Gang przebierańców wysłał fałszywego oficera ABW do „Głosu Wielkopolskiego”. Chcieli zablokować artykuł o poznańskim urzędniku - szefie WIF

Czytaj dalej
Fot. Dariusz Gdesz
Łukasz Cieśla

Gang przebierańców wysłał fałszywego oficera ABW do „Głosu Wielkopolskiego”. Chcieli zablokować artykuł o poznańskim urzędniku - szefie WIF

Łukasz Cieśla

„Gang przebierańców”, czyli grupa osób podających się za oficerów SKW, ABW i CBA, wyłudzająca pieniądze od przedsiębiorców, dotarła również do „Głosu Wielkopolskiego”. Gang próbował zniechęcić nas do pisania o Grzegorzu Pakulskim, Wielkopolskim Wojewódzkim Inspektorze Farmaceutycznym. Instytucja, dla której pracuje Pakulski, ma bardzo ważne zadania: nadzoruje rynek leków i aptek. Gang wysłał do nas fałszywego oficera ABW, bo chciał ugrać własne interesy na rynku leków. - Niech pan zostawi temat, bo Grzegorz Pakulski to nasz człowiek. Jako ABW ochraniamy szefa WIF – przekonywał mnie fikcyjny agent ABW.

Ta historia mogłaby posłużyć za scenariusz filmu sensacyjnego. Albo komedii. Fikcja miesza się tutaj z rzeczywistością. Rzecz dotyczy „gangu przebierańców”, który m.in. podszywał się pod oficerów polskich służb specjalnych. Twórcami grupy, zdaniem prokuratury, byli ratownik medyczny oraz fotograf mody. Ale wśród 13 oskarżonych są także prawdziwi byli oficerowie służb, którzy najwidoczniej postanowili dorobić do emerytury. Na ławie oskarżonych zasiadają także prawnicy, w tym Andrzej K., były minister sprawiedliwości w rządzie Marka Belki. Pojawiają się ponadto wątki polityczne, dotyczące polskiej prawicy, w tym PiS.

Czytaj też: Do zatrzymań ws. gangu przebierańców doszło w 2018 roku. Zarzuty dostali m.in. prawnicy i ludzie służb

Katowicka prokuratura zarzuciła oskarżonym, że okłamywali różnych przedsiębiorców i instytucje państwowe. Chcąc zarobić, podawali się za ludzi służb – SKW, ABW i CBA oraz chwalili się swoimi wejściami w prokuraturze, służbach i różnych instytucjach. Próbowali zarabiać między innymi na handlu lekami. Ich proces rozpoczął się w ubiegłym roku w Sądzie Okręgowym w Warszawie.

Gang wydawał fałszywe wyroki. Zobacz film

Szef wielkopolskich aptekarzy domagał się łapówki i powoływał się na swoje wpływy w WIF

Działalność „gangu przebierańców” ma również wielkopolskie wątki. Żeby zrozumieć kontekst, cofnijmy się do 2015 roku.

Poznańska policja zatrzymała znanego w mieście Tadeusza B., który wówczas był szefem wielkopolskiego samorządu aptekarskiego. Postawiono mu zarzuty korupcyjne, bo od poznańskiego farmaceuty domagał się łapówki za zgodę na otwarcie jego sieci aptek. Tym farmaceutą był Andrzej M., któremu wcześniej zamknięto apteki, bo zarzucano mu nielegalny wywóz leków z Polski. Andrzej M. przy pomocy policji nagrał szefa samorządu aptekarskiego.

Czytaj też: Szokujące szczegóły sprawy szefa poznańskich aptekarzy. Znamy nagrania jego rozmów

Tadeusz B. początkowo zaprzeczał, że domagał się łapówki za załatwienie zgody na otwarcie aptek. Przekonywał, że padł ofiarą „misternej prowokacji”.

Część środowiska aptekarskiego zaczęła go bronić w kuriozalny sposób. W internetowych komentarzach znajomi Tadeusza B. atakowali „Głos Wielkopolski” i niżej podpisanego, który pisząc o sprawie Tadeusza B. miałby działać „pod dyktando mafii lekowej”. Tadeusz B. był przedstawiany za to jako nieustraszony pogromca mafii wywożącej leki z Polski.

Dowody na winę Tadeusza B. były jednak oczywiste. Podsłuchy wskazywały, że poznański farmaceuta domagał się łapówki. W nagranej przez policję rozmowie snuł zresztą plany rozwinięcia korupcyjnego procederu. Opowiadał, że Wojewódzkim Inspektoratem Farmaceutycznym (WIF) w Poznaniu, który m.in. wydaje zgody na otwarcie aptek, kieruje "jego człowiek", czyli Grzegorz Pakulski. Z materiałów śledztwa wynikało też, że pomagał Pakulskiemu w wygraniu konkursu na szefa WIF.

Tadeusz B. twierdził również na nagraniach, że część łapówki („dwie dychy”) ma zostać przekazana szefowi WIF. Zaznaczył, że „Grzesiek o niczym nie wie”, ale w kontekście otwierania aptek zrobi to, co Tadeusz B. mu powie. Po naszych tekstach i przedstawieniu dowodów, Tadeusz B. przyznał się do próby wzięcia łapówki. Na przesłuchaniu tłumaczył, że miał „chwilę słabości”.

Czytaj też: Od "misternej prowokacji" do "chwili słabości". Tadeusz B. przyznał się do korupcji

Z kolei wojewoda wielkopolski, po naszych tekstach, rozważał odwołanie Grzegorza Pakulskiego ze stanowiska szefa WIF. Wtedy doszło do zaskakujących zdarzeń.

„Oficer ABW” próbuje zastraszyć dziennikarza, zwerbować, a przede wszystkim ochronić szefa WIF

Kilka lat temu, na mój służbowy numer komórkowy, zadzwonił nieznajomy mężczyzna. Powiedział, że ma ciekawy temat i chciałby się spotkać. Poza redakcją. Zaproponowałem mu istniejącą jeszcze wtedy restaurację „Monidło”, działającą niedaleko „Głosu Wielkopolskiego”.

Spotkaliśmy się po kilku dniach. Na kawie. Przedstawił się jako „Wiktor”. Nazwiska nie chciał podać. Co istotne, twierdził, że jest funkcjonariuszem ABW. Gdy poprosiłem o pokazanie legitymacji służbowej, odmówił.

- Jestem oficerem ABW. Mamy informację, że jako dziennikarz bierze pan łapówki od mafii lekowej. My ją zwalczamy wspólnie z inspekcją farmaceutyczną z Poznania, o której pan źle pisze. Stąd moja wizyta

– zaczął z „grubej rury”.

- Skoro ma pan informacje, że biorę łapówki od mafii, proszę czym prędzej iść z tym do prokuratury. Ale nic pan nie ugra, bo powiela pan bzdury wypisywane w internecie przez anonimowe osoby – odpowiedziałem rzekomemu agentowi ABW.

Gdy to usłyszał, zaczął grać rolę „dobrego policjanta”. Stwierdził, że w sumie ma inną sprawę.

- Znamy w ABW pana artykuły i jesteśmy pełni uznania. Ma pan świetną opinię w różnych kręgach

– po czym wymienił jakiś trzeciorzędny artykuł, który napisałem dawno temu. Gdy zwróciłem mu uwagę, że pisałem o ciekawszych historiach, „Wiktor” szybko znalazł wytłumaczenie, dlaczego mało o mnie wie.

- Nie nagrywa pan? Proszę tego nie robić. Właśnie wróciłem z zagranicznej misji. Szefowie polecili mi pilnie do pana pojechać. Nie zdążyłem więc zapoznać się ze wszystkimi pana tekstami. Chcemy, aby zaczął pan dla nas pracować, dla ABW. Będzie pan wraz z rodziną ustawiony do końca życia, służba o pana zadba. Nadal będzie pan dziennikarzem, a my będziemy podrzucać tematy. A czasami mówić, o czym nie może pan napisać. Przede wszystkim niech pan teraz odpuści temat Grzegorza Pakulskiego, szefa WIF. To nasz człowiek. My jako służby ochraniamy WIF i GIF. Wspólnie walczymy z mafią lekową wywożącą leki z Polski, działamy w słusznej sprawie.

Czytaj też: Szefowi WIF Grzegorzowi Pakulskiemu, po naszych artykułach, groziło odwołanie

„Wiktor” dalej opowiadał. O tym, że zaprasza mnie do Warszawy, do siedziby ABW. Tam poznam szczegóły pracy. Dostanę jakiś fikcyjny etat jako konsultant w jakiejś państwowej instytucji. Nikt z zewnątrz nie będzie wiedział o moim podwójnym życiu. Proponował też, że żebym wszedł do tworzonej przez nich partii politycznej. Prawicowej.

- To ma być taka alternatywa dla PiS, to znaczy trochę bliżej centrum. Byłby pan człowiekiem ABW w tej partii. Potrzebujemy zdolnych ludzi – przedstawiał kolejną możliwość.

- Pana propozycja zakłada złamanie wszelkich zasad dziennikarskich. Nie jestem zainteresowany – odpowiedziałem „Wiktorowi”.

"Wiktor z ABW" znowu dzwoni i proponuje współpracę ze służbami

Nasze spotkanie, trwające może z godzinę, dobiegło końca. „Wiktor” dopił kawę. Radził, żebym dobrze przemyślał jego ofertę. Zadzwoni za kilka dni. Po czym szybkim krokiem wyszedł z restauracji. Jako pierwszy, by nikt nas razem nie widział. Traf chciał, że po rozmowie z nim miałem umówione spotkanie w okolicy ronda Kaponiera. Idąc na nie widziałem, jak wsiada do białego mercedesa na krakowskich numerach rejestracyjnych. Ktoś na niego czekał. Po chwili odjechali. Tak, jak zapowiedział, zadzwonił za kilka dni. Pytał czy zmieniłem zdanie. Usłyszał kolejną odmowę. Kontakt się urwał.

Czytaj też: Pracownicy poznańskiej firmy Elektromis byli szkoleni przez służby specjalne?

Po rozmowie z nim zakładałem dwie opcje. Wersja pierwsza: zgłosił się do mnie prawdziwy oficer ABW, przy czym mało profesjonalny. Wersja druga: „Wiktor” był przebierańcem. Może chciał mnie nagrać. I gdybym przyjął ofertę, skompromitowałby mnie w internecie „jako dziennikarza na pasku ABW”.

Te historię, krótko po spotkaniu, opowiedziałem znajomym, którzy rzeczywiście pracowali w służbach.

- Jeśli ten człowiek nie chciał podać nazwiska i pokazać legitymacji, to podstawowy błąd z jego strony. Albo jest amatorem, a służby czasami takich zatrudniają. Albo podszywał się pod oficera ABW

– ocenili zgodnie moi rozmówcy.

Kim był „Wiktor z ABW”? Miał kłopoty z prawem i został zwerbowany przez „gang przebierańców”

O moim spotkaniu z „Wiktorem z ABW” do tej pory słyszało wąskie grono osób. Traktowałem to jako ciekawostkę. Przez kilka lat nie wiedziałem do końca, kim tak naprawdę był i kto go przysłał. Do czasu.

W zeszłym tygodniu znajomy podesłał mi tekst Piotra Nisztora z „Gazety Polskiej”. Opisał w nim działalność słynnego „gangu przebierańców”, których proces trwa w Warszawie. Sąd udostępnił Nisztorowi akta sprawy. Dzięki temu zagadka została rozwiązana.

Z tekstu Piotra Nisztora wynika, że „gang przebierańców” nie tylko powoływał się na wpływy w instytucjach państwowych i zarabiał pieniądze na naiwności przedsiębiorców. Gang werbował także niektóre osoby do współpracy. One wierzyły, że faktycznie zostają agentami służb specjalnych, dzięki czemu zyskają ochronę nad swoimi interesami.

Takim „agentem” został między innymi przedsiębiorca Daniel K. z Radomia. Miał kłopoty z VAT-em, bał się zatrzymania przez prokuraturę. Gdy dostał propozycję współpracy „od służb”, zdecydował się na zostanie „agentem”. Miesiącami wierzył, że wykonuje tajne zadania dla Służby Kontrwywiadu Wojskowego. To właśnie Daniel K. został wysłany przez „oficera prowadzącego” z misją do „Głosu Wielkopolskiego”.

- Daniel K. to zawodowy pokerzysta i przedsiębiorca, który był zamieszany w tworzenie karuzel vatowskich nie tylko w Polsce, ale również za granicą. Był przekonany, że współpracuje z prawdziwymi służbami – z SKW - i na ich zlecenie tworzy sieć spółek mające wyłudzać podatek VAT. Obecnie przebywa za granicą. Sam jestem ciekawy czy stawi się na przesłuchaniach w procesie przeciwko gangowi przebierańców. Z akt tej sprawy wynika, że K. otrzymał "rozkaz" wyjazdu do Poznania. Powiedziano mu, że może przedstawić się jako osoba związana ze służbami. Jego "misją" w tym przypadku było zablokowanie tekstu w "Głosie Wielkopolskim" na temat Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego. Po miesiącach współpracy, Daniel K. zaczął mieć wątpliwości, czy faktycznie współpracuje ze służbami, a jego "oficerowie prowadzący" nie są zwykłymi oszustami. Nabrał podejrzeń, bo prezesi powiązanych z nim spółek zaczęli zaczęli być zatrzymywani do sprawy dotyczącej wyłudzeń podatku VAT. Zgłosił się więc do prawdziwych służb i tak został jednym z głównych świadków w sprawie „gangu przebierańców"

- opowiada mi Piotr Nisztor.

Zamiana ciał w Luboniu - zobacz wideo:

Po rozmowie z warszawskim dziennikarzem, znajduję w internecie zdjęcie Daniela K. Siedzi za stołem do pokera, w rozpiętej koszuli, ogolona głowa. Widzę w nim „Wiktora z ABW”, który kilka lat temu próbował mnie zniechęcić do pisania o inspekcji farmaceutycznej.

Z tekstu Piotra Nisztora wynika również, że Daniel K., po rozmowie ze mną, napisał raport dla swojego „oficera prowadzącego”. W „raporcie dla SKW” chwalił się, że wykonał zadanie, czyli zablokował tekst o szefie WIF Grzegorzu Pakulskim. To jednak nieprawda. Daniel K. niczego nie zablokował. Tekst o WIF i Pakulskim, kolejny zresztą, ukazał się później w „Głosie Wielkopolskim”.

Czytaj też: Szef poznańskiego WIF pozorował walkę z mafią lekową? Tak twierdzą pracownicy WIF

„Gang przebierańców” zyskał wpływy w niektórych instytucjach. W tym w Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym w Warszawie

Zastanawiające jest to, dlaczego Daniel K. vel Wiktor z ABW, próbował zablokować nasze zainteresowanie WIF i Grzegorzem Pakulskim? I dlaczego ktoś wysłał go z taką misją do „Głosu Wielkopolskiego”?

Zapytaliśmy o to Grzegorza Pakulskiego, który nadal kieruje WIF w Poznaniu. Liczyliśmy, że powie nam o swoich przemyśleniach. Tym bardziej, że sprawa „gangu przebierańców” jest głośna w środowisku farmaceutycznym. Pakulski odpowiedział nam jednym zdaniem:

- Nie posiadam żadnej wiedzy w przedmiotowej sprawie – zapewniał nas w mailu szef WIF.

Czytaj też: Kulisy konkursu na szefa WIF w Poznaniu, który wygrał Grzegorz Pakulski

Odpowiedzi dostarczają za to akta sprawy „gangów przebierańców”.

Zdaniem prowadzącej śledztwo katowickiej prokuratury, grupę utworzyli 41-letni ratownik medyczny Przemysław W. i 44-letni fotograf mody Adam M. Do grona ich współpracowników prokuratura zaliczyła kilku mężczyzn, którzy faktycznie pracowali w służbach: UOP, ABW lub WSI. Wspólnie powoływali się na wpływy w służbach, w policji, w prokuraturze. Mieli oferować różnym firmom ochronę ze strony służb. W zamian za pieniądze.

Dlaczego gang zainteresował się akurat rynkiem leków?

Wszystko zaczęło się od Centrum Zdrowia Dziecka. Tam właśnie przed laty pracował Przemysław W. uznawany przez prokuraturę za współtwórcę „gangu przebierańców”. Od kilku lat ten ratownik medyczny miał rozpowiadać wśród znajomych, że tak naprawdę jest współpracownikiem, a potem agentem CBA. W tę opowieść uwierzył jego znajomy z Centrum Zdrowia Dziecka. Chodzi o Pawła Trzcińskiego, ówczesnego rzecznika CZD. Trzciński został potem rzecznikiem Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego. I to on właśnie miał zaprosić do GIF swojego znajomego Przemysława W. Tym samym wprowadził tam „gang przebierańców”.

Paweł Trzciński miał działać w „dobrej wierze”. Tak twierdził na przesłuchaniach. Ze swoim znajomym, o którym myślał, że faktycznie jest z CBA, snuł plany stworzenia w GIF „policji farmaceutycznej”. Celem byłaby walka z mafią lekową, która medykamenty potrzebne Polakom, wbrew przepisom, wywoziła za granicę.

Przemysław W. i pozostali przebierańcy szybko zyskali w GIF potężne wpływy. Organizowali tam spotkania z różnymi ludźmi, czuli się w gabinecie szefa GIF, jak u siebie. Wspólnie z nim mieli także kształtować politykę kadrową GIF. Ponoć mieli na tym polu sukcesy, bo kilka konkursów na nowego szefa GIF pozostało nierozstrzygnięte. Dzięki temu szef GIF Zbigniew N. zachowywał stanowisko. Podobnie jak szefowie wojewódzkich inspektoratów, w tym Grzegorz Pakulski z Poznania. Wszystko oczywiście pod szczytnymi ideami „walki z mafią lekową”.

Gdy w „Głosie Wielkopolskim” ukazywały się teksty niekorzystne dla Pakulskiego, a wojewoda wielkopolski rozważał jego odwołanie, szefa WIF zaciekle bronił właśnie Zbigniew N., szef GIF.

Dziś wiadomo, że inspekcja farmaceutyczna była pod kontrolą „gangu przebierańców”. Grupa „wsadziła” nawet do GIF swojego człowieka - Tomasza W., emerytowanego oficera ABW. Miał odpowiadać właśnie za walkę z mafią lekową. To dowód nie tylko na ich wpływy, ale także na ich znajomości wśród pracowników prawdziwych służb.

Były szef GIF sam trafił do aresztu. Za faworyzowanie firmy farmaceutycznej oraz pornografię z udziałem dzieci

Gdy gang działał w najlepsze, szefem GIF był wspomniany Zbigniew N. Cieszył się, że ma u siebie ludzi służb, co w jego oczach „miało podnosić prestiż GIF”.

Dlaczego gang i jego domniemany twórca Przemysław W. tak mocno trzymali się inspekcji farmaceutycznej? Dziennikarz Piotr Nisztor napisał w swoim tekście, że gang sam był powiązany z mafią lekową zarabiającej krocie na wywozie leków z Polski.

Wyprowadzili leki warte 15 mln zł. Zobacz film

Współpraca z GIF skończyła się na początku 2018 roku. Wówczas doszło do pierwszych zatrzymań w sprawie „gangu przebierańców”. Przemysław W. i Adam W., którym zarzucono stworzenie gangu, trafili do aresztu.

W trakcie śledztwa Przemysław W. był przedstawiany przez różne osoby jako agent CBA zatrzymujący przeciwników politycznych PiS. Jako patriota obracający się wśród nacjonalistów. Początkowo nie przyznawał się do mistyfikacji. Twierdził, że chciał poznać działanie różnych instytucji, w tym także ich słabe strony, by potem przedstawić to w doktoracie pisanym na warszawskiej SGH. Potem zaczął się przyznawać do zarzutów. Z kolei Adam W. nadal utrzymuje, że jest niewinny.

Kilka miesięcy po zatrzymaniach domniemanych członków „gangu przebierańców”, doszło także do zmian w GIF. W maju 2018 roku odwołano Zbigniewa N. Stanowisko stracił także rzecznik prasowy Paweł Trzciński. Wtedy jeszcze nie mówiło się, że wpuszczali do tej instytucji „gang przebierańców”.

Zbigniew N. sam ma teraz kłopoty z prawem. W październiku 2020 roku były szef GIF został zatrzymany przez CBA m.in. pod zarzutem przekroczenia uprawnień. Chodziło o to, że jako szef GIF łagodnie potraktował firmę farmaceutyczną, której jego podwładni zarzucali łamanie prawa. Zbigniew N. anulował niekorzystną decyzję dla jednej z hurtowni. W trakcie przeszukania na jego komputerze znaleziono ponadto pornografię dziecięcą. Trafił do aresztu.

Gang przebierańców wkręcał przedsiębiorców, że zapewni im „parasol ochronny służb specjalnych”

Wróćmy do gangu przebierańców. Wśród oskarżonych 13 osób są nie tylko dwaj domniemani szefowie grupy, którzy podszywali się pod oficerów SKW i ABW. Na ławie oskarżonych zasiadają także prawdziwi emerytowani oficerowie polskich służb.

W jaki sposób ratownik medyczny i fotograf mody, których oskarżono o założenie i kierowanie gangiem, dotarli do oficerów specsłużb? Tego nadal nie wiadomo.

Z zarzutów wynika za to, że gang dotarł między innymi do warszawskiej firmy z branży farmaceutycznej. Wprowadzała na polski rynek lek przeciwzakrzepowy. Miała kłopoty z prokuraturą, która prowadziła śledztwo w sprawie dotacji otrzymanej przez firmę. Poza tym pojawiły się trudności z wprowadzeniem leku. Spółka czuła się źle traktowana przez GIF.

Z pomocą przyszedł „gang przebierańców”. Umówili szefa firmy Krzysztofa P. z szefem GIF. Relacje uległy znacznej poprawie. Gang obiecał też firmie ochronę ze strony służb i wpisanie na „listę spółek strategicznych”. Oczywiście pod pewnymi warunkami. Spółka miała przekazać „służbom” 49 procent swoich udziałów. Ponadto zatrudniła u siebie dwóch wskazanych jej mężczyzn, którzy również zostali oskarżeni. Jeden z nich to emerytowany pracownik służb. Obaj zarabiali w firmie po ok. 10 tys. zł miesięcznie. Firma miała się również odwdzięczyć się poprzez pomoc w reaktywacji przemysłu stoczniowego. W ten wątek był zaangażowany kolejny oskarżony – Marek S. z Gdańska. To brat polityka dawnego ZChN, który kiedyś był bliskim współpracownikiem Jacka Kurskiego, obecnego prezesa TVP.

Czy służby skutecznie walczą z mafią lekową? Zobacz film

W tej historii jest zresztą więcej wątków politycznych. Niektórzy oskarżeni powoływali się na swoje kontakty w PiS i w ministerstwach. Założyli też fundację, której cele były zbieżne z programem partii rządzącej. Fundacja miała wspierać polski przemysł stoczniowy, „postawy patriotyczne”, „odkłamywać historię RP”.

Wśród oskarżonych były minister sprawiedliwości Andrzej K. Również jemu zarzucono powoływanie się na wpływy

Kolejna firma, którą wkręcono w „parasol ochronny służb”, działa w branży paliwowej. Jej obiecywano ochronę przed kłopotami ze strony skarbówki, intratne kontrakty z Orlenem i Lotosem, wpisanie na „listę spółek specjalnych”. Choć taka lista nie istniała, szefowie firmy paliwowej wierzyli, że na nią trafią. I tutaj padło hasło, że służby nie pracują za darmo i trzeba dawać na ich „fundusz specjalny”. Firma paliwowa zatrudniła u siebie dwóch oskarżonych, jeden pracował kiedyś w ABW, drugi w WSI.

Czytaj też: Nielegalne eksperymenty medyczne w poznańskim szpitalu przy u. Długiej? Trwa śledztwo prokuratury

Gang próbował również zyskać wpływy i umieścić swojego człowieka w Narodowym Instytucie Leków jako „pełnomocnika ds. ochrony danych osobowych” oraz w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju „jako łącznika z SKW”. Obie publiczne instytucje nie dały się nabrać. Również dlatego, że domniemany szef gangu Przemysław W. nie chciał pokazać legitymacji oficera służb.

Wśród oskarżonych, oprócz osób podszywających się pod oficerów służb oraz emerytowanych oficerów, jest kilku prawników. Najbardziej znany z nich to radca prawny Andrzej K., minister sprawiedliwości w rządzie Marka Belki. Jemu zarzucono, że wprowadził w błąd wspomnianego już szefa firmy farmaceutycznej, tej od leku przeciwzakrzepowego. Miał mu obiecać zorganizowanie spotkania w Prokuraturze Krajowej i pomoc ze strony służb. Były minister miał twierdzić również, że jeśli szef spółki farmaceutycznej zrobi dobry biznesplan, ABW doprowadzi do „wciągnięcia jej na listę spółek strategicznych Skarbu Państwa”. Andrzej K. nie przyznaje się do winy. Zarzuty ma również Piotr K., prawnik z jego kancelarii.

„Agent Wiktor” został ważnym świadkiem. Uwierzył w mistyfikację i również on opłacał się gangowi

Grupie zarzucano, że działała w okresie lipiec 2015 – grudzień 2017 roku.

Wątek próby zablokowania tekstu w „Głosie Wielkopolskim” jest jednym z wielu. Daniel K., który przedstawiał się nam jako „agent Wiktor”, sądził, że został zwerbowany przez prawdziwe służby. Uwierzył tym bardziej, że dawano mu także inne zadania. Wysłano go nawet na dwudniowe szkolenie o systemie władzy w Rosji, które przeprowadził dla niego prawdziwy polski dyplomata.

Daniel K. w sprawie jest wyłącznie świadkiem. Prokuratura uznała, że sam został oszukany. Chcąc zyskać rzekomy parasol ochronny służb, dał jednemu z oskarżonych prawników aż 230 tys. zł. Ten prawnik, tym razem chodzi o Pawła S. z Pułtuska, miał się przedstawiać jako policjant CBŚ.

Z kolei z tekstu w „Gazecie Polskiej” wynika również, że szefowie gangu utwierdzali Daniela K. w przeświadczeniu, że niektóre z jego zadań mają zmierzać do zebrania pieniędzy na tajny budżet dla PiS. Przedstawiali się mu jako zaufani ludzie ministra Mariusza Kamińskiego, koordynatora służb.

W sprawie jest jeszcze jeden wielkopolski wątek. Kilku oskarżonych wzięło milion złotych od kobiety, której konkubent został aresztowany do śledztwa prowadzonego przez poznańską Prokuraturę Okręgową. Kobieta uwierzyła, że za te pieniądze jej partner szybko opuści areszt. To była kolejna bajka oskarżonych. Potem upomniała się o pieniądze przekazane grupie.

Czytaj też: "Gang przebierańców" twierdził, za 1 mln zł wyciągnie z aresztu podejrzanego w śledztwie poznańskiej prokuratury

Śledztwo ws. gangu przebierańców zaczęło się w październiku 2017 roku. Zawiadomienie złożyła wtedy prawdziwa SKW i ABW. Choć katowicka Prokuratura Regionalna po 2 latach skierowała do sądu akt oskarżenia, a proces 13 oskarżonych trwa, wciąż niektóre wątki pozostają niejasne. Zwłaszcza te dotyczące tego, skąd domniemani szefowie gangu mieli tak dobre rozeznanie w świecie służb i czy mieli powiązania polityczne.

-------------------------
Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Łukasz Cieśla

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.