Marek Szołtysek dla DZ: „Fanzolenie" FELIETON

Czytaj dalej
Fot. DZ
Marek Szołtysek

Marek Szołtysek dla DZ: „Fanzolenie" FELIETON

Marek Szołtysek

Słowo śląskie - fandzolić znaczy gadać bzdury, mówić coś bez sensu. Niektórzy sądzą, że fandzolić znaczy kłamać. Z tym się nie zgodzę, bo kłamanie ma na celu zawsze odniesienie jakiejś korzyści z mówienia nieprawdy, natomiast fandzolenie czy fanzolynie to bezinteresowna paplanina.

Fandzolynie wyraża mówienie bzdur pod kątem treści, natomiast mówienie bzdur ze względu na szybkość wypowiadania słów, to - tyrtanie czy omylanie jynzorym. Skąd wzięło się słowo fandzolić? Nie chcę być wyrocznią i chętnie przyjmę inne sugestie, ale sądzę, że fandzolenie odnosi się do niechcianego skutku jedzenia - fandzolów, czyli fasoli. Jak po zjedzeniu fasoli puszczanie gazów nie jest pożądanym zjawiskiem towarzyskim, tak samo fandzolenie jest analogiczną formą drzistania, ale słownego.

Fandzolenie jest niestety dzisiaj wielką uciążliwością w życiu codziennym. Można nawet powiedzieć, że żyjemy w epoce fandzolenia. O palmę zwycięstwa, czy właściwie o wieniec upleciony z pnączy fasoli, ścigają się wszyscy. Tak wielkie media, jak i szara masa obywateli fandzolących non stop w mediach społecznościowych. Fandzolenia jest u nas więcej niż świeżego powietrza. Niedawno słyszałem w przychodni lekarskiej wielką fandzolnientą dyskusję. Zaczęło się od tego, że ktoś z kolorowej prasy zacytował tekst o niezdrowym jedzeniu. Drugi rozmówca dorzucił, że wszystko jest zdrowe, jak się to przepije czymś mocnym. Trzeci - że niezdrowe jest kolorowe jedzenie. Czwarty - że dla człowieka zdrowe jest tylko mleko matki. Piąty dorzucił, że w związku z tym trzeba pomyśleć o hodowli mleka kobiecego i robić z tego sery, kefiry czy jogurty. Szósty oskarżył piątego o rasizm i poniewieranie kobietami.

Kiedy słucham fandzolenia, mam wrażenie, że mój rozum traci na niego odporność. Będąc kiedyś pod wpływem fandzolenia o zdrowym żywieniu, wszedłem do piekarni w Chorzowie na Żeromskiego i zapytałem, czy jest chleb na zakwasie, z mąki orkiszowej i z różową solą himalajską. A sprzedająca odpowiedziała: „Jo niy mom, ale za rogiym je sklep zoologiczny. Tam mają złoto rybka i mono ona spełni take życzynie”. Dziękuję tej Pani za pomoc w pójściu po rozum do głowy!

Marek Szołtysek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.