Jacek Pikuła, historia sukcesu, upadku, nadziei

Czytaj dalej
Grażyna Kuźnik

Jacek Pikuła, historia sukcesu, upadku, nadziei

Grażyna Kuźnik

Jacka Pikułę znał w Katowicach każdy przechodzień. Latami grał na Staromiejskiej na gitarze, prowadził świetlicę „Skrawek Nieba” dla setki dzieci, pomagał bezdomnym. W 2004 r. wpadł w długi, wyniósł się z miasta, długo nie było o nim wieści. Potem napisał książkę. Co dziś słychać u Jacka Pikuły?

Jacek Pikuła, który umiera z głodu w jamie na górskim szlaku, jeszcze niedawno dostawał odznaczenia; Order Uśmiechu, Honorową Odznakę Miasta Katowice, dyplom Ministra Pracy i Polityki Społecznej. Gdyby te nagrody były z chleba, toby je zjadł, bo w plecaku nie ma już nic.

Jest ciałem, które nie może się ruszyć, płacze, nie je, nie pije, ale po kilku dniach wstaje, bo chce istnieć. Jacek Pikuła pisze o sobie tamtym w książce „Skrawek Nieba” jak o ciele, które dusza pożegnała, ale ono rwie się do życia, chociaż stało się cieniem. Na ugiętych nogach to ciało idzie przed siebie, dociera do prywatnego łowiska ze smażalnią, gdzie kubły na śmieci pełne są chleba i kawałków ryby. Tyle zachwytu. W śmietniku są też butelki, oddaje w barze, za kaucję zamawia kawę. Wraca dusza, godność, pije kawę na tarasie jak jakiś turysta.

Lata 90. Bieda, podróże i depresja. Pomogli mu bezdomni
Jacek Pikuła zawsze się starał, żeby tym, co są na dnie, dać odrobinę luksusu. To pokazuje, jakie przyjemne może być życie, że jest do czego dążyć. Kiedy uciekał z Katowic, bo zadłużył ośrodek dla zaniedbanych dzieci „Skrawek Nieba” przy ulicy Granicznej (dziś: Dudy-Gracza), wielu mu zarzucało, że nie oszczędzał. Dzieciaki czasem woził taksówkami, usmarkane zabierał do restauracji, żeby podawały im kelnerki, kupował najlepsze kredki, słodycze. Pieniądze leciały. Tłumaczył, że konkuruje z ulicą, która najmłodszym może dać pieniądze za kradzież, żebranie i prostytucję. Nie umiały na razie szanować rzeczy brzydkich czy zniszczonych, podobały im się te ładne, z lepszego świata. Chciał je kolorem przyciągnąć do ośrodka, to pierwszy krok. Drugi to pokazywać, że dobre życie można osiągnąć uczciwie.

Nie wie dzisiaj, co wyrosło z tamtych pierwszych dzieci, z którymi 23 lata temu budował „Skrawek Nieba”. Zmieniał się ustrój, wiele rodzin wyleciało za burtę życia. Zabierał do świetlicy małolaty, które stały w kolejce po bezpłatną zupę, na dworcu żebrały na klej, flippery. Spędził z nimi kilka lat. Czy dobrze myślał, czy wyniosły jakąś lekcję? On czegoś się nauczył.

  • Jak od grania na gitarze na ulicach Katowic Jacek Pikuła trafił na górską tułaczkę? M.in. o tym w dalszej części.
Pozostało jeszcze 74% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Grażyna Kuźnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.