Marek Szołtysek. Śmierć królika

Czytaj dalej
Marek Szołtysek

Marek Szołtysek. Śmierć królika

Marek Szołtysek

W każdym śląskim mieście jest sklep zoologiczny, gdzie można kupić hodowlanego króliczka-miniaturkę. Po co? Żeby go sobie dla rozrywki hodować w domowej klatce.

O wiele większym problemem jest kupienie normalnego królika, żeby go w klatce przy domu hodować na mięso. Sprawdziłem to. Takiego zakupu można czasami dokonać na niektórych targowiskach miejskich, przykładowo w środy albo w soboty w Rybniku. Nie zawsze też można w sklepach mięsnych kupić królicze mięso na obiad.

A to trochę dziwne, bo królik w śląskiej kulturze ma swoje ważne miejsce. Jak zaś idzie o jego nazwę, to Ślązoki na królika wołają – trusiek, trusia, truś, truś, truś… i od kiedy pamiętam, to mój dziadek hodował króliki w szopie koło domu. Niestety, za wcześnie zmarł przy rozbudowie domu, króliczok został rozebrany. Ja jednak w dzieciństwie ciągle marzyłem o hodowaniu królików i w końcu ciotka Maryj dała mi dwa małe truśki. Miałem wtedy 10 lat.

Najpierw zwierzątka te siedziały w kurniku – bo króliczoka nie było. Później w jego rogu sam wybudowałem króliczok. Były to dwie klatki dla królików. Jedna nad drugą. Wszyscy chwalili mnie za to, ale ja zrobiłem jeden błąd. Otóż sufit dolnej klatki, był jednocześnie podłogą króliczoka górnego. A że nie było to uszczelnione i wodoodporne – to króliczok zaczął przeciekać. Po prostu jak królik z górnej klatki jscoł, czyli sikał, to te jscochy leciały na plecy temu królikowi na dole.

W ten sposób królik z dołu był ciągle pojscany. Może by to było śmieszne, gdyby nie było dla dolnego królika tragiczne. Bo z braku higieny, ten pojscany trusiek – zdechł. My jednak nie byśmy całkowicie pewni, czy ta śmierć była z pojscania, czy może to zapowiedź jakiejś króliczej zarazy. Więc profilaktycznie tego górnego królika zabiliśmy i zjedliśmy go na obiad. Wiem, wygląda to na zemstę na górnym jscającym króliku. Nie. Nie była to zemsta, ale gospodarska dbałość o pożytki z hodowli.

Tak skończyła się moja przygoda z truśkami i króliczokiem. Była bardzo pouczająca. Przede wszystkim wyczuliła mnie, jak ważna jest sprawa izolacji w ogóle i była ostrzeżeniem, że nie można jscać gdzie popadnie. Przede wszystkim jednak tragiczny i smutny los pojscanego królika z dolnej klatki, uświadomił mi wyjątkowo ważną życiową prawdę: Że nie można pozwolić sobie najscać na łeb. Z tego też powodu wyjątkowo pilnuję, żeby nie należeć ani nie być kojarzonym z żadną partią, ruchem czy ugrupowaniem. Tak, panicznie boję się, by nigdy nie dostać się do żadnej klatki, w której jeszcze jscali by mi na głowę. I pomyśleć tylko, że tę wyjątkowo ważną dla mnie prawdę uświadomiły mi hodowane w dzieciństwie króliki.

Marek Szołtysek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.