przecież np. karminadle takie są. Rolada też. Ale rolady nie je się na co dzień. Rolada, kluski i modra kapusta to obiad świąteczny, niedzielny. Śląski deser - szpajza - jestem nim zachwycona. Jest bardzo lekki. To takie śląskie tiramisu. Czy o śląskich kołaczach można powiedzieć, że są ciężkie? Absolutnie nie! Nie ma zdrowszego ciasta od drożdżowego. Albo taka wodzionka: woda, chleb, czosnek. Samo zdrowie.

Śląska kuchnia ewoluowała, czerpie z innych. To dobrze?

To, że kuchnie się przenikają, jest piękne. I naturalne. W Krakowie są elementy kuchni żydowskiej, bardzo silne, bo przecież w Krakowie jest Kazimierz, dzielnica żydowska. I ja traktuję tę kuchnię żydowską jak moją. Karp po żydowsku jest na moim wigilijnym stole. I on jest mój! Krakowski! (śmiech).

Swoją najnowszą książkę „Ciasta” poświęciła pani deserom. Tymczasem zewsząd dochodzą głosy, że jemy za dużo cukru. Alarmują lekarze, dietetycy...

Tego cukru jest za dużo w diecie codziennej, nie w ciastach. Mnóstwo produktów jest słodzonych ukrytym cukrem. Proszę wziąć taki jogurt light i spojrzeć na etykietę. Syrop glukozowo-fruktozowy. On jest w wielu codziennych produktach. Tego jemy za dużo. Dlatego zawsze mówię, żeby czytać skład produktów, zwracać uwagę na etykiety. A że lubimy jeść słodkie rzeczy? Nic w tym złego. Przecież ciast nie jemy codziennie. Ciasta piecze się na weekendy, na przyjęcia rodzinne. To piękna polska tradycja. Na Śląsku też. Niedawno zadzwonili do mnie znajomi z Rybnika i mówią: „Ewuniu, córka kończy 17 lat. Jaki tort jej upiec? Podpowiedz jakiś przepis”. Czy to nie piękne? Warto tę tradycję pieczenia ciast kultywować.

Promowała pani swoją najnowszą książkę na I Śląskich Targach Książki. Miała pani okazję zobaczyć Katowice?

Jestem zachwycona Katowicami. Bardzo się zmieniły. Budynek, w którym odbywały się targi (Międzynarodowe Centrum Kongresowe - przyp. red.) jest przepiękny architektonicznie. Zresztą całe otoczenie Spodka z nowymi budynkami, infrastrukturą, drogami - świetnie to wygląda. A sama hala wystawiennicza - supermiejsce. Zazdroszczę Katowicom, bo w Krakowie takiej nie mamy (śmiech).

W programie często gotuje pani zupy i poleca je na jesienno-zimowe obiady. A ja mam wrażenie, że w polskich domach zupa na stole gości rzadko. Dziś obiad to właściwie tylko drugie danie. I to takie przygotowane na szybko.

Uwielbiam zupy! Często je gotuję. Potrafię mieć nawet dwie, jak ostatnio: rosół i krupnik. Moja babcia i mama zawsze gotowały zupy, wyniosłam to więc z domu. Ale wszyscy żyjemy szybciej, pracujemy więcej. Zupa, taka uczciwa, powinna być na wywarze z jarzyn albo na kościach, to wymaga więcej zachodu, czasu. Łatwiej i szybciej jest ugotować ziemniaki, usmażyć kotleta i zrobić jakąś surówkę. Są zupy szybkie jak dyniowa, czy wszelkie kremy, które się po prostu miksuje. Ale już kapuśniak, grochówka, krupnik, barszcz czerwony, żurek wymagają więcej pracy. Chociaż z żurkiem jest tak, że trzeba się nauczyć robić zakwas i mieć go w domu. Wtedy żurek gotuje się łatwiej i szybciej. Mamy takie bogactwo zup w polskiej kuchni, że żal z tego nie korzystać. A trudność ich wykonania jest tylko w głowach.

Za to kasze wróciły do łask. Polacy znowu je jedzą. Chętnie zastępują nimi ziemniaki i ryż. Z czego, pani zdaniem, to wynika?

Kasze uwielbiam i polecam wszystkim. Na jesienno-zimowe posiłki są doskonałe, bo to wysokoenergetyczny produkt. Kasza jaglana czy pęczak z ulubionymi warzywami nadają się świetnie nie tylko na obiad, ale też na przekąskę. Dawniej jedzono jej dużo. Teraz znowu wraca do łask. Ale proszę zauważyć, że nie jemy już kaszy, ale kaszotto, np. kaszotto z borowikami i rukolą.

Brzmi pysznie!

Prawda? (śmiech) „Zwłoszczenie” kaszy sprawiło, że chętniej po nią sięgamy. Podobnie było z ryżem i risotto.

Jak ocenia pani świadomość Polaków dotyczącą zdrowego, mądrego odżywiania się?

Uważam, że w ostatnich latach bardzo wzrosła świadomość Polaków dotycząca jedzenia. Sporo podróżujemy. Skosztowaliśmy innych kuchni. Coś nam zasmakowało, ale też bardziej doceniamy polskie produkty, naszą kuchnię. Jest internet, są blogi kulinarne, są programy o gotowaniu. W efekcie domagamy się dobrych produktów. I to widać w sklepach, nawet w dyskontach. Można kupić bez problemu świeże awokado, świeżego łososia, dobrego dorsza albo pstrąga, standardem są świeże zioła. Nawet świeży imbir i trawa cytrynowa. Wydaje mi się, że okres zachłyśnięcia się fast foodami, blichtrem mamy za sobą. Teraz Polacy wiedzą, co chcą jeść. I chcą sami gotować, co mnie bardzo cieszy.

Gadżety kuchenne to już chyba pani znak rozpoznawczy. Ma pani jakiś ulubiony?

Jestem gadżeciarą (śmiech). Uwielbiam gadżety w kuchni. Mam ich mnóstwo. Czasem coś kupię, użyję raz i leży w szufladzie, ale są gadżety jak miarka i siekaczka, których używam często. Bo są praktyczne.

Wielokrotnie podkreślała pani, że lubi jeść, nie odmawia sobie ciast, a mimo to wygląda pani świetnie. Może pani zdradzić sekret szczupłej sylwetki?

To nie jest tak, że ta sylwetka bierze się z niczego, a rozmiar 38-40, od lat ten sam, mam ot, tak! Ja się mądrze odżywiam. Bardzo pilnuję posiłków. Jem regularnie co 2-3 godziny, mniej, ale częściej. Nie dopuszczam do tego, żeby czuć głód. Po godzinie 18 staram się nie jeść już dużych posiłków, jedynie małe przekąski. Pilnuję, aby jeść obiad ok. 15-16. A jesienią i zimą nawet jem dwa posiłki na ciepło: śniadanie i obiad. Jeśli wiem, że będę gdzieś w drodze, to biorę jedzenie ze sobą, chociażby przekąski. Poza tym bardzo dużo ćwiczę. Dużo się ruszam: czasem to po prostu spacer, czasem joga, biegam, zimą jeżdżę na nartach, albo chociaż w domu ćwiczę na orbitreku. Poza tym góry to moja pasja, więc sporo chodzę po górach. Generalnie nie odpoczywam, pilnuję tego, aby się ruszać.

Pani wielką pasją są góry. Jaki kolejny szczyt planuje pani zdobyć?

Przede mną wyprawa do Chile i zdobycie szóstego klejnotu do Korony Wulkanów Ziemi - Ojos del Solado. Prawie 7 tysięcy m n.p.m. Jeśli wszystko się uda, to w marcu 2016 roku czeka mnie właśnie taka wyprawa. Potem zostanie mi tylko zdobycie wulkanu na Antarktydzie.

Jeśli jesteś zainteresowany ofertą kliknij w ten link

W3Schools

Maria Olecha-Lisiecka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.