Gadżety, czyli top 10 najdziwniejszych prezentów pod choinkę za 100 zł

Czytaj dalej
Sławomir Cichy

Gadżety, czyli top 10 najdziwniejszych prezentów pod choinkę za 100 zł

Sławomir Cichy

Kiedy zbliżają się święta, nerwowo robi się nie tylko w portfelach. Zaczyna się gonitwa myśli – co kupić najbliższym na prezent. Wystarczy pomyśleć, by znaleźć taki, który trafi w ich gusta. I nie zrujnuje naszych kieszeni. Oto 10 gadżetów w cenie do 100 zł.

1. Dla kawoszy. AeroPress

Prawdziwi smakosze kawy twierdzą, że jak już pić ten napój, to dobry albo żaden. I kupują kosztowne ekspresy, specjalną wodę, przyrządzają mieszanki arabiki i robusty, by zbliżyć się do ideału smaku, aromatu i barwy kawy w filiżance. Idąc tym tropem wymyślono AeroPress, czyli ekspres, w którym wytwarzamy ciśnienie sami, zastępując pracę pompy własnymi mięśniami.

Według legendy rozpowszechnianej przez producenta, jakość naparu, który możemy uzyskać z „plastikowej rury”, nie ustępuje jakości uzyskiwanej z ekspresów profesjonalnych, wartych kilka tysięcy złotych. Warto zatem sprawdzić prawdziwość tych zapewnień, bo AeroPress kosztuje w sklepach wysyłkowych poniżej 50 zł.

Oto jak wg instrukcji uzyskać wyśmienitą kawę:
1. Umieść jeden z dołączonych filtrów na dole AeroPressu.
2. Postaw AeroPress na górze ulubionego kubka do kawy.
3. Wsyp odmierzoną miarkę kawy do komory zaparzania.
4. Wlej gorącą wodę do komory zaparzania.
5. Za pomocą dołączonego mieszadła wymieszaj kawę i wodę.
6. Po 20 sekundach umieścić tłok w górnej części komory zaparzania i wciśnij go delikatnie.
7. Ciesz się doskonałą filiżanką kawy!

2. Dla globtroterów i urodzonych podróżników. LifeStraw

Co prawda sezon piknikowy dawno za nami, a wakacyjne wojaże po świecie to już archeologia, jednak właśnie teraz najlepiej robić zakupy sprzętu biwakowo-turystycznego, bo rozpoczyna się sezon promocji i wyprzedaży. Dlatego właśnie na święta proponuję zakup LifeStraw, czyli przenośnego filtra wody. Docenią go zwłaszcza ci, którzy lubią wędrówki w miejsca, gdzie dostęp do butelkowanej wody jest trudny. Nie wyobrażam sobie też ruszać się bez niego w tropiki.

LifeStraw filtruje wodę tak, że staje się zdrowa i zdatna do picia z rzeki, strumienia, a nawet błotnistej kałuży. Usuwa 99,9999 proc. bakterii przenoszonych przez wodę, a także cały szereg innych pasożytów, w tym tak groźne dla zdrowia i życia ameby. W przeciwieństwie do filtrów, które regularnie wymagają wymiany, LifeStraw filtruje co najmniej 1000 litrów skażonej wody, więc jeśli codziennie będziemy uzdatniać nawet 8 szklanek wody do picia, to filtr wystarczy na trzy lata użytkowania non stop! Filtr można mieć podczas wędrówki zawsze przy sobie, w czym pomaga wygodna smycz, a całość waży tylko 60 g. Nie zawiera substancji chemicznych, nie wymaga zasilania lub części zamiennych. Po wyjęciu z opakowania jest skuteczny przez 5 lat. Cena w promocji poniżej 50 zł.

3. Dla niewolników komórek. Zestaw głośnomówiący

Za oknem plucha, okna w aucie zaparowane, bo jeszcze klima na dobre nie osuszyła wnętrza, a tu w kieszeni dzwoni komórka. Normalnie można by zrezygnować z odebrania połączenia, ale na wyświetlaczu pojawia się do wyboru: „szef”, „mama”, „kluczowy klient” albo jeszcze gorzej, czyli „żona” lub „teściowa”.

I jak nie odebrać, choć na liczniku 60 km/h, niewiele widać na drodze, a zegary od włączających się samochodowych systemów bezpieczeństwa świecą jak choinka? To naturalnie pytania retoryczne, bo codziennie, zwłaszcza o poranku, widać kierowców jadących wężykiem z telefonem przyklejonym do ucha. To naprawdę niezrozumiałe zachowanie w dobie taniej elektroniki i trudno o bardziej niedorzeczną wymówkę jak: nie lubię słuchawek...

Dziś swobodnie można rozmawiać przez interkom, z którym telefon komórkowy łączy się bezprzewodowo za pomocą bluetootha. Ręce wolne, a komfort doskonały. No i cena urządzeń zaczyna się poniżej 60 zł. W pudełku jest urządzenie, bateria (10 godz. rozmowy) i ładowarka. Czego chcieć więcej?

4. Dla tych, którzy co roku postanawiają się odchudzać. Fatmagnet

Po świętach zaczynam odchudzanie. Postanowienie na Nowy Rok – zrzucę kilka kilogramów. Co roku te same postanowienia i te same porażki. Ale oto pojawił się na rynku „Fatmagnet”, czyli magnes do tłuszczu. Wystarczy go zamrozić i jest gotowy do użycia. Po włożeniu do garnka ściąga tłuszcz pływający w zupie, zawarty w sosie i gulaszu. Kosztuje ok. 9 euro w internetowych sklepach wysyłkowych.

Czy jednak rosół bez pływających oczek będzie smakował równie dobrze? A czy ktoś powiedział, że odchudzanie to czysta przyjemność jak jedzenie?

5. Dla artystów ekologów i miłośników ziół. Sprout-Pencil

Oto gadżet trzy w jednym. Po pierwsze: zwykły ołówek o dowolnej twardości, więc każdy znajdzie coś dla siebie, od kreślarzy po szkicowników oraz uczniów. Po drugie: lekarstwo dla nerwowych, którzy notorycznie gryzą przybory do pisania. Specjalne zakończenie ołówka sprawia, że wbijanie w niego zębów jest nieciekawe smakowo i pomaga zerwać z tym brzydkim nałogiem.

Wewnątrz jest bowiem specjalna „niesmaczna” mieszanina nawozów z zatopionymi nasionami. I to właśnie trzecia funkcja ołówka „Sprout pencil”.

Kiedy już ołówek zostanie wypisany do tego stopnia, że trudno wygodnie go używać, wystarczy umieścić pozostały fragment w doniczce zaostrzonym końcem do góry tak, by nasiona w otoczce mineralnej były przysypane ziemią. Regularnie podlewane – wykiełkują.

Ołówki pakowane są najczęściej po 8 sztuk. A wśród nasion oferowanych do zasadzenia w tak nietypowy sposób są: bazylia, kolendra, koper, mięta, pietruszka, szałwia, rozmaryn czy tymianek.

Czy to bezpieczny pomysł na uprawianie ziół w domu i czy nie dochodzi do wydzielania się jakichś szkodliwych substancji? Producenci zapewniają, że jest to w pełni ekologiczny produkt.

6. Dla lubiących kąpiel w pianie. Bubble bath machine

To nie tylko ciekawy łazienkowy gadżet, ale też niebanalny prezent, zwłaszcza z szampanem i truskawkami. Mowa naturalnie o maszynie do robienia w wannie piany. Brzmi banalnie i nieciekawie, ale tylko dla tych, którzy nigdy nie usłyszeli od swojej dziewczyny, narzeczonej, żony lub kochanki (niepotrzebne skreślić): – Kochanie, zrób mi kąpiel z pianą.

Ci, którzy próbowali ręcznie wytworzyć pianę, wiedzą, jaka to ciężka praca i niełatwe zadanie. Ale nie z Bubble bath machine. Wystarczy napełnić ją płynem do kąpieli i wodą, nacisnąć przycisk on/off (działa na baterie) i odprężyć się w oczekiwaniu na wannę pełną piany. Czyż to nie idealny prezent. Trzeba jeszcze tylko dokupić szampana i truskawki, a na pewno Ona uzna wieczór za udany. Cena gadżetu to ok. 70 zł.

7. Dla amatorów surowej ryby po japońsku. Sushi maker.

Rodzajów sushi jest chyba tyle, ilu mistrzów tej sztuki. U nas najpopularniejsze są maki-sushi, czyli rolowane albo zwijane.

Jedzenie, a wcześniej przygotowanie sushi, to w Japonii rytuał. Tradycyjnie powinno być jedzone palcami do ostatniego kęsa, by nic nie zostało na talerzu. W naszych restauracjach gościom podaje się do sushi pałeczki, bo tak się przyjęło jeść tę potrawę w kulturze Zachodu.

Naturalnie nieodzowny jest do maczania sushi sos sojowy i dla zaostrzenia smaku–zielony chrzan wasabi. Do oczyszczenia kubków smakowych służy marynowany imbir, spożywany w małych ilościach między kolejnymi rodzajami potrawy. Jedno wyjście do sushi baru, to wydatek rzędu 100 zł, dlatego coraz popularniejsze są gotowe, tańsze dania z supermarketów.

Jednak warto pokusić się o samodzielne wykonanie maki sushi w domu. Przepisów w sieci Jest mnóstwo, w tym na kalifornijską odmianę z awokado, krabowymi paluszkami i ogórkiem. I nie trzeba być mistrzem, by się udały. Wystarczy zaopatrzyć się w „Sushi maker”,który działa niczym maszynka do skręcania papierosów, formując idealne maki-sushi. W polskich sklepach wysyłkowych kosztuje ok. 40 zł. Idealny prezent dla amatorów surowej ryby po japońsku.

8. Dla przyszłych wirtuozów gitary. Pocket Strings Portable Guitar Practice Tool

Oto gitara, która mieści się w kieszeni i pozwala ćwiczyć chwyty w każdych warunkach, a przy tym kosztuje ułamek ceny prawdziwej. Jeśli masz w domu gitarzystę lub pociecha męczy cię, że chce nauczyć się grać i potrzebuje instrumentu do ćwiczeń również poza domem, powinieneś czym prędzej kupić Pocket Strings Portable Guitar Practice Tool. To pierwsze zdanie z ulotki reklamowej gadżetu wymyślonego, jak twierdzi producent, i dla amatorów, i dla zawodowców.

Dlaczego? Bo pozwala ćwiczyć wszędzie. W autobusie, na spacerze, przed telewizorem, a w skrajnym przypadku, co pokazuje film reklamowy zachwalający ten gadżet, nawet pod stołem konferencyjnym podczas narady w firmie. Pocket Strings Portable Guitar Practice Tool ma prawdziwe progi i struny gitarowe, które można regulować i wymieniać.

Po złożeniu zmieści się w kieszeni. Ale najważniejszą jego zaletą jest to, że mimo ćwiczenia akordów, jest bezgłośny dla otoczenia i zdecydowanie daje lepsze efekty niż podczas prób podejmowanych za pomocą aplikacji na smartfony. Nic bowiem nie zastąpi trzymania w dłoni prawdziwego gryfu. Cena gadżetu to dziś mniej niż 50 złotych.

(Niestety, ten gadżet ma też jedną podstawową wadę. Po jego zakupie trudno znaleźć wymówkę, by nie ćwiczyć. Ale to już chyba temat na inną historię.)

9. Dla tych, co lubią mieć zapas energii, albo gdy zabraknie pomysłów na prezent. Solarna ładowarka

Niedługo ferie, a potem wakacje, czyli czas wyjazdów w bliższe i dalsze plenery, działki i inne biwaki. Jest coś sprytnego, co pomoże nam być zawsze w kontakcie.

Za oknem raczej jesienna szaruga niż wakacyjne słońce, niełatwo więc będzie mi dziś zachwalać gadżet przeznaczony w głównej mierze dla globtroterów, obieżyświatów albo choćby rowerowych maniaków, którzy korzystają z GPS i muszą mieć zapas energii do jego zasilania. Coraz więcej firm proponuje gadżet zwany bankiem energii.

Wystarczy podłączyć do niego urządzenie mobilne takie jak telefon, GPS czy tablet, by móc je w pełni naładować nawet pod namiotem w środku lasu albo podczas spływu kajakiem po rzece.

Jednak prawdziwym hitem mogą okazać się banki energii ładowane nie z gniazdka, a czerpiące energię ze słońca. Ogniwa fotowoltaiczne staniały na tyle, że ładowarki słoneczne można kupić na polskich portalach ogłoszeń drobnych albo aukcyjnych za niecałe 50 zł. Naturalnie dostępne są też urządzenia dla gadżeciarzy. Ale za innowacyjność i ciekawy wzór trzeba czasem słono zapłacić.

10. Dla tych co nie maja warunków by trzymać zwierzęta. Digipod - Tamagotchi XXI wieku

Oto Tamagotchi XXI wieku, czyli gadżet, dzięki któremu roślina może porozumieć się z właścicielem i poskarżyć na złe traktowanie, sama przypomina o zasileniu poidełka, tak jak to robi pies, kiedy wyschnie miska. Niejaki Junyi Heoza zaprojektował niezwykły gadżet, którym jest naszpikowana elektroniką doniczka. Mierzy ona stan jakości gleby, temperaturę, nawodnienie, wilgotność powietrza i jeśli warunki są sprzyjające – poprzez ekran LCD umieszczony w doniczce pojawia się uśmiech.

Jeśli jest sucho i roślina marnieje, na ekranie pojawia mina wyrażająca złość. Może być też zatroskanie, zdziwienie. Gama piktogramów określających nastrój jest zresztą dość szeroka. To tak naprawdę to rozwinięcie pomysłu Tamagotchi, czyli elektronicznego zwierzątka w breloku.

Cena gadżetu na razie jest nieznana, ale może w przyszłym roku trafi do sklepów, dlatego już dziś warto wpisać go do poszukiwanych prezentów.

Wesołych Świąt

Sławomir Cichy

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.