Karol Śliwka i jego śliwki w czekoladzie. Wybitny projektant znaków graficznych pochowany w Skoczowie

Czytaj dalej
Fot. z archiwum Karola Śliwki
Teresa Semik

Karol Śliwka i jego śliwki w czekoladzie. Wybitny projektant znaków graficznych pochowany w Skoczowie

Teresa Semik

Nie wszyscy go znali, ale każdy gdzieś widział jego znaki graficzne, choćby słynną skarbonkę na banku PKO czy opakowanie Jedynej - czekolady Wedla. Karol Śliwka, legenda wzornictwa, zmarł w wieku 86 lat i w środę spoczął w rodzinnych stronach, obok żony na cmentarzu ewangelickim w Skoczowie.

Lata 60. i 70. należały do Karola Śliwki. Nazwano go nawet królem polskich logotypów, bo jak nikt wpisał się w naszą codzienność swoimi pomysłami na opakowania także najpopularniejszych męskich kosmetyków PRL-u marki Wars, ciastek Delicje szampańskie, rozpoznawalna jest jego etykieta rumu Senorita. Powszechnie znane są też zaprojektowane przez Śliwkę znaki firmowe Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych, Instytutu Matki i Dziecka, Generalnej Dyrekcji Dróg Publicznych, Polskiej Federacji Sportu. Tych znaków graficznych ma na swoim koncie ponad 400, a projektował również okładki książek, znaczki pocztowe, plakaty.

- On sam najbardziej był dumny ze znaku PKO, który ma formę skarbonki z wpadającym do środka pieniążkiem - wyjaśnia Paweł Śliwka, brat artysty. - Mówił, że najbardziej oddaje jego styl.

Znaki projektu Karola Śliwki są lapidarną, malarską opowieścią na zadany temat. Wiele jest w nich treści, ale minimum formy. Oparte są na najprostszych figurach geometrycznych, łatwych do zapamiętania.

Karol Śliwka urodził się 16 października 1932 roku w Harbutowicach pod Skoczowem. Nikt w rodzinie, a miał dwóch braci i siostrę, nie wykazywał zdolności plastycznych. Karol Śliwka sam przyznał, że jak teraz młodzi sprayem, tak on malował wapnem po stodole, bo farby czy kredki były marzeniem. Brat Paweł przypomina, że zaraz po wojnie majstrował też z kolegą przy zapalniku pocisku znalezionym na polach. Nastąpił wybuch i Karol stracił jedno oko.
Kto wie, może zgłębiłby sztuki, które wymagają większej wnikliwości, a bez tego oka skupił się na formach bardziej ascetycznych? I tak odniósł ogromny sukces.

Karol Śliwka ukończył szkoły plastyczne w Bielsku-Białej i warszawską Akademię Sztuk Pięknych. Osiadł w stolicy, ale sześć lat temu wrócił w rodzinne strony. Kupił mieszkanko w centrum Skoczowa, żeby być blisko rodzeństwa i z każdego miejsca widzieć góry. Jak mówi Halina Romańska, sołtys wsi Harbutowice, mieszkał skromnie, bo dla niego ważniejsze były książki w szafie od tej szafy.

- Zaprojektował dla nas herb Harbutowic - dodaje Halina Romańska. - Liść lipy przecinają dwie kreski w kolorze niebieskim i szarym. Jedna nawiązuje do rzeki Wisły, a druga do dwupasmówki, która biegnie obok. Ten herb wszystko o nas mówi. Do tego podarował nam 37 plansz ze swoimi fotografiami. A fotografował mieszkańców Harbutowic, nasze domy i pejzaże.

Kto się z nim zetknął, mówi, że był czarujący, pełen poczucia humoru i dystansu do siebie. Gdy tylko sprowadził się do Skoczowa, był stałym gościem Miejskiego Centrum Kultury „Integrator”. Uczestniczył w życiu kulturalnym całej okolicy. Zjawiał się i na dożynkach, i na pogadankach. Doradzał, komentował, wspierał - społecznie i ciągle z tą samą życzliwością.

- Nigdy nie przyszedł do nas bez śliwek w czekoladzie, bo jak można śliwek nie lubić, żartował - wspomina Julia Raszka, dyrektor MCK „Integrator” w Skoczowie. - Ilekroć włożył koszulę bordową czy fioletową, to podkreślał, że dziś jest w kolorze śliwkowym. Charakterystycznym elementem jego ubioru był także beret. Gdy rozsyłał kartki świąteczne wykonane własnoręcznie, to zawsze był na nich beret lub śliwka, jego znaki rozpoznawcze.

Tych kartek w okolicy jest tak dużo, że pani sołtys planuje zorganizować z nich wystawę. Ze swojego nazwiska Karol Śliwka uczynił wręcz atut.

Do końca był bardzo pracowity. W Skoczowie miał dwie wystawy; jedną fotograficzną, której tematem były chmury, a drugą swoich znaków graficznych. Gdy odwiedził Muzeum Drukarstwa w Cieszycie, od razu zrodził się tam pomysł, by pokazać jego ex librisy. - W naszej książce pamiątkowej zostawił potem swój podpis. Napisał: Karol i domalował śliwkę - przypomina Karol Franek, który prowadzi to Muzeum Drukarstwa.

W Harbutowicach uczestniczył w dorocznym festynie „Lipowe dni”, opracował logo imprezy, a nawet zaprojektował logo miejscowego Koła Gospodyń Wiejskich.

- Umiał pocieszyć, wesprzeć - dodaje Halina Romańska. - Udzielała nam się jego pogoda ducha.

W katowickiej ASP Karol Śliwka prowadził warsztaty poświęcone projektowaniu znaków graficznych.

- Był grafikiem wybitnym - mówi prof. Roman Kalarus z ASP w Katowicach. - Sztuka Karola Śliwki jest rozpoznawalna, a w mojej ocenie to niezaprzeczalna wartość. Robił swoje sławne znaki ręcznie, przelewając na nie swoją wyobraźnię, swój nastrój czy humor. Znak i litera to była jedność, jeden element był echem drugiego. Dziś takie znaki projektuje się inaczej, zespołowo i tak, by nie było widać w nich autora, z poprzedzającą analizą rynku.

Julia Raszka z „Integratora” dodaje, że chętnie rozmawiał o sobie, ale zawsze z taką pokorą wobec życia. Uderzająca była jego skromność.

Teresa Semik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.