Jerzy Buzek: "Nawet w czasach takiej grozy musimy myśleć o tym, co będzie później"

Czytaj dalej
Mateusz Borda

Jerzy Buzek: "Nawet w czasach takiej grozy musimy myśleć o tym, co będzie później"

Mateusz Borda

Z Jerzym Buzkiem, byłym przewodniczącym Parlamentu Europejskiego i premierem RP, rozmawiamy o trudnej sytuacji, z którą muszą mierzyć się wszystkie kraje UE, oraz o Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, który może okazać się zbawienny dla Polski w nadchodzących niepewnych czasach.

Jak Pan Premier ocenia sytuację, w której się znaleźliśmy?

Cały świat jest w trakcie przezwyciężania kataklizmu o niespotykanej dotąd skali, bo też po raz pierwszy jesteśmy wszyscy z sobą połączeni, wiemy co się dzieje nawet na krańcu świata i wspólnie odpowiadamy za naszą przyszłość, naszą planetę.

Czy może być jeszcze jakiś inny temat oprócz koronawirusa?

Najważniejsze teraz to jak pomóc tym walczącym w szpitalach, tym którzy dbają o nasze bezpieczeństwo, organizują nam żywność i transport, zapewniają prąd, ciepło i wodę, wywożą śmieci. Oni wszyscy budzą w nas ogromną wdzięczność, uznanie i podziw.
Jednocześnie trzeba ratować tych, którzy z dnia na dzień nie mają za co żyć, bo stracili źródła zarobków, a ich oszczędności – stopniały do zera; jak ratować nas wszystkich przed niewyobrażalną ekonomiczną i społeczną zapaścią.
Nawet w czasach takiej grozy, jak obecnie, musimy jednak myśleć o tym, co będzie „po”; co trzeba zrobić teraz, aby „po”, jak najszybciej – chociażby – przywrócić miliony ludzi na rynek pracy. Komisja Europejska właśnie ogłosiła nowy program SURE w wysokości 100 miliardów euro na bezpośrednią pomoc dla ludzi, którzy są zagrożeni utratą pracy w wyniku pandemii. Jednocześnie podkreśla, że nie możemy rezygnować z naszych planów długoterminowych, na czele z nową strategią wzrostu – „Europejskim Zielonym Ładem”.

Czy „Zielony Ład” rzeczywiście może pozostać taką naszą strategią przyszłości?

Zdecydowanie – zwłaszcza, że od początku był pomyślany jako instrument osiągnięcia przez Unię Europejską gospodarczego ożywienia i wzrostu, a także – neutralności klimatycznej.

„Zielony Ład” ma więc szansę być głównym filarem odbudowy gospodarczej Europy, otwarcia się na rozwój przyjazny środowisku, nowe technologie, zieloną energię.

Powiem to niezwykle mocno: na globalne ocieplenie szczepionki nie będzie, co więcej – nie da się na nie uodpornić. A zbliżająca się katastrofa klimatyczna jest już przecież widoczna na co dzień: dramatyczne pożary, susze – groźne nie tylko w produkcji żywności, ale ze względu na brak wody pitnej – podczas gdy gdzie indziej szaleją burze, huragany i powodzie, a morze wdziera się w głąb lądu.
„Zielony Ład” to propozycja trwałej zmiany w naszym myśleniu o planecie i sposobach bezpiecznego korzystania z jej życiodajnych zasobów. Zaniedbując takiego myślenia i działań w tym kierunku obecnie, skazujemy się na wielokrotnie większe koszty przezwyciężenia skutków zmian klimatycznych w przyszłości.

Jakie Pan widzi możliwości działania w tym kierunku?

Zacznijmy od tego, że właśnie dzisiaj – gdy Polska, Europa i świat są w stanie szoku i walki z koronawirusem – trzeba rozmawiać o tym, co nas czeka po pandemii: uruchomienie całej gospodarki, a to zawsze sprowadza się najpierw do dostarczenia energii – nie tylko do naszych domów, ale do przemysłu, małych i średnich przedsiębiorstw czy instytucji publicznych; chodzi o energię bezpieczną dla zdrowia i dla naszej niezależności energetycznej, możliwie tanią.

Polski rząd na pewno będzie grać na zwłokę w kwestii odchodzenia od węgla i transformacji energetycznej kraju. Trudno się dziwić – nasza energetyka oparta jest na węglu, który produkujemy i zużywamy. To setki tysięcy miejsc pracy, których nie można od tak zlikwidować.

Polska energetyka faktycznie wciąż oparta jest na węglu, choć on sam już wcale niekoniecznie jest polski. Nasz leży na zwałach, a import – przeważnie z Rosji – rośnie. I nic nie wskazuje, by miało się to zmienić, bo polski węgiel energetyczny jest coraz częściej gorszy i droższy niż ten zagraniczny. W Polsce sięgamy do coraz niższych pokładów, co zwiększa koszty, ale i – zagrożenie dla zdrowia i życia górników. Efektywność sektora spada – rok temu nasze górnictwo, zatrudniające 83 tysiące osób, przyniosło blisko 2 mld zł strat. Do tego dochodzą kwestie zdrowia:

co roku 45 tysięcy Polek i Polaków umiera z powodu smogu, wywołanego głównie spalaniem w domowych piecach słabej jakości węgla.

Wniosek z tych faktów i liczb jest jeden: odchodzenie od węgla energetycznego, stopniowo i w odpowiedzialny społecznie sposób, jest nieuniknione – nie ważne czy jest „Zielony Ład” czy nie, i czy ktoś boi się zmian klimatu czy uparcie im zaprzecza. Nasze własne, „krajowe” zasoby wiatru, słońca, geotermii, biomasy są bez porównania „zdrowsze”, wyraźnie coraz tańsze, a przede wszystkim – „nasze”. I jest to otwarcie na setki tysięcy nowych, atrakcyjnych miejsc pracy.

Jak to się ma do Pana działań w Brukseli na rzecz utrzymania na unijnej liście surowców strategicznych węgla koksującego?

Ten rodzaj węgla, wydobywany zresztą przez naszą Jastrzębską Spółkę Węglową, jest dziś nie do zastąpienia w produkcji stali. Dlatego – podobnie jak w 2017 r. – zabiegam o jego utrzymanie na tej liście.

Kluczowy element „Europejskiego Zielonego Ładu” to Fundusz Sprawiedliwej Transformacji (FST). Polska ma szansę stać się jego największym beneficjentem. Jakie zatem mamy realne szanse na otrzymanie z niego pieniędzy?

Rzeczywiście – Polska może otrzymać z niego miliardy złotych, niemal 1/3 całego budżetu. Będę nadal robił wszystko, by tak się stało.

Jaka jest Pańska rola w całym przedsięwzięciu?

Jestem sprawozdawcą rozporządzenia w sprawie Funduszu w Komisji Przemysłu, Badań i Energii (ITRE) – właśnie finalizuję projekt naszego stanowiska. Wcześniej, jako szef komisji ITRE, już w 2018 r. zaproponowałem powołanie takiego odrębnego Funduszu dla regionów górniczych – takich jak Śląsk i Zagłębie – i przekonałem do tego Parlament Europejski.

Jakie praktyczne rozwiązania będą mogły być wprowadzone dzięki Funduszowi? Na co będą przeznaczone te pieniądze?

Chciałbym, by zakres wsparcia był szeroki i dawał odpowiednią elastyczność beneficjentom. Po pierwsze – rewitalizacja naszych miast, likwidowanie w nich szkód górniczych oraz rekultywacja terenów poprzemysłowych i przygotowywanie ich pod nowe inwestycje i projekty np. parki. Po drugie – ograniczanie emisji CO2 i smogu przez rozwój odnawialnych źródeł energii (OZE) i ekologicznego transportu publicznego, rozbudowę nowoczesnego ciepłownictwa systemowego i sieci gazowych czy poprawę efektywności energetycznej. Po trzecie – rozwój cyfryzacji i nowych technologii. Po czwarte – wspieranie innowacji społecznych, polepszających jakość, komfort i bezpieczeństwo codziennego życia obywateli, w tym osób starszych – np. telemedycyna. I po piąte – inwestycje w przyjazne środowisku przedsiębiorstwa, MŚP i start-upy, szkolenia i kursy zawodowe przygotowujące do rynku pracy przyszłości.

Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu na lata 2021-2030 zakłada m.in. 21-23% udziału OZE w finalnym zużyciu energii brutto i redukcję do 56-60% udziału węgla w produkcji prądu. Czy ten plan nie wydaje się Panu zbyt powolny?

Dziwi na pewno podejście do OZE - unijny cel na 2030 r. to przecież 32%. Komisja Europejska zalecała, by dla nas było to 25%, a polski rząd zadeklarował jedynie 21-23%. Główny powód to zapewne problem z wypełnieniem celu na 2020 r. – zobowiązani byliśmy osiągnąć minimum 15%, tymczasem na koniec 2019 r. – było to tylko 11%. To, niestety, efekt ogromnych zaniedbań dla wsparcia OZE w ostatnich latach. To tym bardziej smutne, że swoje cele na 2020 r., przed czasem i często z dużą nadwyżką, zrealizowało wiele krajów tzw. „nowej” Unii: Czechy, Litwa, Estonia, Chorwacja, Rumunia. Rodzi to również pytanie na ile i czy w ogóle Krajowy Plan do roku 2030 uda się Polsce zrealizować. Niełatwo tu być optymistą.

Kiedy zatem powinniśmy osiągnąć neutralność klimatyczną? Czy jest to w ogóle realne w Polsce?

Powinniśmy możliwie jak najszybciej – do 2050 r. – jeśli poważnie myślimy o walce z globalnym ociepleniem, o życiu i zdrowiu naszych dzieci i wnuków. I jest to realne – często porównuję to do lat 90-tych, z naszym wielkim wysiłkiem transformacji i reform na drodze do członkostwa Polski w NATO i Unii Europejskiej. Na początku wydawało się to „mission impossible” – a jednak się udało! Czemu tym razem miałoby być inaczej? To się jednak nie wydarzy, jeżeli będziemy mieli cały czas do czynienia z ogólnymi zaklęciami rządzących, a nie – strategią z prawdziwego zdarzenia. A nie słychać, by przygotowywali oni poważne wyliczenia co do kosztów dojścia przez Polskę do neutralności klimatycznej – i kiedy jeśli nie w 2050 r.

Neutralność klimatyczna to nie tylko transformacja wytwórców prądu. Wiąże się ona także z zamknięciem dziesiątek innych zakładów pracy, np. kopalń czy koksowni, przyzakładowych elektrociepłowni. To kolejne dziesiątki tysięcy miejsc pracy, szczególnie w województwie śląskim. Jaka przyszłość czeka nasz region? Co zamiast kopalń?

To bardzo zasadne pytania. Przyszłości nie da się dokładnie przewidzieć - ale przynajmniej trzeba podjąć taki wysiłek. I dlatego właśnie już teraz, mimo dramatyzmu obecnej sytuacji,

potrzebujemy pracy na rzecz porządnej, kompleksowej, długoterminowej strategii rozwoju województwa

– poprzedzonej szerokimi konsultacjami społecznymi i przygotowanej ponad podziałami z udziałem samorządowców, przedsiębiorców, naukowców i ekspertów, związków zawodowych i organizacji pozarządowych. Powinna ona zostać opracowana jak najszybciej i zarysować jasną wizję Śląska i Zagłębia za 20-30 lat. Bez tego nie da się chociażby wykorzystać mądrze pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji.

Czy to właśnie województwo śląskie może być jego największym beneficjentem? W jaki jeszcze sposób na tym skorzystamy?

Polska ma szansę być największym beneficjentem tego programu, a w ramach naszego kraju – to niewątpliwie przed województwem śląskim stoją największe wyzwania związane z transformacją energetyczną. Ale, oczywiście, nikt nie da nam niczego „na piękne oczy” – niezbędna jest spójna strategia rozwoju regionu i dobre projekty. Wówczas mamy szanse bardzo skorzystać na Funduszu.

Czy skorzystają też bezpośrednio gospodarstwa domowe? Mowa np. o jeszcze szerszych programach dopłat do prywatnych OZE. Czy wyobraża Pan sobie panele fotowoltaiczne na każdym domu?

Zdecydowanie: jeden z moich priorytetów w pracach nad rozporządzeniem o FST w komisji ITRE, to zapewnienie finansowania dla inwestycji OZE – zwłaszcza tam, gdzie w produkcji prądu i ciepła zastąpią one węgiel. To kluczowe nie tylko ze względu na emisje CO2, ale i - smog: według Światowej Organizacji Zdrowia aż 13 z 50 miast z najgorszym powietrzem w Unii Europejskiej znajduje się, niestety, w województwie śląskim. Trzeba zdusić ten problem, zanim problem – udusi nas wszystkich.

Ostatnie pytanie - kiedy powinniśmy spodziewać się pierwszych transzy? I pierwszych efektów działania programu?

Fundusz ma wystartować, w ramach budżetu Unii na lata 2021-2027, 1 stycznia 2021 r. Pytanie jednak na ile koronawirus skomplikuje negocjacje nad tym budżetem i jego wdrażanie - to, że tak się stanie, jest już, niestety, niemal pewne. Ale to nie powinno powstrzymywać – w miarę technicznych możliwości w czasie pandemii – prac np. nad wspomnianą już strategią rozwoju województwa czy konkretnymi projektami. Wtedy – wierzę w to głęboko – pozytywne efekty działania Funduszu zobaczymy bardzo szybko.

Ale Panie Redaktorze, chciałbym zakończyć naszą rozmowę, dołączając do wszystkich, którzy składają hołd bohaterom dzisiejszych czasów: pracownikom służby zdrowia, służbom porządkowym, pracownikom handlu i transportu publicznego, samorządom i służbom komunalnym. I przypomnieć, że to, co każdy z nas może naprawdę i od razu zrobić dla nich i przyszłości nas wszystkich, to dostosować się do reguły #ZostańWDomu.

Mateusz Borda

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.