Krzysztof Karwat

Krzysztof Karwat: Dlaczego nie dowierzam sondażom

Krzysztof Karwat: Dlaczego nie dowierzam sondażom Fot. ARC
Krzysztof Karwat

Scenka z życia wzięta: - Myślisz, że jestem PiS-owcem? To nieprawda. Ja po prostu zawsze głosuję tylko na tych, którzy coś mi dają. Przecież to jest zrozumiałe i normalne, że w pierwszej kolejności myślę o sobie i swojej rodzinie.

Mój dawno niewidziany kolega chciał mnie wciągnąć w dłuższą pogawędkę polityczną, ale się nie dałem. Choć korciło mnie, by złapać za smartfon i pokazać mu mem, który w sieci „chodzi” od paru lat. Widzimy na nim premier Margaret Thatcher, która wyjaśnia, że żaden rząd na świecie nie ma „własnych pieniędzy”, więc nikomu nie może ich „dawać”. Obawiałem się jednak, że mój kumpel wzruszyłby ramionami, mimo że najpewniej uważa się za prawicowca.

Podatki są dotkliwe i wymierne, ale tylko wtedy, gdy dotyczą nas bezpośrednio. Budżet państwa - twierdzimy na co dzień - to inna sprawa. Wiadomo, to właśnie rząd trzyma na nim rękę i dzieli tak, jak chce. Zresztą, Żelaznej Damie też nie wszyscy wierzyli, choć przeszła do historii w nimbie jednego z najważniejszych polityków paru ostatnich dekad. Gdyby było inaczej, to w dniu jej śmierci tak wielu Brytyjczyków nie wyszłoby na ulice swych pogórniczych miasteczek i nie odbijałoby szampanów.

Wprawdzie mój kolega górnikiem nigdy nie był, ale przez wiele lat pracował w przemyśle, w dużych firmach państwowych. Ludziom z taką biografią zawodową trudniej przychodzi zrozumieć, że państwo nie jest omnipotentne, a w każdym razie - w krajach o długich tradycjach demokratycznych, cieszących się dobrobytem, ogranicza się jego wpływy i nie dopuszcza do wszystkich sfer życia. Co jednak począć, skoro tak wielu z nas chce, by to właśnie państwo brało odpowiedzialność za nasz los?

Przekonanie, że najważniejsze sprawy dotyczące kwestii gospodarczych i finansowych powinny zależeć od struktur administracyjno-politycznych, obciążone jest nieusuwalnym stresem, bo - w warunkach polskich - zaufanie do państwa jest mocno ograniczone: - A tak naprawdę, to nie wierzę politykom - to znowu ten mój kolega, jakby trochę nieświadomy, że sam sobie w co drugim zdaniu zaprzecza. - Nie wierzę zwłaszcza tym, którzy mówią, że wszystko, co robią, robią dla Polski, dla ojczyzny, dla naszego wspólnego dobra. W rzeczywistości, tylko kasa się dla nich liczy.

Mamy aż nadto dowodów, że ten rodzaj frustracji nie bierze się znikąd. Cóż, afera goni aferę, a niektóre z nich - choćby te w Ministerstwie Sprawiedliwości czy w Najwyższej Izbie Kontroli - są tak gigantyczne, że aż trudno w nie uwierzyć. Więc nie dziwota, że brak zaufania do swych reprezentantów, których mamy prawo sami sobie wybrać, jest cechą charakterystyczną naszej rzeczywistości publicznej. Ale czy tylko polskiej?

Miarą pozostaje frekwencja wyborcza, która - w krajach kiedyś należących do bloku moskiewskiego - mimo upływu lat wciąż pozostaje wyraźnie słabsza niż na Zachodzie. Z pokolenia na pokolenie dziedziczymy przekonanie, że od woli jednostki niewiele zależy, a przecież logika powinna kierować nas ku aktywności; różnice ustrojowe muszą być widoczne nawet dla tych, którzy z racji wieku nie mogą pamiętać rządów monopartyjnych, niedopuszczających wolnych elekcji. To na Zachodzie - teoretycznie - ludzie mogliby już czuć się „znudzeni” albo „zmęczeni” nieustannym wzywaniem ich do urn i koniecznością podejmowania samodzielnych decyzji. Tymczasem jest odwrotnie - to u nas 70-, 80-procentowa frekwencja pozostaje nieosiągalna, choć ostatnio wszystkie partie wzywają do powszechnego udziału w głosowaniu.

Analiza wyników rozmaitych wyborów, począwszy od tych z czerwca roku 1989, pokazuje, że w województwie śląskim frekwencja na ogół bywa ciut wyższa niż średnia krajowa. Tak było również podczas arcyważnych referendów w sprawie konstytucji czy wejścia Polski do Unii Europejskiej. Mniejszym poparciem cieszyły się też ugrupowania o radykalnych, skrajnych programach. Ale te różnice są niewielkie i ulegają spłaszczeniu. Jak będzie 13 października?

Nie dowierzam sondażom przedwyborczym, choć - jak inni - chętnie się z nimi zapoznaję. Wątpliwości największe budzą właśnie deklaracje dotyczące udziału w głosowaniu, wyraźnie przekraczające dotychczasowe „polskie normy”. W moim przekonaniu, skokowego przełomu jednak nie będzie, więc wyniki tym trudniej przewidzieć.

Krzysztof Karwat

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.