Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Królowi węgla Polska płaciła odszkodowanie węglem

Czytaj dalej
Teresa Semik

Królowi węgla Polska płaciła odszkodowanie węglem

Teresa Semik

Związek Kopalń Górnośląskich „Robur” - przedwojenna spółka rekina biznesu, milionera Alfreda Faltera - znów jest w grze. W katowickich sądach od 10 lat trwa bój o jej reaktywację. I o majątek.

Spółka „Robur”, której większościowym właścicielem był Alfred Falter, była największym hurtownikiem węgla w przedwojennej Polsce. Co trzecia tona wydobywana na Śląsku trafiała do jego komisowej sprzedaży. Gdy załamał się handel z Niemcami, Falter został armatorem. Kupił statki, wydzierżawił nabrzeże w Gdyni i woził węgiel do Skandynawii.

Dziś łakomym kąskiem jego „Robura” jest działka w Warszawie. Na początek.

W 2006 roku do katowickiego sądu wpłynął wniosek o wpis do rejestru spółki „Robur” Związek Kopalń Górnośląskich. Sąd wniosek oddalił, ale wezwał do uzupełnienia dokumentów na temat ewentualnego następstwa prawnego wspólników.

Wtedy pojawiła się mieszkanka Łodzi i poinformowała ten sam sąd, że jest spadkobierczynią Jerzego Kramsztyka, wspólnika jawnego (komplementariusza spółki). Na dowód przedstawiła sądowe stwierdzenie nabycia po nim spadku. Zażądała odwołania dawno nieżyjącego likwidatora „Robura” i ustanowienia nowego, w osobie warszawskiego adwokata Andrzeja Muszyńskiego. Zaznaczyła, że prawdopodobnie majątkiem likwidowanej spółki jest nieruchomość położona w Warszawie przy ul. Foksal. Dziś jest tam m.in. boisko szkolne.

Sąd uczynił mecenasa Muszyńskiego likwidatorem i to był błąd sądu, po czym odmówił przerejestrowania spółki do Krajowego Rejestru Sądowego, a także wprowadzenia zmian w statucie, bo uznał, że likwidator nie ma do tego legitymacji. Od tego momentu zwroty akcji w tej sprawie są tak błyskotliwe i sensacyjne, jak przedwojenna kariera finansowa i polityczna Alfreda Faltera.

Spółka z ograniczoną poręką „Robur” istniała od 1922 roku, ale w 1931 roku przekształciła się w spółkę komandytową. Komandytariuszami na koniec byli: Alfred Falter z Katowic oraz Marii-Ann Friedlaender-Fuld z Berlina, rozwiedziona Goldschmidt-Rotschild. Dyrektorami naczelnymi (komplementariuszami spółki komandytowej) byli ciągle: dr Stanisław Wachowiak i Jerzy Kramsztyk.

Alfred Falter mieszkał w Katowicach przy ulicy Rybnickiej 1 i to na Śląsku zarobił swoje wielkie pieniądze. Głównie inwestował w górnictwo i hutnictwo. Dobrze znał ten region i go rozumiał. W 1922 roku został ekspertem gospodarczym polskiej delegacji na Konferencję Genewską w sprawie podziału Górnego Śląska. Wszedł na 10 lat do władz Górnośląskiego Związku Przemysłowców Górniczo-Hutniczych. Od 1932 roku był jednym z prezesów Centralnego Związku Przemysłu Polskiego.

Jego biznesowym sukcesem okazał się koncern „Robur” - Związek Kopalń Górnośląskich, z którym było powiązane towarzystwo żeglugowe „Polskarob”, czyli Polsko-Skandynawskie Towarzystwo Transportowe, jedno z najbardziej udanych jego przedsięwzięć. Skorzystał z zachęty rządu, by inwestować w port w Gdyni. W 1927 roku wydzierżawił od Skarbu Państwa plac rozładunkowy oraz nabrzeże w gdyńskim porcie. W zamian zobowiązał się stworzyć flotę statków transportowych. Po polsko-niemieckiej wojnie celnej i utracie niemieckiego rynku zbytu, Gdynia była oknem na świat dla polskiego węgla. Nowych odbiorców Falter znalazł w Skandynawii, Wielkiej Brytanii. A tam najdogodniej było dostarczyć węgiel drogą morską. W powrotnych rejsach jego statki woziły najczęściej rudę żelaza. Złoty interes giganta przedsiębiorczości.

Skupował też nieruchomości w Katowicach i Warszawie, był właścicielem pierwszych pól golfowych w Polsce. Zajmował się bankowością i to na dużą skalę. Członkostwo w Radzie Banku Polskiego zawdzięczał osobiście premierowi Władysławowi Grabskiemu. Przejął kontrolę nad Bankiem Handlowym poprzez spółki zależne.

27 sierpnia 1939 r. wspólnicy przenieśli siedzibę spółki „Robur” do Warszawy. Przygotowano dalsze jej przekształcenia, do których nie doszło z powodu wojny, ale akta zostały już przetransportowane do stolicy.

Alfred Falter uciekł przed Niemcami. Sprowadził swoje statki do Wielkiej Brytanii dzięki dokumentom, które mu dostarczyło polskie podziemie. On sam został wiceministrem skarbu w rządzie gen. Władysława Sikorskiego. W czasie wojny stracił trzy statki. Robur VI o nazwie „Zbaraż” zatonął w 1940 roku przy brzegach Anglii, zbombardowany przez niemiecki samolot. Po nim na dno poszedł w 1941 Robur IV - „Częstochowa”, trafiony torpedą też u wybrzeży Anglii. Robur VIII „Zagłoba” zatonął w 1943 roku w konwoju z USA do Wielkiej Brytanii. Zginęło 26 marynarzy. Dwie ocalałe jednostki Falter eksploatował do 1949 roku. Robura III „Kmicica” przemianował na „Chopina”, a Robura V „Kordeckiego” - na „Copernicusa”. Potem wycofał się z działalności armatorskiej. Od 1942 roku mieszkał już w USA.

Ostatnie zgromadzenie wspólników „Robura” odbyło się 29 sierpnia 1946 roku w Londynie, w składzie: Alfred Falter i dr Stanisław Wachowiak. Jerzego Kramsztyka zamordowali Niemcy w 1943 roku.

Po wojnie decyzją byłej Prokuratorii Generalnej RP spółce wyznaczono kuratora, który przeniósł ją do Katowic, gdzie w 1950 roku sąd otworzył likwidację. Przez 30 lat likwidował ją katowicki adwokat, do swojej śmierci, i nie zlikwidował. Dlaczego sąd mu na to zezwolił? Nie wiadomo. W 2006 roku rozpoczęła się jej dzika reprywatyzacja.

Alfred Falter urodził się w rodzinie żydowskiej, we wsi Ropa w powiecie gorlickim. Dlatego o nim mówiono; „z małej Ropy doszedł do wielkiej Europy”. Ukończył politechnikę w Wiedniu. Zmarł w USA w 1954 roku. Zostawił dwie córki: Anielę i Marię.

Próba reaktywowania spółki „Robur” Związek Kopalń Górnośląskich zmobilizowała Ministerstwo Finansów i w archiwum odnaleziono dokument, z którego wynika, że córki przedsiębiorcy otrzymały odszkodowanie, także za posiadane przez ich ojca udziały w tej spółce. Otrzymały w 1960 roku w sumie ponad 3,1 mln dolarów na podstawie umowy odszkodowawczej, tzw. indemnizacyjnej, zawartej między PRL-em a rządem USA. Umowa ta dotyczyła roszczeń obywateli amerykańskich za znacjonalizowane w Polsce mienie. Między komisją polską i amerykańską doszło wtedy do sporu o Faltera, bo umowy indemnizacyjne dotyczyły cudzoziemców. Polak Falter obywatelstwo USA nabył 20 maja 1946 roku na skutek naturalizacji. Zdaniem strony polskiej, nie podlegał umowie indemnizacyjnej z USA. Jednak Amerykanie uznali jego przedsiębiorstwo za przymusowo zlikwidowane w Polsce, za co należy się odszkodowanie. Polska spłacała te roszczenia głównie węglem.

Annie-Marii Goldschmidt-Rotschild, z domu von Friedlaender-Fuld, która najpierw była obywatelką Niemiec, a potem Francji, w 1956 r. też dostała odszkodowanie na podstawie umowy polsko-francuskiej, w wysokości prawie 550 tys. USD, plus odsetki.

Umowy indemnizacyjne nie weszły do obiegu prawnego, nie ma wiedzy na ich temat, czego doświadczyliśmy niedawno, gdy reaktywowano spółkę Giesche i próbowano przejmować jej przedwojenny majątek. Właścicielami Giesche byli obywatele USA, więc w ramach tych umów otrzymali odszkodowanie za utracone akcje spółki.

- Jeśli państwo polskie wypłaciło odszkodowanie za przejęty majątek „Roburu”, to należało dochować staranności i dokonać odpowiednich wpisów w rejestrze sądowym, w księgach wieczystych. Tymczasem nie ma nic. Nie wiadomo do końca, co zostało spłacone, a co nie - mówi adwokat Andrzej Muszyński, likwidator „Robura”. Domaga się wpisania jako komandytariusza spółki Skarb Państwa Prezydenta Warszawy. Jego zdaniem wypłacono odszkodowanie za udziały w spółce, a nie za warszawski grunt.

Prokuratura katowicka domaga się z kolei odwołania likwidatora. Zgodnie z umową „Robura” spadkobiercy komplementariuszy nie wchodzą do spółki, tylko wypłacane są im pieniądze. Spadkobierczyni Jerzego Kra-msztyka nie była więc spadkobierczynią „Robura”, osobą uprawnioną, by wnosić do sądu o powołanie mec. Muszyńskiego na likwidatora. Jak teraz katowicki sąd wybrnie z tego błędnego koła? Proces trwa.

Roszczenia uznane spadkobierców Alfreda Faltera:
„Robur” przejęty przez rząd Polski 17. 07. 1951 r. - 696 740 dolarów; „Polskarob” przejęty 1. 08. 1947 r. - 534 362 USD; Tomaszowska Fabryka Sztucznego Jedwabiu przejęta 28. 12. 1947 r. - 187,500 USD; Cukrownia Szamotulska przejęta 30.09. 1946 r. - 4700 USD; Krakowskie Wapienniki i Kamieniołomy przejęte 8. 11. 1946 r. - 38 480 USD; Spółka Rolnicza przejęta 8.08. 1936 - 300.000 USD;

Nieruchomości w Warszawie przejęte 1. 12. 1949 - 90 tys. USD; Polski Country Club przejęty 9. 02. 1949 r. - 9 tys. USD; Polisy ubezpieczeniowe na życie - 280 USD. Łączna kwota odszkodowania wyniosła 1 862 062 dolary, plus odsetki do 1960 roku - 1,3 mln USD.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Zachodniego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Zachodniego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Zachodniego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Teresa Semik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

świąteczna obniżka o 50%

Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej na pół roku!

100,00 200,00

Wyjątkowa świąteczna okazja! Tylko do 27 grudnia prenumerata cyfrowa na pół roku kosztuje aż o połowę mniej. Skorzystaj i ciesz się pełnym dostępem!

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.