Hutnicza oś połączy Chorzów, Katowice i Rudę Śląską. Tylko dlaczego tak późno? [INTERAKTYWNA MAPA]

Czytaj dalej
Michał Wroński

Hutnicza oś połączy Chorzów, Katowice i Rudę Śląską. Tylko dlaczego tak późno? [INTERAKTYWNA MAPA]

Michał Wroński

Zabytki po śląskim górnictwie udało się uratować. Zabrzańskie "Guido", "Królowa Luiza", czy rybnicka kopalnia "Ignacy" są tego najlepszym dowodem. Mniej szczęścia miały zabytki po śląskich i zagłębiowskich hutach. Z nich nie ocalało prawie nic. Dla tej resztki ostatnią szansą na przetrwanie jest muzeum hutnictwa, które miałoby powstać w Chorzowie. Przymiarki do jego utworzenia trwają od dwóch lat. Zainteresowanie przedsięwzięciem wykazał hutniczy potentat - ArcelorMittal Poland.

Należąca do spółki Huta Królewska przekazała już na rzecz muzeum niemal kompletne wyposażenie laboratorium oraz kilka historycznych maszyn.

- Włączyliśmy się też w organizację Industriady w tym i ubiegłym roku. Trwają jeszcze rozmowy dotyczące naszego dalszego zaangażowania w tę inicjatywę, ale z całą pewnością będziemy ją wspierać - zapewnia Sylwia Winiarek, rzeczniczka ArcelorMittal Poland.

Taka kooperacja przemysłu i obiektów muzealnych, dokumentujących jego rozwój nie jest niczym wyjątkowym. W czeskich Witkowicach (dzielnicy Ostrawy), gdzie dla celów turystycznych i organizacji wydarzeń kulturalnych udostępniono gigantyczny kompleks postindustrialny (tworzą go wybudowane tuż obok siebie: kopalnia, koksownia i huta) jednym ze wspierających go podmiotów jest właśnie ArcelorMittal. Na stworzenie w Chorzowie czegoś na kształt Witkowic nie ma co liczyć. Choćby ze względu na znacznie mniejszą skalę zachowanych tu obiektów (po wielkich piecach zostały już tylko wspomnienia). Muzeum miałoby się mieścić w wybudowanej pod koniec XIX stulecia hali dawnej elektrowni Huty Królewskiej.

- Obecnie jest ona własnością miasta i to wiele ułatwia. Przeprowadzono już w niej kapitalny remont dachu, przywrócono też zasilanie w energię i to jest to, co mogliśmy zrobić sami - mówi Henryk Mercik, Miejski Konserwator Zabytków w Chorzowie. Na dalsze kontynuowanie remontu potrzeba jednak znacznie większych pieniędzy, które Mercik ma nadzieję pozyskać z unijnych funduszy.

- Gdyby ten remont udało się dokończyć, to wtedy można by faktycznie otworzyć halę do zwiedzania, a nie czynić to jedynie od czasu do czasu - stwierdza Mercik. Pieniądze będą zresztą potrzebne nie tylko na wyremontowanie obiektu, ale też na zapełnienie eksponatami mającej się tu znaleźć wystawy stałej (mówi się również o możliwości uruchomienia w środku sali multimedialnej). Bo choć inicjatorzy stworzenia muzeum dysponują listą zabytkowych urządzeń hutniczych, wraz z ich dokładną lokalizacją, to nie ma co liczyć, że właściciele tych cacek przekażą je za uścisk dłoni, czy w poczuciu społecznej misji. Trzeba będzie za nie zapłacić, oferując sprzedającym "normalne" stawki jak za złom.

- A przy wadze tych urządzeń i cenach złomu nieraz są to kwoty idące w dziesiątki tysięcy złotych - ocenia Mercik.

Utworzenie w Chorzowie hutniczego muzeum z prawdziwego zdarzenia miałoby być jednak dopiero pierwszym krokiem na drodze do stworzenia "hutniczej osi" na Śląsku. Znalazła by się na niej walcownia w Katowicach - Szopienicach oraz wielki piec w Rudzie Śląskiej - Nowym Bytomiu, ostatni zachowany na Śląsku taki obiekt (kilka lat temu rzutem na taśmę zdołano go wpisać do rejestru zabytków i być może tylko dlatego nie został pocięty na żyletki). To jednak w obu przypadkach wymagałoby dogadania się z prywatnymi właścicielami tych obiektów. Bez ich zgody ciekawscy będą mogli co najwyżej oglądać zabytki zza płotu.

Michał Wroński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.