Futbol i przeżycia pokoleniowe. A co Państwo pamiętają?

Czytaj dalej
Marek Twaróg

Futbol i przeżycia pokoleniowe. A co Państwo pamiętają?

Marek Twaróg

A Państwo który mecz pamiętają najbardziej? Pytam wszystkich, bo to przecież nie o sporcie zagajenie. Nie tylko do kibiców i znawców futbolu. Nie chodzi o taktykę, kiwkę, formację defensywną i ofsajdy, chodzi o euforię i rozpacz, dumę i wściekłość, przeżycie pokoleniowe, o mecze, którymi żyli wszyscy bez względu na to, czy wiedzą, co to korner.

Pamiętają Państwo z pewnością ten świetny bon mot: „Są ludzie‚ którzy uważają‚ że futbol to sprawa życia i śmierci. Jestem takim podejściem rozczarowany. Futbol jest dużo ważniejszy” (Bill Shankly, szkocki piłkarz i trener). O takie mecze mi właśnie chodzi, kiedy wydawało się, że nie ma spraw ważniejszych.

Może ten na wodzie w 1974, kiedy szliśmy po złoto, ale Niemcy we Frankfurcie na zatopionym po ulewie boisku pozbawili nas marzeń. Ile ja się o tym naczytałem „za łebka”, ile słyszałem w domu. Ile żalu i poczucia straconej szansy! Kolejne pokolenie (moje) miało swój Frankfurt 8 lipca 1982 roku. Barcelona, drużyna Piechniczka gra półfinał z Włochami. Po 5:1 z Peru w grupie i potem 3:0 Bońka z Belgią (i 0:0 z ZSRR) śnimy o złocie. Puste ulice, wszyscy przy telewizorach. Ale wielki Paolo Rossi, wschodząca gwiazda włoskiego futbolu, pokazuje nam miejsce w szeregu. Dwa gole, koniec gry, będzie więc tylko mecz o trzecie miejsce. Ale i tak są bohaterami, wygrywają potem z Francją i są trzecią drużyną świata. Boniek, Szarmach, Lato, Smolarek, Matysik, Żmuda, Młynarczyk, ależ to były nazwiska.

Mieszkanie za czytanie

A może ta klęska z Brazylią 0:4 na koniec mistrzostw świata w Meksyku? Klęska, choć mogło być inaczej, gdyby słupek Tarasiewicza i poprzeczka Karasia z początku meczu były golami.

Na pewno wśród Czytelników DZ są ci, którzy pamiętają 1957 i popis Cieślika na Stadionie Śląskim z ZSRR. Na pewno są ci, którzy pamiętają Górnika z 1968 roku, kiedy w Manchesterze co prawda przegrał 0:2, ale chłopcy schodzili jak bohaterowie. George Best, Bobby Charlton i reszta United po meczu utworzyli szpaler i oklaskiwali naszych, a Huberta Kostkę najbardziej (proponuję Państwu powrót do tej wielkiej chwili poniżej - proszę zeskanować fotokod). A był jeszcze mecz niezwykły z Romą w 1970 roku…

Mistrzostwa Europy AD 2016 jeszcze się nie skończyły, ale już przeszły do historii polskiego futbolu i z pewnością staną się przeżyciem pokoleniowym dla dzisiejszych dzieci i nastolatków. Zazdroszczę im, to piękne chwile. Może to prawda, co podobno kiedyś powiedział Karol Wojtyła, że „Ze wszystkich nieważnych rzeczy futbol jest zdecydowanie najważniejszy”.

TWITTER: @MAREKTWAROG

Marek Twaróg

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.