Kliniczny oddział anestezjologii i intensywnej terapii w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 5 po remoncie

Czytaj dalej
Fot. Arkadiusz Gola
Anna Dziedzic

Kliniczny oddział anestezjologii i intensywnej terapii w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 5 po remoncie

Anna Dziedzic

Kliniczny oddział anestezjologii i intensywnej terapii w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 5 dostał nowe życie. Po kapitalnym remoncie o cztery wzrosła liczba łóżek. Wczoraj oficjalnie otwarto oddział. Pacjenci pojawią się na nim za kilka dni.

Nowy sprzęt, wyremontowane sale, meble, podłogi i ściany, nowe instalacje. Oddział kliniczny anestezjologii i intensywnej terapii w dawnym szpitalu górniczym w Sosnowcu przeszedł prawdziwą metamorfozę.

- To była konieczność, ale początkowo mieliśmy tylko zrobić drobny lifting za około 70 tysięcy złotych. Jednak doszłam do wniosku, że to nie będzie miało sensu. Postanowiliśmy kompleksowo podejść do tego tematu i jednak wyremontować kompleksowo cały oddział - mówi dr Alicja Cegłowska, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 5 im. św. Barbary w Sosnowcu.

Jak twierdzą lekarze i potwierdza dyrekcja, oddział był już w kiepskim stanie technicznym. Trzeba było dostosować jego stan do wymagań sanepidu.

- Ten pierwotny plan polegający na uzupełnieniu niedoborów wykładziny, czy stanu ścian, w mojej ocenie nie miał sensu, bo skoro już musieliśmy przenosić pacjentów, to postanowiliśmy zrobić ten remont raz a dobrze, by nie wracać już później do tego tematu. Poza tym takie uzupełnienie niedoboru wykładziny nie rozwiązywałoby problemu epidemiologicznego w żadnym zakresie - uważa dr Alicja Cegłowska. - Sanepid prędzej czy później musiałby podjąć wobec nas jakieś kroki. A wtedy byłoby to dla naszych pacjentów dużo bardziej uciążliwe, niż zmniejszenie liczby łóżek o cztery na czas remontu oddziału.

Zmiana zakresu remontu wiązała się jednak z większymi kosztami inwestycji. Ostatecznie, remont 16-łóżkowego oddziału kosztował 1,5 mln złotych.

- Z tej kwoty jednak pół miliona udało nam się pozyskać w formie dotacji z Urzędu Marszałkowskiego - dodaje dyrektor. - To oddział niezwykle ważny, który jest sercem szpitala - mówiła dr Cegłowska.

Na czas remontu, który trwał od kwietnia ubiegłego roku, pacjenci zostali przeniesieni tymczasowo do innych pomieszczeń. Tu pojawili się pracownicy ekip remontowych. Nie było łatwo, ale lekarze, jak zwykle, pracowali na sto procent. To właśnie w czasie remontu oddziału do sosnowieckiego szpitala trafił mł. chor. Tadeusz Pęcek, saper ranny podczas wybuchu w Kuźni Raciborskiej. Dochodził do zdrowia właśnie na oddziale anestezjologii i intensywnej terapii. Kierownikiem klinicznego oddziału anestezjologii i intensywnej terapii jest prof. Lech Krawczyk.

-Pacjenci byli przeniesieni na inny oddział, gdzie mieliśmy zabezpieczenie w gazy medyczne i warunki pozwalające na pracę personelu - mówi prof. Krawczyk. - Remont, jak na to, co tu zrobiono, trwał krótko. Teraz będziemy mieć łatwiej - cieszy się prof. Lech Krawczyk. - To jest oddział przeznaczony do ratowania i leczenia ludzi. Tu nie ma niepotrzebnego przetrzymywania chorych. Przyjmujemy pacjentów z ciężkimi urazami, z powikłaniami pooperacyjnymi, ciężkim zapaleniem płuc. W większości jesteśmy dla tych pacjentów ostatnią deską ratunku. Jednak, dzięki zaangażowaniu personelu medycznego jak i pielęgniarskiego, wyniki naszych działań są przyzwoite i nie odbiegają od średniej krajowej, a w niektórych przypadkach, nawet je przekraczają. Wystarczy spojrzeć na naszego byłego pacjenta, sapera, którego ratowaliśmy przez ostatnich parę miesięcy - kończy prof. Krawczyk.

Uratowali sapera

8 października młodszy chorąży Tadeusz Pęcek wraz z kolegami z 29. patrolu rozminowania 6. Batalionu Powietrznodesantowego z Gliwic zaczął rozbrajać niewybuchy z okresu II wojny światowej. Nieoczekiwanie nastąpiła eksplozja, w wyniku której rannych zostało sześciu żołnierzy. Zmarło trzech saperów.

- Nie wiem, jakim cudem przeżyłem -mówił. Podczas pobytu w szpitalu saper korzystał z pomocy kilkunastu specjalistów, w tym neurologa, neurochirurga, chirurga szczękowego, okulisty. I oczywiście anestezjologów. Po dwóch miesiącach pobytu w szpitalu i walki o życie saper został w grudniu wypisany do domu. Jednak to nie koniec dochodzenia młodszego chorażego Pęcka do pełnego zdrowia, bo wciąż konieczne jest dalsze leczenie, rehabilitacja. Wczoraj był gościem uroczystego otwarcia oddziału anestezjologii i intensywnej terapii w WSS nr 5 w Sosnowcu. (AGA, AD)

Anna Dziedzic

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.