Ola Szatan

Irek Dudek, twórca Rawa Blues Festival: Bluesman gra do końca życia

Irek Dudek, twórca Rawa Blues Festival: Bluesman gra do końca życia Fot. materiały prasowe
Ola Szatan

Dlaczego mieszka w Jaworzu, a nie w Katowicach? Jak się relaksuje? Na tydzień przed rozpoczęciem 39. edycji Rawa Blues Festival rozmawiamy z Irkiem Dudkiem, pomysłodawcą imprezy.

Rozmowa z Irkiem Dudkiem

Blues pomógł ci kiedyś w życiu?

Tak. Kiedy zdarzały się trudne sytuacje, pomagała mi harmonijka. Chodziłem z nią wszędzie i obojętnie gdzie usiadłem, to grałem na niej. Krzysztof Daukszewicz, który też napisał mi parę tekstów utworów, wspominał barek w Hotelu Europejskim na dole, gdzie często spotykali się muzycy czy dziennikarze. Był też jeden facet ubrany na czarno, który siedział w rogu i grał na harmonijce. To byłem ja (śmiech). Dziwił się, że nie miałem żadnych kontaktów. Czasem wolałem sobie po prostu sam posiedzieć i pograć. Chociaż zdarzały się też takie festiwale w Opolu, gdzie nasz stół z Shakin’ Dudi był najweselszy. Naszym menedżerem był wcześniejszy menedżer Perfectu. Obok był smutek, a u nas sporo się działo. Niekoniecznie z tego względu, że był alkohol po koncercie.

A bywały bardzo rozrywkowe momenty?

Generalnie miałem taki bluesowy okres, gdzie trochę więcej piłem, ale po tym, jak zrobiłem projekt Shakin’ Dudi, to nawet nie wolno mi było przyjmować alkoholu. Rozrabiałem na scenie, rozwalałem fortepiany, lałem wodą. Gdyby jakiś dziennikarz stwierdził: „on jest pijany”, to od razu zostałbym podsumowany. Bywały różne okresy w życiu. Ale blues jest moją ostoją w muzyce. Zwłaszcza ten prosty blues, z którego wyrosłem.

Teraz mniej grasz niż kiedyś.

Mniej koncertuję, to fakt. Ale nie względu na brak siły, bo codziennie, o godzinie 7.00 rano, przepływam dwa i pół kilometra na basenie. Nie chcę się znudzić graniem. Nie faszeruję koncertami cały rok. Ale kiedy spotykam się już z publicznością, to ona musi czuć, że temu facetowi na scenie chce się grać, że bije od niego energia. Fajny uśmiech, śmieszne teksty. A czasem nostalgia. Mam ciągle ochotę do grania, mówienia o bluesie, o festiwalu, które traktuję jak swoje dziecko.

Przekraczając próg swojego domu w Jaworzu w Beskidach, wychodzisz z butów bluesmana, dyrektora jednej z najważniejszych imprez muzycznych, i skupiasz się tylko na życiu rodzinnym?

Bluesmanem jestem cały czas, ale również kocham moją rodzinę. Jestem katolikiem i dla mnie rodzina jest najważniejsza. Moja córka będzie teraz robić magisterkę na fortepianie i chcę ją stymulować do grania. Wiem, co to znaczy ciągle ćwiczyć. Ona musi ćwiczyć klasykę po kilka godzin dziennie. Wiadomo, że następuje pewne zmęczenie, dlatego staram się dodawać jej otuchy. Dobra atmosfera w domu musi być. Ja wyznaję proste zasady. Nie jestem taki „nowoczesny”. Nie mam kochanek, nie mam niepotrzebnego zachwytu nad autami. Ostatnio wprawdzie zmieniłem samochód, ale to dlatego, że poprzedni mi się po prostu rozkraczył.

Cud, że masz telefon komórkowy. Nie jesteś zakładnikiem przedmiotów.

Posiadaczem telefonu komórkowego też stałem się przez przypadek. Nie miałbym go, gdyby nie nawalił mi telefon stacjonarny. Przyszli fachowcy do domu i powiedzieli, że tego się nie da naprawić i będą musieli kuć ścianę. Na to nie chciałem się zgodzić. Alternatywą stała się komórka.

Prościej byłoby mieszkać w Katowicach.

Chyba tak.

Dlaczego zatem wybrałeś Jaworze?

Decyzja nastąpiła 30 lat temu. Wtedy Katowice jeszcze były trochę brudnym miastem. Mnie to nie przeszkadzało, ale żona nie jest z Katowic. Wtedy mówiła, że do Katowic nie przyjedzie, a teraz bardzo ją tu ciągnie (śmiech). Chciała zamieszkać w Warszawie lub Gdańsku. Ja chciałem być bliżej Rawy. Zacząłem szukać miejsca od Cieszyna do Bielska. I w sumie znalazłem - przedwojenne uzdrowisko. To jest nasza baza, ale czasami myślę o Katowicach. Gdyby powstał tu wieżowiec, gdzie na dole będzie basen, to zacznę rozważać ten pomysł (śmiech).

Wyobrażasz sobie siebie na emeryturze? Tej artystycznej?

Nie. Muzyk gra do końca życia. Dla bluesmana to najlepszy okres. Barwa głosu, dojrzałość dźwięku, bez potrzeby ścigania się z kimkolwiek, udowadniania swojej wartości.

Ola Szatan

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.