Magda Nowaczewska. Inżynier w kuchni

Czytaj dalej
Ola Szatan

Magda Nowaczewska. Inżynier w kuchni

Ola Szatan

Magda Nowaczewska jest inżynierem biomedycznym po AGH. Ale kocha gotować. Wygrała „Master Chefa”. Będzie gotować nam w Nikiszowcu

Większą rewolucją była dla ciebie cała przygoda związana z „MasterChefem” i wygrana w tym programie, czy propozycja, by zostać szefem kuchni w śląskiej restauracji?
Zdecydowanie ta druga rzecz. Kiedy zdecydowałam się wziąć udział w programie „MasterChef”, niczego nie analizowałam, nie zastanawiałam się, jak to się dalej potoczy. Dla mnie to była przygoda. Nie wiedziałam, czy ona potrwa tydzień, dwa czy więcej. Traktowałam to w pewnym sensie jak zawody kulinarne i jakąś szansę na to, abym mogła gotować. Gdy gwar wokół programu ucichł, stwierdziłam, że czas już iść do garów i gotować (śmiech). Zaczęłam odgrzebywać propozycje, które spływały do mnie w trakcie emisji programu. I trafiłam na prawdziwą perełkę…

I na horyzoncie pojawiły się Katowice.
Nie brałam nigdy Śląska pod uwagę, dla mnie świat kończył się na mojej wsi i liczyła się tylko Małopolska. Jestem rodowitą krakowianką. Tamta kuchnia jest mi bliska, tam znam rynek, dostawców, rolników. Los chciał, że moje serducho skradła osoba, która także zawodowo związała się ze Śląskiem. Kiedy tu przyjechałam, pokochałam kuchnię śląską, choć u mnie na rodzinnym stole królowało coś innego. Pamiętam, że nazwa Śląska Prohibicja zbiła mnie trochę z tropu. Myślałam: „o matko, będę teraz siedzieć i szatkować sałatkę jarzynową albo robić śledzie w oleju” (śmiech). Ale wystarczyło jedno spotkanie, rozmowa o pomyśle na to miejsce z zarządem spółki Śląskie Kamienice, by ten projekt totalnie mnie oczarował.

Długo podejmowałaś decyzję?
W głębi serca wiedziałam, że chcę, bo jestem dużą ryzykantką. Gdy usłyszałam, że ktoś chce, abym została szefem kuchni, zacisnęłam zęby i pomyślałam: kto jak nie ja? Dlaczego mam nie dać rady? Nie będę spać po nocach, będę tyrać jak wół, ale dojdę do celu i stworzę swoją kuchnię. Jak mam szansę, to ją biorę. Więc wzięłam. Decyzja była łatwa, bo uwielbiam pracować z ludźmi, od których czuję energię i pasję. Spotykając się z ekipą Śląskich Kamienic poczułam, że jeżeli zostaniemy jedną drużyną, to osiągniemy sukces.

Ogarnięcie śląskiej kuchni też było wyzwaniem?
Uwielbiam książki kulinarne - znalazłam kilka fajnych starych tytułów. Zaczęłam też rozmawiać z wieloma Ślązakami. Wróciłam m.in. do Grzesia Bienia, kucharza, którego poznałam w „MasterChefie”. Wiedziałam, że jest rdzennym Ślązakiem i chętnie mi pomoże. Wychowałam się na kuchni polskiej, ale lubię się uczyć i eksperymentować. Dla mnie to, że miałam nauczyć się śląskiej kuchni, nie było żadnym problemem. Wystarczyło kilka wskazówek. Mam za sobą chrzest bojowy w postaci przygotowania prawdziwie śląskiego obiadu dla grupy ponad 20 Ślązaków. Byli zachwyceni i to dodało mi skrzydeł.

Karminadle umiesz już robić?
Robiłam niejednokrotnie. Wiem też, co to są kluski tarte, bo dla mnie zawsze kluski były jedne. A tu okazuje się, że są jeszcze tarte. Uczę się śląskiej kuchni i nawet jak wszystko nie pojawi się w karcie dań, to moją ambicją jest nauczenie się gotowania tych potraw. Teraz będę działać z krupniokiem. I już wiem, że to się nazywa krupniok, a nie kaszanka (śmiech).

Ile czasu pochłaniają ci przygotowania do otwarcia restauracji?
Każdy dzień wymaga ode mnie szczegółowego planowania następnych kroków. Teraz buduję sieć swoich dostawców, bo to na ich produktach będzie bazować moja kuchnia. Chciałabym, aby ludzie mieli ochotę do nas wracać. Czuję, że miejsce, w którym znajduje się Śląska Prohibicja, ma też niepowtarzalny, specyficzny klimat.

Masz świadomość, że Nikiszowiec jest obecnie bardzo modnym miejscem?
Na początku nie zdawałam sobie z tego sprawy. Zobaczyłam jednak to miejsce i... oczarowało mnie. Zaczęłam trochę porównywać Nikiszowiec z krakowskim Kazimierzem. Tylko że Kazimierz obecnie jest przesycony knajpami, lokalami. Tam już mało jest czystej architektury. A na Nikiszowcu, idąc uliczką widać panie, które wieszają pranie, ktoś idzie z pieskiem, są trzy sklepiki, mała apteka, fryzjer… Ma to niezwykły urok.

Po otwarciu restauracji będziesz spędzać w niej całe dnie?
Początki pewnie będą trudne, ale w życiu nie ma łatwo. Nie ma innego wyjścia, jak zakasać rękawy i gotować pełną parą. Wspomnę jeszcze tylko, że cały czas szukamy osób, które będą chciały z nami gotować. Nie musi to być osoba, która ma 20-30 lat doświadczenia w kuchni. Może to być na przykład pani, która gotowała w szkolnej stołówce, teraz wychowuje wnuki, ale chętnie 2-3 dni pracowałaby w naszej restauracji, kulała kluski, lepiła pierogi czy robiła makaron z pasją! Bądź pan, który bił kotlety w jakiejś stołówce górniczej. Na takich ludzi też czekamy.

W Śląskiej Prohibicji będziesz pracować m.in. z Grzesiem Bieniem, także uczestnikiem „MasterChefa”. Jak znalazł się w zespole?
Kiedy padło hasło: „organizujemy zespół do pracy”, Grześ był pierwszą osobą, o której pomyślałam. Niezwykle ważna jest dla mnie współpraca z ludźmi, którzy tak jak ja fascynują się kuchnią. Wiedziałam, że mogę liczyć na jego wsparcie nie tylko przy tworzeniu potraw kuchni śląskiej. Poza tym, świetnie się dogadujemy. Wspólnie stworzymy kartę dań śląskich, która będzie dostępna przez cały rok. Oprócz tego dostępne będzie oczywiście menu sezonowe, które będziemy dostosowywać do konkretnych pór roku i miesięcy. Stałym elementem restauracji będzie także spiżarka z własnoręcznie robionymi przetworami - ketchupami, powidłami, piklami. Będziemy z nich korzystać w kuchni, ale także udostępniać naszym gościom. Z pewnością zaskoczymy niejedno podniebienie.

***
W 2016 roku Magda Nowaczewska wygrała program „MasterChef”. W tym roku mierzy się z kolejnym wyzwaniem. Wyprowadziła się z Krakowa i została szefem kuchni w restauracji Śląska Prohibicja na katowickim Nikiszowcu, której otwarcie planowane jest na wrzesień

Magda Nowaczewska Wygrała 5. edycję programu „MasterChef”. Oprócz statuetki otrzymała nagrodę pieniężną w wysokości 100 tysięcy zł i kontrakt na wydanie autorskiej książki kucharskiej. Książka „Z miłości do gotowania” ukazała się 7 grudnia 2016 roku.

Restauracja Śląska Prohibicja powstaje w ponad 100-letniej zabytkowej kamienicy na Nikiszowcu, której pierwotnym przeznaczeniem był hotel robotniczy dla pracowników kopalni, napływających spoza Katowic.

Ola Szatan

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.