Ks. Rafał Chajduga: Najlepiej, gdy proces pojednania następuje oddolnie [ROZMOWA]

Czytaj dalej
Tomasz Szymczyk

Ks. Rafał Chajduga: Najlepiej, gdy proces pojednania następuje oddolnie [ROZMOWA]

Tomasz Szymczyk

Ks. Rafał Chajduga pochodzi z Sosnowca i od sześciu lat pracuje na Ukrainie. Najpierw był wikariuszem w parafii pw. bł. Jakuba Strzemię w Starym Skałacie w obwodzie tarnopolskim, a obecnie pracuje w parafii pw. św. Ignacego Loyoli w Kołomyi w obwodzie iwano-frankowskim. Co roku z grupą polskiej młodzieży odwiedza Sosnowiec. W tym roku wraz z młodymi Polakami z obu parafii przyjechał na Światowe Dni Młodzieży.

Wraz z grupą młodych Polaków z Kołomyi i Starego Skałatu gościł ksiądz na Światowych Dniach Młodzieży. Jak liczne są te społeczności polskie?

Większa społeczność polska żyje w Starym Skałacie. Są tam trzy wsie, gdzie grono polskie jest bardzo mocne. W Starym Skałacie jest pół na pół: połowa Polaków i połowa Ukraińców, w sąsiednich wioskach też jest ich sporo. W Kołomyi Polaków jest 500, ale w mieście, które liczy 63 tys. mieszkańców, ta liczba niknie. Zupełnie inaczej jest na wsi, tym bardziej że tam Polacy bardziej kultywują zwyczaje i pokazują, że są Polakami. Na wsi każdy wie, który dom jest Polski.

Mieszkanie za czytanie

Osoby, które przyjechały na ŚDM pochodzą z rodzin mieszanych, czy takich, które nie wyjechały stamtąd po 1945 roku?

Takich, które nie wyjechali. Zostały na tamtych ziemiach. W Starym Skałacie i okolicznych wioskach wiele jest takich rodzin, gdzie żeniąc się, dobierano się narodowo, ale są też rodziny mieszane. To zresztą, już trzecie pokolenie, które rodzi się na tamtej ziemi. O swojej polskiej narodowości wiedzą więcej z dokumentów i opowiadań. Żyją w państwie ukraińskim. O swoim narodzie i kulturze uczą się w kościele. Dla niektórych kościół to pierwszy kontakt z językiem polskim. Słowa modlitwy, której kiedyś uczyła babcia, to często pierwsze polskie słowa.

Rozpowszechniane w Polsce informacje o Ukrainie dotyczą głównie wojny w Donbasie. Czy do Starego Skałatu i Kołomyi docierają odgłosy tego konfliktu?

Dochodzą. Najbardziej do Starego Skałatu, bo tam nie ma mężczyzn. Wyjechali, bo jednych wzięli do armii, a inni wyjechali, żeby ich nie wzięli do armii. Przy okazji ci, co wyjechali uciekając przed armią, zatrzymali się w bogatych krajach, skąd przysyłają rodzinie pieniądze na przeżycie. Kryzys międzynarodowy widać przede wszystkim w tym, że nie ma mężczyzn.

Od jak dawna pracuje ksiądz na Ukrainie?

To już sześć lat. Stary Skałat był moją pierwszą ukraińską parafią, a teraz pracuję w Kołomyi. Obie te miejscowości są od siebie oddalone o 170 kilometrów.

Wielu komentatorów zwraca uwagę, że Ukraina jest teraz na takim etapie, na jakim Polska była na początku lat 90. XX wieku. Zgadza się ksiądz z tą opinią?

Zgodziłbym się. Wygląda to podobnie. Mentalność jest również podobna do tej, którą prezentowaliśmy zaraz po upadku socjalizmu. Ci, którzy są starsi i mogą to porównać z jeszcze starszymi czasami, mówią, że na Ukrainie ludzie są teraz tacy, jak u nas trzydzieści lat temu.

Stosunki polsko-ukraińskie przenika też kwestia Wołynia i Stepana Bandery. Czy w Starym Skałacie i Kołomyi Polacy spotykają się z jakąś niechęcią ze strony Ukraińców?

Nie jest to jeszcze Ameryka, gdzie wiele narodów żyje w zgodzie, ale Polacy i Ukraińcy uczą się pomału wzajemnego szacunku do siebie. Na wzajemne relacje wpływa też przyjazne stanowisko Polski w sprawie tego, co teraz dzieje się na Ukrainie. Ukraińcy słyszą to, że polscy politycy wstawiają się za nimi i doceniają to. Widzą też, że inne kraje odwracają się od Ukrainy, a Polska zdaje się być jednym z tych przychylnie nastawionych, co przekłada się na poprawę stosunków wewnątrz Ukrainy.

Czyli kwestię pojednania zostawić należy nie politykom, ale ludziom?

Zauważyłem, że najlepsze rezultaty i zgoda między ludźmi są wtedy, gdy proces pojednania następuje oddolnie. Czasem na górze trudno poradzić sobie z niektórymi tematami. One są niełatwe i bolesne, ale jeżeli zwykli ludzie potrafią podać sobie rękę i żyć w zgodzie, to uważam, że to jest najważniejsze.

Tomasz Szymczyk

Dziennikarz i redaktor Dziennika Zachodniego, aktualnie szef działu Śląsk. Piszę o najczęściej o kolei w województwie śląskim oraz historii Śląska i Zagłębia. Lubię spędzać aktywnie czas na rowerze lub na górskich szlakach. Jesienią obowiązkowy punkt tygodnia to grzybobranie. Zapraszam do kontaktu: [email protected], twitter: @SzymczykT

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.