Jastrzębie: Strażacy z psami ratują życie [ZDJĘCIA + WIDEO]

Czytaj dalej
Fot. SGPR Jastrzębie-Zdrój
Bartosz Wojsa

Jastrzębie: Strażacy z psami ratują życie [ZDJĘCIA + WIDEO]

Bartosz Wojsa

Specjalistyczna grupa poszukiwawczo-ratownicza z psami w Jastrzębiu-Zdroju to jedyna taka ekipa na Śląsku. 23-letni Mateusz Cupek, mimo młodego wieku, ma bogate doświadczenie. To jeden z członków grupy, który trenuje swojego 6-letniego psa Diego.

Specjalistyczna grupa poszukiwawczo-ratownicza z Państwowej Straży Pożarnej w Jastrzębiu-Zdroju to jedyna taka ekipa na Śląsku. Razem z psami ratują życie setek ludzi na terenie całego województwa. Obecnie grupa liczy 47 ratowników z pełnymi kwalifikacjami. Mają też cztery wyszkolone psy ratownicze, a sześć innych czworonogów wciąż odbywa szkolenie i niedługo dołączy do ekipy.

Z psem u boku ratują życia ludzi. To nasi bohaterowie
Mateusz Cupek ma 23 lata i jest jednym z najmłodszych członków specjalistycznej grupy poszukiwawczo-ratowniczej z naszego miasta. Jednak mimo młodego wieku, ma za sobą spory bagaż doświadczeń.

- W straży pracuję od 3 lat, więc zacząłem już w wieku 20 lat. Diego to mój prywatny pies, teraz 6-letni labrador. Od samego początku chciałem pracować w służbach ratowniczych. Chodziłem do liceum wojskowego, chciałem pomagać ludziom. I ostatecznie trafiłem do straży - mówi 23-letni Mateusz, który już teraz może pochwalić się sporymi osiągnięciami.

Po skończeniu liceum postanowił wziąć udział w rekrutacji, w którą wliczają się testy sprawnościowe i psychologiczne. Wszystko przeszedł bez żadnych problemów. A jego umiejętności robią wrażenie...

Strażak, przewodnik psa ratowniczego, ratownik medyczny, wyszkolony ratownik wysokościowy... Długo można by wymieniać. - To w zasadzie jedyny taki zawód, w którym można wszystkie te kierunki ratownictwa połączyć i wykorzystać w pracy - przyznaje młody strażak.

Egzamin na psa-ratownika nie jest taki prosty...
6-letni pies Diego jest wpatrzony w swojego pana jak w obrazek. Mateusz przygarnął go specjalnie pod kątem służby w straży. Wtedy jeszcze Diego był szczeniakiem, a z biegiem lat zaczął trening.

- Pieski szkolimy w dwóch specjalizacjach: gruzowiskowa i terenowa. Każdy pies musi zdać później egzamin. Terenowy, coroczny, lub egzamin gruzowiskowy, który odbywa się co dwa lata. To egzamin państwowy, organizowany w różnych częściach Polski, więc musimy wyjechać poza Jastrzębie i w zależności od umiejętności, pies zdaje lub nie - tłumaczy Mateusz Cupek. Diego pomyślnie przeszedł egzaminy. A teraz musi ćwiczyć trzy razy w tygodniu.

- Dwa treningi są obowiązkowe, trzeci jest dodatkowy. Ćwiczymy na gruzowiskach, na przykład na Moszczenicy, lub w terenach leśnych - wylicza młody strażak.

I choć pies został przygarnięty przez Mateusza na potrzeby straży, to teraz oboje są nierozłączni. A to w pracy strażaka-przewodnika jest ważne...

- Dbamy o bezpieczeństwo naszych psów. Zabezpieczamy je więc do akcji terenowych. Zakładamy im widoczne kamizelki z odblaskami, na których jest logo naszej grupy. Mają też przyczepiony dzwoneczek, który pomaga nam zlokalizować pupila, a to pozwala przewodnikom lepiej go kontrolować, nawet jeśli psa nie widzimy - wyjaśnia Mateusz Cupek.

Na gruzowiskach nie zakłada się psom nawet obroży, bo mogłaby zaplątać się w druty zbrojeniowe lub inne, metalowe części. - Pies mógłby się o coś zaczepić, a my nie wchodzimy na gruzowiska, bo są zbyt niebezpieczne dla człowieka - dodaje 23-latek.

Jedyna taka grupa działa na terenie całego Śląska
Specjalistyczna grupa poszukiwawczo-ratownicza powstała w styczniu 2008 roku, choć pomysł jej utworzenia pojawił się wcześniej.

- Szkolenie psów zaczęliśmy już w 2005 roku. To były takie wstępne przygotowania, choć nie wiedzieliśmy jeszcze, że grupa powstanie w 2008 roku. To długi proces - tłumaczy Jarosław Ceglarek, dowódca jastrzębskiej grupy specjalnej. Z biegiem czasu pojawili się ludzie chcący w grupie działać, a za tym poszedł niezbędny sprzęt lokalizacyjny, jak geofon, kamera wziernikowa czy sprzęt do stabilizacji gruzowisk. Z roku na rok grupa się rozrastała, a jej zaangażowanie zauważyli też w głównej komendzie straży w Katowicach.

- Pomagamy w akcjach na całym Śląsku. Najtrudniejsza interwencja miała chyba miejsce w Katowicach, w 2014 roku, gdy w jednej z kamienic nastąpił wybuch gazu. Pamiętam to do dziś, traumatyczne przeżycie - mówi Wojciech Piechaczek, zastępca dowódcy grupy.

37-letni strażak podkreśla, że w jastrzębskiej straży znajdują się tak naprawdę dwie specjalistyczne grupy. To grupa poszukiwawczo-ratownicza, ale też ratownictwo wysokościowe. - Można powiedzieć, że to grupy połączone, bo muszą stale współpracować - wyjaśnia Wojciech Piechaczek.

Bartosz Wojsa

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.