Ktoś nam psuje Katowice, czyli trudna przestrzeń [WIDEO]

Czytaj dalej
Aldona Minorczyk

Ktoś nam psuje Katowice, czyli trudna przestrzeń [WIDEO]

Aldona Minorczyk

Z uwagą obserwujemy zmiany, jakie zachodzą w Katowicach. Dopiero co oddana do użytku część Rynku budzi tyle samo dobrych, co i złych emocji. Katowiczanie najwyraźniej się tym nie przejmują i przychodzą na Rynek. Ładny czy nie - to kwestia gustu. Jednym podoba się fontanna, inni narzekają, że oświetlenie jest tandetne. W porównaniu z tym, co mieliśmy w tym miejscu jeszcze kilka lat temu, to jednak ogromna zmiana. Niestety, przy okazji w oczy rzuca się wiele fuszerek.

Co władza, to zmiany. Nie zawsze na lepsze

Jerzy Gorzelik, historyk sztuki, podkreśla, że tak naprawdę nie tylko w wypadku Rynku, ale i innych inwestycji można było zrobić więcej i lepiej za te same pieniądze. Wytyka błędy, ale też przyznaje, że zmiana państwowości czy ustroju zawsze powodowała, że w Katowicach nowa władza próbowała przekreślić dokonania poprzedników i wcześniejszy rozdział w dziejach miasta. Słowem, psuła nam miasto. - Symbol tych zmian to plac Sejmu Śląskiego i otaczające go budynki. Tę część miasta zaczęto rozbudowywać po 1922 roku. Wcześniej tkanka miasta - niemieckiego - znajdowała się po drugiej stronie torów. Nowa władza chciała podkreślić polskość miasta, przenieść wszystko, co ważne - mówi Gorzelik.

Wybudowano katedrę, budynek Sejmu Śląskiego, Gmach Urzędów Niezespolonych i Muzeum Śląskie. Ten ostatni budynek w stanie surowym był gotowy w 1939 roku. Został wyburzony przez Niemców, którzy dla odmiany chcieli symbolicznie odciąć miasto od polskości. Do swoich potrzeb przystosowali pozostałe budynki. Z Gmachu Urzędów Zespolonych usunęli płaskorzeźbę z dolomitu przedstawiającą polskie godło: orła w koronie wpisanego w koło, której autorem był Stanisław Szukalski. Hitlerowcy zastąpili ją porcelanowymi mechanicznymi kurantami (glockenspiel).

Po II wojnie światowej władze PRL-owskie też mocno zaingerowały w przestrzeń placu Sejmu Śląskiego, stawiając na nim monumentalną bryłę centrum kultury, nazywaną żartobliwie December Palace, od nazwiska I sekretarza KW PZPR Zdzisława Grudnia.

Zimne, niezbyt przyjazne, ale za to spójne

Trzeba przyznać, że w czasach socjalizmu w Katowicach powstało wiele awangardowych budowli, jak Spodek, dworzec PKP, a przy rynku Dom Prasy, Zenit i Skarbek. W tym czasie wybudowano też Tysiąclecie. To było spójne. Zimne, niezbyt przyjazne ludziom, ale spójne - podkreśla Jerzy Gorzelik.

Stoimy przy nowo oddanym do użytku Rynku, a właściwie jego części kwiatowej. Ta przestrzeń jeszcze w 1945 roku była zabudowana kamienicami. Spalili je żołnierze Armii Czerwonej. Władza ludowa miała więc spore pole do popisu. - To bardzo trudna przestrzeń. Wszystko można zrobić lepiej. Mnie denerwują ewidentne fuszerki i brak dbałości o szczegóły, o małą architekturę - mówi Gorzelik i zaprasza na spacer po mieście.

Najpierw chodniki, katowicka specjalność: fale i dziury. Nawet w nowych, zbudowanych kilka lat temu. Do tego kostka brukowa, na której można łatwo połamać obcasy. Kobiety dawno zrezygnowały tutaj ze szpilek. Ścieżki rowerowe. Super, że w ogóle są, ale na ul. Wojewódzkiej na odcinku od ul. Jadwigi do placu Miarki zajmują większą część chodnika. Z trudem mija się tu dwójka pieszych.

Czystość? Niestety. Idziemy w górę ulicą Sienkiewicza. Liceum im. Kopernika i dwa boiska w stanie fatalnym. - Wkurza mnie to, bo budujemy nowe, a nie potrafimy utrzymać tego, co mamy - podkreśla Gorzelik.
Nieco wyżej ścieżka między cmentarzem a ogrodzeniem komendy policji. Dochodzimy do Domu Księży Emerytów. Wrażenia? Wysypisko śmieci.

Są tutaj takie miejsca, że zwyczajnie nam wstyd

Dalej idziemy ulicą Wita Stwosza. Mijamy Prokuraturę Okręgową i skręcamy obok hotelu, by dostać się na skróty do hipermarketu Alma i dalej do parku im. Kościuszki. Jeśli któryś z hotelowych gości, którzy niebawem przyjadą do Katowic np. na Europejski Kongres Gospodarczy, zechce zrobić zakupy, czekają go niezapomniane widoki i przegląd butelek po trunkach. Zwyczajnie wstyd.

Docieramy do parku i ul. Kościuszki schodzimy w dół. Przystajemy przy budynku zaprojektowanym przez Tadeusza Michejdę, najsłynniejszego śląskiego architekta. Budynek od kilku lat w przebudowie. Tak naprawdę po prostu zniszczony. Przed nim infokiosk Szlaku Katowickiej Moderny. - Nieczynny. Może i dobrze. Ten obiekt powinien zniknąć ze szlaku. Ktoś nie dopilnował, aby wpisać go na listę zabytków i mamy efekt. Dla mnie to skandal - podkreśla Gorzelik.

Idziemy dalej w dół Kościuszki. Od skrzyżowania z Poniatowskiego w dół nie ma ani jednego drzewa. A na fotografiach sprzed lat ulica wyglądała jak oaza zieleni. - Niestety, najwięcej złego wyrządzono tu po 1989 roku. Choć mamy też piękne miejsca: nowe Muzeum Śląskie, NOSPR, MCK. Marzy mi się, żeby to było spójne. Żeby nie wydawano pieniędzy na kicz i fuszerkę - podsumowuje Gorzelik.

Aldona Minorczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.