Jan Banaś. Uosobienie śląskich skomplikowanych losów. Aż dziwne, że film o nim powstał dopiero teraz

Czytaj dalej
Rafał Musioł

Jan Banaś. Uosobienie śląskich skomplikowanych losów. Aż dziwne, że film o nim powstał dopiero teraz

Rafał Musioł

Dziś na ekrany kin wchodzi film „Gwiazdy” w reżyserii Jana Kidawy-Błońskiego. Fabuła obrazu oparta jest na losach Jana Banasia, piłkarza Polonii Bytom i Górnika Zabrze, a także reprezentanta Polski. Jego kariera stanowiła gotowy materiał na scenariusz. - To opowieść nie tylko o piłce nożnej. Także o niezwykłym życiu - mówi reżyser.

Filmów o sporcie i życiu wokół niego powstaje w Polsce niewiele, w dodatku część z tych, które udało się wyprodukować, jest zwyczajnie nieudana. „Gwiazdy”, które dziś wchodzą na ekrany kin, będą stanowić dla takich produkcji przeciwwagę, chociaż zapewne nie wszystkich zachwycą. Bo aby w pełni zrozumieć tę fabułę, trzeba chyba jednak być nie tylko kibicem, ale i mieszkańcem regionu, w którym skomplikowane ludzkie losy są nie wyjątkiem, a raczej regułą.

Tak jak w przypadku Jana Banasia, legendarnego piłkarza i playboya, urodzonego w Niemczech reprezentanta Polski, który na skutek oszukańczych działań swojego ojca (matka poznała go, gdy jako żołnierz stacjonował we Lwowie) stracił szansę na grę w najważniejszych dla Biało-Czerwonych meczach tamtej epoki. Między innymi w słynnym spotkaniu na wodzie, którego stawką był udział w finale mistrzostw świata w 1974 roku.

CZYTAJ KONIECZNIE RECENZJĘ FILMU PT. GWIAZDY
GWIAZDY: DLACZEGO WARTO I WYPADA ZOBACZYĆ TEN FILM

- Dla mnie jego kariera była gotowym materiałem na scenariusz - przyznał reżyser Jan Kidawa-Błoński. - Sukcesy sportowe powiązane ze wspaniałymi czasami dla całej polskiej piłki, barwne życie, ale i dramaty osobiste, trudne wybory i wysoka cena, jaką za nie zapłacił, to wszystko aż prosiło się, by przenieść na ekran. Film powstawał długo, nie był łatwy, ale mam nadzieję, że spodoba się publiczności. Także tej starszej, dla której będzie swoistą nostalgiczną podróżą do tamtych czasów, gdy piłka nożna i jej sukcesy, także klubowe, firmowane przez Górnika Zabrze, dawały tyle radości.

Nie przez przypadek prapremiera miała miejsce właśnie w Zabrzu dwa tygodnie temu. Jako pierwsi film zobaczyli jednak piłkarze reprezentacji Polski, którzy przygotowywali się do meczu eliminacji mistrzostw świata z Czarnogórą. W minioną środę obraz pokazano na specjalnym pokazie w Warszawie, a dziś wejdzie na ekrany w całym kraju.

Nie wszystkie sceny, jakie przedstawił Jan Kidawa-Błoński, miały miejsce w rzeczywistości. Część z nich wprowadzono, aby zachować spoistość fabuły. Fikcyjny jest także przyjaciel, a zarazem główny konkurent Jana Banasia (gra go Mateusz Kościukiewicz) - Ginter (w tej roli Sebastian Fabijański).

Dziewczyna, o którą rywalizują (Karolina Szymczak), także w rzeczywistości nie istniała, i stanowi raczej personifikację kilku z licznych piękności, jakie zawsze otaczały Banasia, stanowiącego na tle siermiężnej rzeczywistości socjalistycznego Zabrza postać wyjątkowo barwną.

I to pod każdym względem - zarówno dzięki długiej fryzurze przypominającej George’a Besta, modnym ubraniom przywożonym z Zachodu, jak i stanowiącemu znak rozpoznawczy samochodowi, czyli czerwonemu mustangowi. W filmie nie brakuje scen, które zapadają w pamięć. Także tych bardzo charakterystycznych dla rzeczywistości lat 70. Na przykład odbierania przez piłkarzy wynagrodzenia za pracę w kopalni, gdy stawali przed kasowym okienkiem razem z górnikami pracującymi na co dzień pod ziemią.

Przy okazji nie uniknięto pewnych nieścisłości, jak na przykład wtedy, gdy bohaterowie, nawet w tym samym gronie, raz rozmawiają po śląsku, a innym razem płynną polszczyzną, lub gdy widać oszczędności w scenografii. Jednak biorąc pod uwagę wszystkie perełki w postaci archiwalnych materiałów piłkarskich, warto przymknąć na nie oko (w przeciwieństwie do wdzięków aktorek, które przypadły do gustu także obecnym reprezentantom Polski).

- Patrząc na pamiętny mecz na wodzie, mam świadomość, że gdyby losy Jana Banasia potoczyły się inaczej, mógłby właściwie zagrać wtedy zarówno w jednej, jak i w drugiej reprezentacji, i dla Polski, i dla Niemiec. A ostatecznie został wtedy w domu... - mówi Jan Kidawa-Błoński.

Za to teraz dzięki niemu Banaś zagrał w filmie, który na pewno warto zobaczyć.

Współpraca: Tomasz Kuczyński

Rafał Musioł

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.