Kobieta w Łańcucie przyszła na grób cioci, a tu grobu nie ma. A gdzie szczątki cioci Józi? W dziwny sposób się "rozpuściły"

Czytaj dalej
Fot. Krzysztof Kapica
Andrzej Plęs

Kobieta w Łańcucie przyszła na grób cioci, a tu grobu nie ma. A gdzie szczątki cioci Józi? W dziwny sposób się "rozpuściły"

Andrzej Plęs

Co najmniej kilkanaście razy rocznie bywała na grobie swojej krewnej w Łańcucie. Po raz ostatni 8 lipca. To wtedy spostrzegła, że grobu cioci Józi już nie ma, a w tym samym miejscu spoczywa pan Ryszard. A potem dowiedziała się, że „szczątki cioci podobno „rozpuściły się”.

Marzena Stokłosa mówi, że kilka pokoleń jej przodków spoczywa na Cmentarzu Komunalnym w Łańcucie, bo grobów Kożuszków jest tu wiele. Teraz już poza grobem zmarłej w 1947 roku Józefy Kożuszek, który znikł w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach, choć pani Marzena od czterech miesięcy stara się zjawisko „znikającego grobu” wyjaśnić. I równie długo otrząsnąć się z tego pierwszego szoku.

- Zaczęły się wakacje, postanowiłam, że trzeba grób cioci uprzątnąć, jak co roku - opowiada pani Marzena. - Zwykle robiłam to wcześniej, ale zdalne nauczanie, pandemia, przez chwilę zamknięte cmentarze.

Znikająca ciocia Józia

Były tu z córką jeszcze w maju, pousuwały chwasty i odrosty. Z początkiem czerwca zajrzała na cmentarz już sama, uporządkowała, co jeszcze się dało, zapaliła nowe znicze. Miesiąc później była tu znów, z dwoma siatami doniczek z nowymi sadzonkami na grób cioci Józi. A grobu cioci Józi nie było.

- Najpierw przestraszyłam się, że coś nie tak z moimi zmysłami, bo grobu cioci nie mogę znaleźć. Popędziłam nieopodal pod kaplicę cmentarną, punkt orientacyjny na cmentarzu, może to pomoże mi znaleźć właściwe miejsce. I stąd wróciłam na pierwotne miejsce. Wokół wciąż te same, co zawsze, nagrobki, ale tego cioci nie ma

- opowiada.

- Jest za to drewniany krzyż, kilka zniczy i tabliczka z nazwiskiem pana Ryszarda, z której wynikało, że zmarł kilka dni wcześniej. I niedowierzanie: gdzie ciocia i co ja teraz zrobię.

Wybrała się do Łańcuckiego Zakładu Komunalnego, który administruje cmentarzem.

- Po wyjaśnienia - tłumaczy. - A pani w ŁZK mnie pyta, dlaczego nie sprzątnęłam tego grobu. Zdziwiłam się mocno, bo przecież regularnie był sprzątany. I wtedy pani uświadomiła mnie, że w administracji cmentarza pojawiła się obywatelka z oświadczeniem, iż grobem od lat nikt się nie zajmuje i na podstawie tego oświadczenia wydano zgodę na ponowny pochówek w tym miejscu.

Usłyszała pytanie: czego pani oczekuje? Odpowiedziała, że oczekuje odzyskania tego miejsca pochówku. A przede wszystkim chce wiedzieć, gdzie są szczątki cioci, co z nimi zrobiono, gdzie jest ziemia wybrana z tego miejsca pod urządzenie piwniczki dla pana Ryszarda. Dowiedziała się, że szczątków nijakich nie znaleziono, na pewno się rozpuściły, żadnych innych śladów po cioci też nie było.

- A potem nastąpił atak, bo pani zapytała mnie, czy jestem w stanie udowodnić pokrewieństwo z ciocią - ciągnie pani Marzena. - Pokazałam dowód osobisty. I dodałam, że mogę jeszcze dostarczyć odpis aktu chrztu cioci.

Poproszono ją o podanie numeru telefonu, miał zostać przekazany wdowie po panu Ryszardzie. Do dziś nie zadzwoniła. A zniknięcie cioci Józi wciąż niewyjaśnione, więc pani Marzena zaczęła korespondencję.

Pozostało jeszcze 70% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Andrzej Plęs

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.