Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Krzysztof Wielicki. Mój największy sukces to...?

Czytaj dalej
Fot. piotr tomala/polski himalaizm zimowy
Majka Lisińska-Kozioł

Krzysztof Wielicki. Mój największy sukces to...?

Majka Lisińska-Kozioł

Jako pierwszy człowiek na świecie zdobył zimą, wraz z Leszkiem Cichym, Mount Everest w 1980 roku. Dwukrotnie uczestniczył w zimowych wyprawach na wciąż niezdobyty szczyt K2. - W górach można działać przez całe życie, tylko trzeba wiedzieć, kiedy obniżyć poprzeczkę - mówi Krzysztof Wielicki, jeden z najwybitniejszych himalaistów świata.

Od kilkudziesięciu lat działa pan w górach wysokich. Przeżył pan tam wiele dramatycznych sytuacji, wyszedł z wielu opresji. Czy to jest sukces?

Kto wie, czy nie największy. Zwłaszcza że i statystykę mam dobrą, bo przecież im się dłużej przebywa w górach, tym większe jest ryzyko, że coś się tam wydarzy. A ja spędziłem tam w sumie prawie dziewięć lat; było wiele okazji, że mogłem z nich nie wrócić. Wróciłem.

Doświadczenie i upływ czasu działają na plus?

Tak mi się wydaje. Im bardziej człowiek jest doświadczony, tym lepiej potrafi przewidywać to, co się może wydarzyć. I chyba rzadziej podejmuje ryzykowne decyzje. Nabrałem też do tego, co dzieje się w górach, pewnego dystansu.

Już pana nie porywają wielkie, niebezpieczne wyzwania?

Coraz rzadziej. W młodości człowiek chce spełniać marzenia; często zbliża się do „cienkiej czerwonej linii”, choć wie, że nie powinien jej przekraczać, bo za nią wszystko się może zdarzyć. Ryzykuje, bo uważa, że ta linia jest jeszcze przed nim. Traci czujność.

Pan osiągnął w górach niemal wszystko.

To samo mówią moje dzieci. Że swoje zrobiłem. Że nie muszę już nic dopisywać do historii światowego himalaizmu.

I co pan na to?

Patrzę na mojego najmłodszego, dziewięcioletniego syna Krzysztofa juniora i coraz częściej uświadamiam sobie, że życie to waga, która ma dwie szalki. Że na nich muszę stawiać swoje priorytety i sprawdzać, który więcej waży. Dawniej jakoś tego nie widziałem. Jechałem się wspinać i tyle. Teraz się zastanawiam, czy ryzyko, które miałbym podjąć, jest opłacalne.

Wciąż przecież jeździ pan w góry, także te wysokie.

Ale gdy sytuacja staje się niebezpieczna - robię krok do tyłu. Pomagam szczęściu.

Polska Zimowa Wyprawa na K2(8611 m n.p.m.) była szczęśliwa, bo wszyscy wrócili?

Tak uważam.

Czytaj więcej i dowiedz się: 

  • dlaczego Polakom dotąd nie udało się zdobyć Góry Gór zimą? 
  • co Wielicki sądzi o himalaistach młodego pokolenia?
  • dlaczego dla wspinaczy z K2 problemem był... dostęp do internetu?
Pozostało jeszcze 80% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Majka Lisińska-Kozioł

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.