Kiedyś to byłby film na familokach w Chwałowicach! ZDJĘCIA

Czytaj dalej
Fot. Aleksander Król
Aleksander Król

Kiedyś to byłby film na familokach w Chwałowicach! ZDJĘCIA

Aleksander Król

Kokot nadal pieje i budzi na szychta jak „za pierwy”. Nad głową pani Teresy Brzozowskiej, która żyje tu już 76 lat, czasem przeleci jeszcze jakiś gołąb, ale to już nie te familoki, co kiedyś. Na starym, kopalnianym osiedlu z czerwonej cegły przy ul. 1 Maja w Chwałowicach TVN chce kręcić swój najnowszy serial. Co pokazać widzom? - Spóźnili się, kiedyś na familokach było wesoło! - mówią nam mieszkańcy osiedla.

Jeszcze kilka lat temu trochę cienia dawały chlewiki, znajdujące się na środku placu między familokami. „Obulono je” i teraz słońce zalewa cały plac. Na jednej z ławeczek, przyklejonych do cegieł familoka, w pierwszych wiosennych promieniach wygrzewają się panie Teresa Brzozowska i Barbara Rodzik. Z białego kubka paruje jeszcze herbata albo kawa. - Siedza tu zawsze, w lato całe dnie, ale coraz mniej ludzi tak siedzi. Kiedyś było lepij. Ludzie się bardziej znali. Teraz każdy siedzi doma. Pozamykany - mówi pani Teresa, która urodziła się na tym osiedlu w 1941 r. Dosłownie.

- Położna, która mnie odbierała nazywała się Święto. Wszystkie dzieci odbierała. Szpitali nie było tela - mówi nam pani Teresa, uśmiechając się do swoich wspomnień z dzieciństwa. A to na familokach pod kopalnią Chwałowice było wyjątkowo wesołe. - Pamiętom, jak tutej akordyjony grały, my się uczyli tańcować! Sąsiad groł, ten co na wierchu mieszkoł. Było mu Kozik - mówi. - Za bajtla to było! My grali w szlagbal, to coś takiego jak palant - mówi. Boiskiem było podwórko między familokiem a chlewikami. - Tu na placu się grało, na dół się waliło. Od rynny do rynny były linie i się leciało. Grali my też w inne rzeczy. Na przykład w „kuku-biksy”. Nie znocie tego? Tam były hasioki, trocha dalej tako górka. My ciepali biksa ze śledzi, chowało się i my ją szukali. Trocha my też łobuzy byli. Pamiętom, jak my się uczyli kurzyć. Tytoniu nie było. To my z kartofli naci robili kurzenie - wspomina ze śmiechem pani Teresa. Szczególnie uśmiecha się gdy opowiada o młodzieńczych latach.

- Chłopa poznałam w domu kultury we Chwałowicach - mówi. Grał tam? - pytamy. Nie, Henryk robił na grubie, na dole - mówi. Zdradza nam, gdzie dawniej młodzi zakochani chodzili w Chwałowicach na randki. - Do domu kultury, naprzeciw do parku, tam, gdzie teraz pomnik. Tam były festyny, a za domem kultury był stow. Jak były Dni Morza były zabawy, łódki były. Tam się chodziło - wspomina pani Teresa. Młodym nie brakowało zapału, żeby trochę potańczyć. - A jak był odpust w Boguszowicach to się szło piechty na Boguszowice, jak był w Świerklanach to się szło piechty na Świerklany, do Jankowic do “Sosny” na muzyki się szło - mówi .

- My koleją też jeździli. Jak się we Chwałowicach do kolei wsiadło, to się jechało do Niedobczyc, nie musiałeś płacić. Wsiadłeś i banka jeździłą tam i z powrotem, do Niedobczyc, do Jonkowic. Bo w Jonkowicach była szkoła z internatem, tam chłopcy byli. To w tych pociągach my rozmawiali, spotykali się z chłopcami - opowiada. Po ślubie pan Henryk zamieszkał w familoku pani Teresy. - Tu mieszkała moja „starka”, tu się też moja mama urodziła. Opowiadała mi jak kościół budowali. A jo zaś pamiętom jak budowali dom kultury. Wcześniej były tam pola i lasy - mówi. Jak już wyszła za mąż, też wesoło się na familokach żyło. U Jarzyny groł telewizor, przy praniu nad romplą szło trochę poplotkować.

- Kiedyś jak kto mioł rower to był bogaty, a jak radio to w ogóle. Do jednej „kliki” się wchodziło i wszyscy słuchali. A telewizor? Pamiętom, Jarzyna, który tu mieszkoł mioł pierwszy telewizor. Raz zawołaliśmy do niego moją starkę, żeby se przyszła zobaczyć w telewizorze pochód 1 maja. Starka godała: „ja to je fajnie, to je fajnie, ale to je tyn szatan. Jak będą zbereźniałe rzeczy pokazywać, to będzie źle” - mówiła i miała racje - opowiada pani Teresa.

- A u Jarzyny to nie tylko telewizor był pierwszy, ale też pralka. Na godzina prania broł 5 zł. Jarzyna miał głowę do interesów, fachowiec był. Robił piece - mówi. Będziecie oglądać serial, co to u Was nakręcą? - zagadujemy. - Jak dożyja to ja, wnuczka mi godała, że na fejsbuku pisało, że będą film robić - dodaje.

Na filmowców „czeka” już też sąsiadka pani Teresy - Barbara Rodzik. Ona na familokach mieszka od 30 lat, a przyjechała tu z mężem za pracą 30 lat temu. - Tu dostaliśmy mieszkanie. Na początku inaczej było. Nie było łazienek. Prało się w doma, albo na klatce, gdzie była woda. Pomału się robiło remonty. Każdy sobie robił łazienkę, kuchnię. Ludzie byli bardziej za sobą. Żyło się na jednej stopie - mówi pani Barbara.

- Starsi ludzie zawsze siedzieli na ławkach. Ja tego ich języka nie znałam. Lubiłam siadać słuchać ich - mówi. - I pełno było w tych chlewikach zwierząt - dodaje. Teraz widzowie TVN zobaczą najwyżej gołębie, może kury, a kiedyś trzymano w chlewikach świnie i kozy!

A gdyby ekipa z TVN zapytała,czy chcecie zagrać w filmie, zagralibyście? - zagadujemy panią Ewę i Jorgusia. - E tam, są młodsi, niech tam grają. - śmieje się małżeństwo, które zaprasza nas na chwilę do swojego mieszkania. Podobnego do tego, w jakim będzie kręcony serial. W dużym pokoju stoi piec kaflowy.

- Ja na familokach mieszkam od dziecka, ale w dzieciństwie pod innym numerem - wspomina pani Ewa. Mówi, że kiedyś było inne wychowanie. - Nie wolno było dzieciom drzwiami huknąć. Zaraz ojciec albo sąsiad wołał: „Ewa, wróć z powrotem zamknąć drzwi”! I ja musiałam wrócić otworzyć je i zamknąć jeszcze raz - mówi pani Ewa.

- A w sobota od razu miotły szły i było sprzątanie. Na oknach donice, w których musiały być kwiatki. Jedni mieli bratki, inni musieli mieć coś innego. I chodził pan Świerk i sprawdzał, a jak kto nie miał, to były kary. Ale porządek był - mówi pani Ewa. Dodaje, że teraz już by nie wróciła na familoki. - Ale mamy niepełnosprawną wnuczkę. Dlatego zamieniliśmy się z synem. Jemu dom udostępnili, a my tu przyszli, żeby mieli wygodniej - mówi.

- Ale to już nie to samo co kiedyś. Jakby rodzice „powstawali” i zobaczyli to, powiedzieliby, że to niemożliwe, jakie slamsy się z tego zrobiły - mówi pani Ewa. A jej mąż Jorguś dodaje, że kiedyś kopalnia dbała o wszystko. Co chwilę remontowali, ale teraz, jak jest spółdzielnia, to nic się nie robi. - Tam po drugiej stronie ulicy cały plac im wybrukowali, a u nas nic. Od maja mają chodzić, brukować u nas. Może jak film będą kręcić, się bardziej zmobilizują - śmieje się pan Jorguś.

Kto wie, może w nowym serialu TVN zobaczymy Mieczysława Wacławskiego. - Jakby mi zaproponowali, to mógłbym urywek zagrać - żartuje pan Mieczysław.

Aleksander Król

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.