Andrzej Drobik

Kto ma owce, ten ma co chce

Kto ma owce, ten ma co chce
Andrzej Drobik

Zjazd Karpacki, który odbył się w Istebnej udowodnił, że powrót tradycyjnego pasterstwa w Beskidy stał się faktem.

Choć w latach 90. XX wieku owce zniknęły z beskidzkich hal, dzisiaj pasterstwo mocno odradza się na terenie Trójwsi Beskidzkiej - w Istebnej, Jaworzynce i Koniakowie. Symbolicznym zwieńczeniem tego procesu jest III Zjazd Karpacki, który w miniony weekend odbył się właśnie w Trójwsi.

Górale z Rumunii, Bojkowie, Huculi i Łemkowie - to tylko niektórzy z przedstawicieli kultur związanych z Karpatami, którzy pojawili się w Istebnej. Uroczyste otwarcie zjazdu odbyło się w piątek w Cieszynie.

- To bardzo symboliczne, że na otwarcie zjazdu pojawiamy się właśnie w Cieszynie - mówił podczas otwarcia III Zjazdu Karpackiego Józef Michałek, jeden z jego organizatorów. - Dla górali z Istebnej Cieszyn był zawsze centrum, miastem do którego jeździli na targi, czy choćby po to, by płacić tu podatki. Bardzo ważne jest, by centrum spotykało się z peryferiami, a przecież kultura górali, kultura pasterzy to właśnie kultura peryferii - podkreślił.

Podczas III Zjazdu Karpackiego spotkali się przedstawiciele Polski, Czech, Słowacji, Ukrainy i Rumunii.

- Jesteśmy rodziną, a jak rodzina się szanuje, to się spotyka. My dzisiaj mamy szansę, żeby wypracować wspólne stanowisko w ważnych dla nas sprawach, żeby dyskutować nie tylko o historii, ale też o przyszłości o miejscu Karpat w całej Europie Środkowej - powiedział Andrzej Gąsienica - Makowski, były poseł i starosta tatrzański.

Jak tłumaczą organizatorzy zjazdu, spotkanie w Istebnej jest potwierdzeniem dużych zmian, jakie zaszły w Beskidach w ostatnim dwudziestoleciu.

Zmiany są widoczne, bowiem w pierwszej połowie lat 90. XX z beskidzkich hal praktycznie zniknęło tradycyjne pasterstwo.

- Owce wydawały się wtedy nieopłacalne, nie było baców, którzy mogliby podjąć trud wyprowadzania stad na hale - tłumaczy Piotr Kohut, baca z Ko-niakowa.

To właśnie Kohut i Henryk Kukuczka, baca ze Stecówki, wypadają aktualnie w Istebnej duże stada, liczące po kilkaset owiec. Przełomem okazało się jednak wpisanie Istebnej na szlak oscypka - od tego czasu w Beskidach można legalnie wytwarzać ten najpopularniejszy w Polsce ser owczy.

- Istebna jest też ważnym miejscem na Szlaku Kultury Wołoskiej. To projekt, w którym biorą udział województwa śląskie, małopolskie i podkarpackie oraz całe pogranicze ze strony Słowacji - tłumaczy Michałek.

Zachwytu beskidzkimi halami nie kryli przedstawiciele Rumunii, kraju w którym obecnie wypasa się ponad 13 mln owiec!

- Istebna może być przykładem na to, że pasterstwo powinno zostać zachowane, bo przyczynia się do odrodzenia lokalnych społeczności i górskiej gospodarki. My dzisiaj musimy zrobić wszystko, żeby młodzi ludzie nie wyjeżdżali z gór, właśnie zrównoważona gospodarka, oparta na pasterstwie może się do tego przyczynić - mówił Catean George z Rumunii.

Jak tłumaczy, Istebna jest znana w Rumunii, a tutejsi górale promują Beskidy daleko poza granicami naszego kraju. Z taką opinią zgadza się też Andrzej Gąsienica-Makowski.

- Dzisiaj każda wieś w górach powinna mieć bacę, który wypasa owce. Pasterstwo znów tworzy więzi kulturowe, a przede wszystkich staje się ważnym elementem lokalnej gospodarki. Na szczęście to udało się w Istebnej - komentuje.

Andrzej Drobik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.