Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Jednostka policji stworzona, aby łamać przepisy [FILMY]

Czytaj dalej
Paweł Pawlik

Jednostka policji stworzona, aby łamać przepisy [FILMY]

Paweł Pawlik

Czy wiecie, że podczas ośmiogodzinnej służby załoga radiowozu łapie od 10 do 14 kierowców, którzy nie stosują się do założeń kodeksu drogowego? Autostradowy posterunek znajduje się w Gliwicach. Sprawdzaliśmy, jak policjanci walczą z piratami.

Klient jak odjeżdżamy ma być zadowolony. Ma wiedzieć co zrobił źle, a nie obrzucać nas błotem – mówi policjant wsiadając za kierownicę czarnego opla insigni. Maszyny, której turbodoładowany silnik generuje 240 koni mechanicznych i bez większej zadyszki osiąga 200 km/h. Aspirant sztabowy Tomasz Kowalczyk wie co mówi. Na służbie jest już 24 lata. Do policyjnej emerytury niedaleko, choć nie widać tego po sprężystym chodzie i sposobie bycia. Podobnie jak jego kolega z patrolu, starszy sierżant Damian Walendzik, służą w komisariacie autostradowym w Gliwicach od początku istnienia jednostki. W styczniu miną dwa lata.

Otwarty 28 stycznia 2013 roku Komisariat Policji Autostradowej w Gliwicach kosztował 11 milionów złotych i powstawał przez osiem lat. Pracuje tu 50 policjantów, w tym dwie kobiety. Chętnych pań do służby nie brakuje, ale za kółkiem radiowozów siadają tylko mężczyźni. Panie pracujące na komisariacie zajmują „stacjonarne” stanowiska.

Komendanci - zarówno główny jak i wojewódzki - chwalą położenie komisariatu, który powstał na skrzyżowaniu autostrady A1 i A4. Swoim zasięgiem obejmuje obszar o promieniu blisko 400 kilometrów. Pewnie tego nie wiecie, ale w tym miejscu przejeżdża najwięcej samochodów w ciągu doby w skali całego kraju. Według szacunków jest to nawet 150 tys. pojazdów w ciągu 24 godzin. Na terenie jednostki mieści się m.in. lądowisko dla helikopterów, z którego korzystać może Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Jednostka mieści się na węźle autostrady A1 i Drogi Krajowej 88, tuż przy granicy z Zabrzem. To optymalne miejsce do obsługi obu autostrad w województwie. Policjanci mają tu więc ręce pełne roboty.

Radiowozy z wideorejestratorami są w terenie całą dobę. W dzień na podległym terenie operują cztery samochody wyposażone w kamery. Dwa czarne, nieoznakowane ople insygnia z mocnymi silnikami. Na komisariacie od roku. Nocą wykorzystywane są tylko oznakowane radiowozy: srebrne alfy romeo 159.

- Eco driving chyba panów nie obowiązuje – pytam, widząc wskazówkę wychylającą się prawie do poziomu, po prawej stronie obrotomierza. Trzeci bieg włączany dopiero przy 80 km/h.

– Jesteśmy zadowoleni z tych samochodów, bo są bezawaryjne – słyszę w odpowiedzi. – 60-70 tys. mają już przejechane i w warsztacie nie były, tyle co na przeglądzie gwarancyjnym. W przeciwieństwie do włoskich alf, bo one przy 20 tys. już stały w serwisie – mówi aspirant sztabowy Tomasz Kowalczyk.

Każdego dnia czy nocy, służba zaczyna się od napełnienia baku na stacji benzynowej. Zawsze do pełna. Tym razem coś zostało z poprzedniego dnia, więc do baku wchodzi tylko 57 litrów. 300 zł.

Zdaniem funkcjonariuszy, insygnie to bardzo dobre narzędzia pracy. Od kiedy zastąpiły wysłużone vectry i oktawie, rezultaty pracy policjantów są zdecydowanie lepsze. Świadczy o tym m.in. to, że radiowozy już kilka razy zarobiły na siebie.

– Auto z wyposażeniem kosztowały 130 tys. zł. Z czego wyposażenie 70 tys. Reszta to „gołe” auto. Tu jest tylko silnik i nic więcej. Cała reszta to standard – mówi Tomasz Kowalczyk. Na wyposażeniu „autostradowego” są dwa takie ople. W całym województwie jeździ siedem podobnych samochodów. Aby zasiąść za kierownicą takiego sprintera, nie trzeba jednak mieć dodatkowych kursów, nie mówiąc już o licencji rajdowej. Kursy owszem, odbywają się, ale dotyczą aparatury, w którą wyposażone są samochody. Jednak jak przyznają ci, którzy doświadczenie za kółkiem liczą w latach, prócz prawa jazdy przyda się coś jeszcze.

– Nie można każdego tutaj włożyć i kazać jechać. Powiedzmy sobie szczerze, przy tych prędkościach, nie każdy wie jak się zachować, jak zapanować nad autem – mówi starszy sierżant Damian Walendzik. – To specyficzny rodzaj pracy i po prostu nie każdy się do tego nadaje. Tak jak nie każdy może być lekarzem czy stolarzem – dodaje.

Nieoznakowane radiowozy wyposażone są w kamery rejestrujące obraz i mierzące prędkość przed i za samochodem. Jak ktoś nie wie, za kim jedzie, a jedzie na tzw. lisa, to może się zdziwić. Taktyka policjantów zakłada, aby jak najdłużej pozostać niewidocznym. Wielbiciel szybkiej jazdy jest namierzany, następnie policjanci dokonują pomiaru prędkości, ale nie ujawniają się od razu. – Zazwyczaj nie kończy się na łamaniu prędkości. Do tego dochodzi wyprzedzanie na ciągłej, telefon komórkowy przy uchu. Piraci mają tu pole do popisu, bo to bez mała, 400 km autostrady – opisują funkcjonariusze.

Sami policjanci jadąc nieoznakowanym samochodem, bez sygnałów świetlnych i dźwiękowych, czyli po prostu bez włączonego koguta, też łamią przepisy. Tutaj jednak zachodzi stan wyższej konieczności.

– Wie pan, jesteśmy oceniani przez ludzi, którzy nie do końca wiedzą, jak nasza praca wygląda. I to nie chodzi o pracę tylko w naszym kraju. Jeśli pojedzie pan do Europy Zachodniej, to przekona się pan, że auta z wideorejestratorami służące do pomiarów prędkości cały czas łamią przepisy, bo po to są stworzone. Auto musi poruszać się dynamicznie – mówi starszy sierżant Damian Walendzik.

Przykładów nie trzeba szukać daleko. Policjanci z komisariatu autostradowego przechwycili niedawno kontrabandę. Złapany jechał z prędkością prawie 200 km/h, wioząc blisko 50 tysięcy nielegalnych papierosów. Zatrzymany był obywatelem Armenii, na dodatek bez prawa jazdy. Inny przykład: dwóch obywateli Bułgarii, przewoziło w wypożyczonym audi ponad 82 tys. sztuk tabletek z pseudoefedryną. W samochodzie stróże prawa znaleźli również broń gazową, którą jeden z podróżujących mężczyzn posiadał bez zezwolenia. Zatrzymani usłyszeli zarzuty popełnienia przestępstw, za które grozi im 5 lat więzienia. – Trudno kogoś takiego złapać z jazdy jednostajnej, nie naginając przepisów dotyczących prędkości na autostradzie – mówi starszy sierżant Damian Walendzik.

Podczas jednej, 8-godzinnej służby załoga jednego radiowozu łapie od 10 do 14 kierowców, którzy nie stosują się do założeń kodeksu drogowego. Jednak, jak przyznają mundurowi, gdyby ich praca była nastawiona na ilość, to co drugi kierowca otrzymywałby rachunek do uregulowania.

Kierowcy z ciężką nogą dostają od mundurowych na starcie taryfę ulgową. Nawet jeśli autostradową normę przekroczą o 10-20 km/h, a nie stanowią zagrożenia (nie rozmawiają przez komórkę, używają kierunkowskazów, nie zajeżdżają innym kierowcom), zazwyczaj nie są zatrzymywani. Powyżej tej granicy cierpliwość mundurowych się kończy.

– Zdarzało się, że pirat uzbierał na mandat za 1000 zł i utratę prawa jazdy. Wystarczy na „setce” jechać 200 km/h, rozmawiać przez telefon, ze dwa razy zmienić pas bez kierunkowskazu i jechać bez pasów i jest pozamiatane – mówi aspirant sztabowy Tomasz Kowalczyk

Wszystko jednak w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem. Jeśli np. motocyklista rozpędza się do prędkości grubo ponad 200 km/h policyjny patrol odpuszcza. Dlaczego?

– Trzeba się zastanowić czy ma to sens. Czy opłaca się ruszać. Bo taki się nie zatrzyma. Bierze się odpowiedzialność za tego kierowcę, za innych uczestników ruchu i za siebie. Nie wiemy, jakie ma umiejętności, jak się zachowa w sytuacji dla niego stresującej – mówi Tomasz Kowalczyk.

Podczas tych rozważań, funkcjonariusze zwracają uwagę na starawego volkswagena, który jadąc ok. 100 km/h lewym pasem, mimo pustej prawej części jezdni, spowalniał ruch. Jak się okazało, kierowca zajęty był rozmową przez telefon. Policyjny opel wyprzedził zawalidrogę, a funkcjonariusz na miejscu pasażera po naciśnięciu kilku klawiszy spowodował, że za tylną szybą radiowozu pojawiła się tablica z napisami „Policja”, „Jedź za nami”. W bezpiecznym miejscu, kierowca został poddany kontroli i przyjął mandat na 300 zł. Nie protestował.

– Widzi pan. A na policjantów jest nagonka. Ludzie słyszą, policjant, myślą łapówka. Takie jest wyobrażanie, krzywdzące. Że jak łapie za prędkość, to ma kieszenie wypchane pieniędzmi – mówi z rozżaleniem w głosie aspirant sztabowy Tomasz Kowalczyk. – Ja staram się ludzi nie zapraszać do samochodu, żeby nie było, że gdzieś zostawił pieniądze. Daję taką możliwość, ale nie zachęcam na siłę. A jeśli już, to proszę na miejsce pasażera. Najłatwiej jak chce się policjanta pogrążyć, z zemsty czy złości, wystarczy zgłosić że przyjął łapówkę – dodaje.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Zachodniego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Zachodniego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Zachodniego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Paweł Pawlik

Komentarze

4
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

DJ

Tytuł jest prawidłowy. Podczas pomiaru z samochodu policja nie używa koguta czy sygnałów dźwiękowych, dopiero później, gdy chce zatrzymać kierowcę. Zanim jednak to zrobi jest w tym czasie takim samym użytkownikiem ruchu jak każdy inny użytkownik. I ten sposób jest nielegalny, ale w żadnym sądzie się sprawy nie wygra.

erik

A jak Policjanci albo strazz lamie przepisy to jest dobrze ? jakby kazdy kierowca rejstrowal wykroczenia policji i strazy to by nie bylo tematu

Arek

Jednostka policji, która powstała, aby łamać prawo. Ktoś z redaktorów puknął się w czoło?

HK

Są miejsca w Polsce o wyższym natężeniu ruchu. Patrz most Grota w W-wie albo droga do W-wy przez Raszyn. 170 tyś i więcej się zdaża.

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.