Marek Ryś z Bytomia podbił Pentagon. Jego grafiki wiszą w Departamencie Obrony USA [GALERIA ZDJĘĆ]

Czytaj dalej
Magdalena Nowacka-Goik

Marek Ryś z Bytomia podbił Pentagon. Jego grafiki wiszą w Departamencie Obrony USA [GALERIA ZDJĘĆ]

Magdalena Nowacka-Goik

Wybieracie się w najbliższym czasie do Waszyngtonu? Będziecie zwiedzać Pentagon? To idąc korytarzem uważnie oglądajcie to, co wisi na ścianach. I nie zdziwcie się, gdy przy powieszonych tam grafikach przeczytacie "Marek Ryś". Autor jest bytomianinem. O historii lotnictwa wie wszystko. No, prawie. I ciekawostka - nigdy nie leciał samolotem. - Jeśli życie mnie nie zmusi, to nie polecę. Za dużo o nich wiem - śmieje się bytomski muzealnik.

Wystawę zobaczą tysiące! A tylko jego prace są z Polski

Skromny pracownik Muzeum Górnośląskiego. Z wykształcenia kulturoznawca. Marek Ryś na co dzień pracuje w dziale edukacji i zwykle oprowadza po wystawach szkolne wycieczki. Do tej pory tylko jego muzealni koledzy wiedzieli, czym zajmuje się po pracy. Aż do momentu, kiedy w internecie pojawiła się informacja, że jego prace - grafiki o tematyce militarnej, można oglądać w amerykańskim Departamencie Obrony w Waszyngtonie! Marka znalazł w internecie i zainteresował się jego pracami Albert Lee Jones, zajmujący się PR Pentagonu, (także wykładowca na jednej z artystycznych uczelni).

- Zapytał, czy nie chciałbym wziąć udziału w wystawie. Gdzieś mnie pewnie wyszukał w sieci - śmieje się Marek Ryś.
No dobrze, chociaż my nie wiedzieliśmy o jego pasji, w świecie pasjonatów lotnictwa jest dość znany. Od kilkunastu lat działa jako freelancer projektując ilustracje i okładki do wydawnictw lotniczych. Jest też autorem kilkunastu książek i artykułów z historii techniki lotniczej. Wiele z nich to wydania zagraniczne. No i oczywiście zajmuje się komputerowym modelowaniem 3d - głównie samolotów historycznych. To właśnie jego grafiki komputerowe pojawiły się w ramach wystawy "Pentagon Patriotic Art Program".

Nad wystawą pracowano około trzech lat, Otwarta została przy okazji tegorocznej rocznicy ataku na WTT. Będzie ją można oglądać co najmniej rok i szacuje się, że zobaczy ją nawet około 100 tysięcy osób! Marek Ryś jest jedynym Polakiem, którego prace można tam oglądać. I jednym z dwóch artystów z Europy Wschodniej (drugi to Czech). A na wystawie zobaczymy 7 jego prac. Chociaż on sam, jak przyznaje, woli historyczne samoloty, aż pięć z prezentowanych to reprezentanci współczesnego lotnictwa - typu Mig - 29 czy Ił - 62. Jest też legendarny amerykański bombowiec Convair B-58 Hustler. - To jeden z najpiękniejszych, ale jednocześnie najgorszych samolotów, jakie zbudowano. Ale całe Stany Zjednoczone są w nim dosłownie zakochane - śmieje się Marek Ryś.

Puste kartki książek z bytomskiej drukarni

Kiedy chodził do szkoły, miał kolegę, którego mama pracowała w bytomskiej drukarni. - Często dostawałem od niej jakieś wybrakowane egzemplarze książek, z częściowo pustymi kartkami - opowiada. W ten sposób kiedyś w jego ręce trafiła książka "Samoloty, na których latali Polacy". - Wciągnęła mnie bardzo, ale zdenerwowałem się, bo brakowało stron z ilustracjami. Zacząłem więc polować na wydawnictwa tego typu - opowiada. Potem zaczął rysować samoloty. W zeszycie, tradycyjną techniką. Następnie przyszedł czas na próby pisania o historii lotnictwa i współpracy z czasopismami branżowymi. Aż pochłonęła go grafika komputerowa.

Ściąga innych pasjonatów do swojego Muzeum Górnośląskiego

Kiedy zaczynał projektować cyfrowo obrazki o tematyce militarnej, doświadczeniem wymieniał się głównie na zagranicznych forach. To tam poznał innych pasjonatów - artystów.

- Pięć lat temu udało mi się zorganizować w naszym muzeum wystawę "Militaria w obrazach". Ściągnąłem znajomych z kilkunastu krajów. Mam nadzieję, że uda mi się teraz zrobić drugą edycję tej wystawy w przyszłym roku - mówi.
Projektuje też plakaty. Na przykład do imprezy związanej z głośnym odnalezieniem szczątków PZL - 23B "Karaś" (samolot 3 września 1939 roku bombardował niemiecka kolumnę pancerną). I to dalej nie wszystko.

- Kilka lat temu, przez przypadek odkryto zdjęcia, na których widać było kadłuby myśliwca Jastrząb z 1939 roku. To było niesamowite, bo praktycznie nie zachowało się wiele informacji o tej maszynie. Poproszono mnie o jej rekonstrukcję, właśnie na podstawie zdjęć. Z tego faktycznie jestem dumny - przyznaje. I dodaje, że najbardziej lubi wykonywać rekonstrukcje tych modeli, które powstały kiedyś jedynie na papierze - przyznaje. Chociaż dbałość o szczegóły historyczne i techniczne jest dla niego bardzo ważna, stara się, aby jego prace miały też prawdziwie artystyczny wyraz, wydobywając z nich plastykę obrazu. - Czasem dostaję za to po głowie od tych największych zapaleńców. Mówią mi: tyle się napracowałeś nad szczegółami, a potem zamiast je eksponować, namalowałeś to wszystko w cieniu - śmieje się Marek Ryś.

Kobiety w lotnictwie fascynują

Chociaż na szczegółach technicznych podniebnych maszyn zna się rewelacyjnie, historia lotnictwa pociąga go także w kontekście kulturowym. Na swoim blogu "Stary hangar" pisze o początkach podniebnych maszyn i ich twórcach - braciach Montgolfier czy Portugalczyku Bartolomeu Lourenço de Gusmao. Ostatnio fascynują go kobiety w lotnictwie.
- Pracuję nad historią madame Blanchard, która latała balonem i była pionierką lotnictwa - zdradza.- Zainteresowało mnie, jak wyglądała rola kobiety we Francji w tamtych czasach - opowiada. Może napisze o tym na blogu ?

Magdalena Nowacka-Goik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.