Kopalnia Wujek-Śląsk: Ciała górników odnalezione. To najdłuższa akcja ratownicza w historii

Czytaj dalej
Fot. Lucyna Nenow
PSZ

Kopalnia Wujek-Śląsk: Ciała górników odnalezione. To najdłuższa akcja ratownicza w historii

PSZ

W poniedziałek około godz. 20.20 ratownicy dotarli do dwóch górników pracujących na kopalni Wujek Ruch Śląsk. Górnicy zaginęli 18 kwietnia, kiedy na głębokości 1050 metra doszło jednego z najsilniejszych wstrząsów w naszym regionie.

- To smutna wiadomość. Przekazujemy wyrazy współczucia rodzinom - powiedział Wojciech Jaros, rzecznik prasowy Katowickiego Holdingu Węglowego, kiedy poinformował o tym, że odnaleziono ciała dwóch górników zaginionych blisko dwa miesiące temu.

Akcja ratownicza trwała od 18 kwietnia, kiedy to doszło do wstrząsu o sile 4,2 w skali Richtera na głębokości 1050 metra kopalni Wujek Ruch Śląsk. W wyniku wstrząsu zostało odciętych dwóch górników. Akcja ratownicza zaczęła się dosłownie dwie godziny później. Najpierw próbowano przekopać się do nich ręcznie, ale okazało się, że jest to niemal niemożliwe. Szybko podjęto decyzję o tym, aby uruchomić kombajn, a jednocześnie zaczęto przygotowania do przeprowadzenia na tę głębokość odwiertu, dzięki któremu będzie można podjąć próbę kontaktu z zaginionymi.

PRZECZYTAJ RELACJĘ Z AKCJI RATUNKOWEJ W KOPALNI WUJEK ŚLĄSK

Wiertnica przebiła się tam 6 maja. Najpierw spuszczono kamerę, a następnie prowadzono kilkudniowy nasłuch. Niestety bezskutecznie. Po górnikach nie było śladu. Jedynym ratunkiem był więc kombajn, który do górników dokopywał się przez ponad miesiąc. Kilka dni temu udało się wreszcie dostać do odcinka, w którym mogli znajdować się górnicy.

Podchodząc od strony chodnika badawczego "5a" około godz. 20.20 ratownicy znaleźli ciała obu poszukiwanych. Wcześniej w penetrowanych korytarzach znaleziono kurtki górników.

- W powojennej historii polskiego górnictwa nie było tak długiej akcji ratowniczej. Tu jednak funkcjonuje zasada, że trzeba iść niezależnie czy spodziewamy się znaleźć kogoś żywego czy martwego - mówi Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki i były ratownik górniczy. - To ma kolosalne znaczenie dla ludzi pracujących pod ziemią, bo chcą mieć pewność, że kiedy im się to przydarzy, to mogą liczyć na pomoc bez względu na to, jak długo będą pod ziemią.

Jednocześnie Markowski podkreśla, że w takich sytuacjach nie powinno się liczyć pieniędzy wydanych na przeprowadzenie takiej akcji. - Ci, którzy liczą dzisiaj pieniądze, zestawiają to z możliwością przeżycia. Dziś jednak mamy czyste sumienie, a to jest najważniejsze.


*BURZOWA MAPA POLSKI ONLINE Gdzie jest burza i przygotuj się [RADAR BURZOWY]
*Tak wygląda certyfikowany dom pasywny w Bielsku-Białej. Ogrzewanie to tylko 400 zł rocznie
*Przepisy drogowe od 18 maja 2015: 50 km/h + odebranie prawa jazdy
*Samochód staranował w przystanek w Chorzowie. Kobieta w szpitalu
*Śląsk Plus. Górny Śląsk jest piękny ZDJĘCIA INTERAKTYWNE

PSZ

Komentarze

4
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Adam z Zawiercia.

Gdzie w ogóle są jakiekolwiek zasady pracy i ochrony pracowników .? Dwa miesiące szukania"igły w stogu siana" Ile to kosztowało ?Czasu , pieniędzy i nerwów dla rodziny i kolegów-współpracowników
Ludzie odpowiedzialni za ten wypadek i brak odpowiedniego zabezpieczenia będą jeszcze odznaczani
bo tak się szanuje drugą osobę a zwłaszcza tą od czarnej roboty.! Wnioskuje by wszelkie koszty tego
zdarzenia pokryli ludzie z dozoru a nie podatnik. Nauczka na przyszłość,stwarzać wszystko by pracownik był bezpieczny a odpowiedzialni za to zawsze są ale do pieniędzy.!!!

A

Szkoda ze tak się stało. Bardzo mi szkoda tych rodzin tych górników.

dd

i świeć Panie nad ich duszami.
Oczywiście podziękowania dla wszystkich, którzy brali udział w akcji ratunkowej.

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.