Matki Polki, a do tego istoty seksualne [WIDEO]

Czytaj dalej
Fot. Arkadiusz Ławrywianiec
Agata Pustułka

Matki Polki, a do tego istoty seksualne [WIDEO]

Agata Pustułka

Wciąż w zbyt wielu sprawach kobiety nie mogą mówić o samodzielności i wolnym wyborze - twierdzi prof. Violetta Skrzypulec-Plinta, seksuolog, ginekolog, dziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, laureatka nagrody Hipokrates 2015

Niedawno zaliczyła pani wyjazdy edukacyjne na Wybrzeże. Potem była Cięcina. Zaplanowane spotkanie z Kołem Gospodyń Wiejskich okazało się spotkaniem z gimnazjalistami...
Cóż, całą przygotowywaną wcześniej prezentację musiałam wyrzucić do kosza, ale chyba się udało. Mówiłam ponad godzinę do słuchającej mnie młodzieży.

Czego uczycie?
Katedra Zdrowia Kobiety, którą kieruję, to przede wszystkim zespół najlepszych dydaktyków, praktyków, ale i entuzjastów. Bez wsparcia i energii, którą się wzajemnie nakręcamy, nie byłoby spotkań „od morza do gór”, na które zespół położnych zabiera ze sobą fantomy piersi czy prostaty, a zespół fizjoterapeutów - muszlę klozetową, by uczyć, jak poprawnie się wypróżniać...

???
Tak, muszlę, bo przy tej codziennej i wydawać by się mogło prostej czynności, popełniamy wiele błędów. Jak uczą fizjoterapeuci - mężczyźni przy oddawaniu moczu powinni zgiąć kolana i wypiąć pośladki do tyłu. Przed oddawaniem moczu wskazane jest skakanie.

Edukacja seksualna w Polsce, mimo coraz większej otwartości na seks, kuleje...
W seksie jest jak w innych dziedzinach - same chęci nie wystarczą. Potrzebna jest wiedza. Dla najmłodszych - na najbardziej podstawowym poziomie: o higienie, cyklu płciowym, o chorobach przenoszonych drogą płciową. Ale problem z wiedzą nadal mają też dorośli. Gdy słyszę, jak jedna z mam mówi, że nie zaszczepi córki szczepionką zapobiegającą rakowi szyjki macicy, bo to zachęci nastolatkę do rozpoczęcia życia seksualnego, to od razu ripostuję, że nową wersją 9-walentnej szczepionki szczepi się już chłopców, bo przecież oni są nosicielami HPV. Nie możemy się cofać do średniowiecza!

Mówi się, że XXI wiek jest wiekiem kobiet. Jeśli tak jest, to czy rzeczywiście potrafimy korzystać ze swoich praw ?
Cały świat można by porównać do kobiety, która ma moc, sprawność, wiedzę, wychodzi z roli służebnej i chce mieć własne prawa. Mówię o wersji optymistycznej, bo w wielu, zbyt wielu sprawach, nie możemy mówić o samodzielności i wolnym wyborze. Na przykład w kwestii in vitro. I nie mówię tego z feministycznego punktu widzenia, tylko czysto medycznie. Żaden ginekolog nie będzie zmuszał kobiety do procedury in vitro. Jeśli mam niepłodną parę, to zawsze pytam, gdzie jest granica, której nie przekroczą. O dziwo, kobiety są bardziej zachowawcze w tej sprawie. Poddają się diagnostyce, leczeniu hormonalnemu, laparoskopii i na tym koniec. Chociaż zdarza się, że niektóre z nich wracają. Pada pytanie, czy „w dokumentacji” znajdzie się informacja o metodzie poczęcia. Innym przykładem jest prawo do zdrowia, z którego paradoksalnie nie korzystamy. Tylko 17 proc. kobiet wykonuje rocznie cytologię. Z mammografią jest trochę lepiej, ale też daleko nam do ideału. Jednym słowem, nie potrafimy korzystać z badań profilaktycznych, nawet tych nieodpłatnych.

Brak świadomości, lenistwo, brak czasu?
Wszystko razem, ale z drugiej strony, gdy organizujemy jako Wydział Nauk o Zdrowiu spotkania prozdrowotne, przychodzi około tysiąca kobiet. Rozmawiałam ostatnio z jedną z nich: „Nie byłam u ginekologa siedem lat, a teraz moja koleżanka zmarła na raka. Chcę się zbadać”. Strach stał się motywacją. U wielu kobiet pokutuje też myślenie, że nie pójdzie się zbadać do ginekologa mężczyzny. A co ma robić, jak w małym miasteczku przyjmuje tylko jeden ginekolog, i to mężczyzna? Namawiam kobiety, by przestały kierować się stereotypami. Jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku nawet o stosowaniu antykoncepcji przez żonę decydował mąż. Teraz decydujemy same. Są badania, które jasno mówią, że kobieta, która stosuje antykoncepcję, uprawia radosny seks, bez obawy o nieplanowaną ciążę, ma poczucie bezpieczeństwa i odpowiedzialności, bo jej macierzyństwo jest świadome. To niezwykle ważne dla przyszłości związku, atmosfery, wychowania dziecka i całej rodziny.

O czym rozmawiamy, skoro w Polsce wybuchła wręcz ideologiczna wojna o tzw. pigułkę „dzień po”?
Zanim tabletki te dostępne były tylko na receptę, przypadkowo w jednej z aptek byłam świadkiem sceny, w której młody człowiek niemal klęczał przed farmaceutką, błagając o możliwość zakupu pigułki. Obok stała jego przerażona dziewczyna. W czasie stosunku pękła im prezerwatywa. To byli bardzo młodzi ludzie, studenci. Pytam, co lepsze: zapobiec zapłodnieniu (bo takie działanie ma tabletka) czy skazać tych młodych ludzi na sytuację przerastającą ich psychicznie i życiowo w tym właśnie momencie. Ale wiem też, że korzystając z wolności, trochę jej nadużywamy. Świetne jest to, gdy kobieta karmi dziecko piersią. W publicznych miejscach poustawiane są przewijaki. To dlaczego zdarza się przewijać dziecko w restauracji pełnej ludzi? Pewne sprawy wymagają dyskrecji. Czy rzeczywiście na każdym rogu ulicy muszą być reklamy podpasek, na które wylewa się niebieski płyn, by sprawdzić ich skuteczność? Z wolności trzeba umieć korzystać. Może to jest też ten znak czasów, że wpadliśmy ze skrajności w skrajność i szukamy kompromisu. Boję się, w którą stronę pójdą kolejne pokolenia.

Może być różnie. Kobieta, u której stwierdzono, że jej wyczekiwane dziecko nie ma mózgu i umrze, słyszy od lekarza: pani sobie ponosi tę ciążę...
To sytuacja dla mnie nie do zaakceptowania, barbarzyńska. Ciąża to nie siatka z zakupami. Nie może mężczyzna, który nie ma miesiączki, nigdy nie będzie w ciąży i nie poczuje ruchów dziecka, decydować w tak skrajnie trudnej sytuacji za matkę.

Polacy dużo gadają o seksie, wylewa się on z reklam, mediów. Traktują seks instrumentalnie?
Rozmowy i wykłady specjalistów przynoszą efekty - ludzie słuchają i się uczą. Ja sama trzy lata walczyłam o miejsca specjalizacyjne dla seksuologów na Śląsku. Mamy ich obecnie sześć. Powstają fenomenalne prace naukowe. Jeszcze niedawno z oddziałów kardiologicznych „pogoniono” moją współpracownicę, piszącą pracę o życiu seksualnym po operacji wszczepienia by-passów, a teraz powstała ciekawa praca doktorska o seksie w czasie ciąży, z rozbiciem na poszczególne trymestry, w oparciu o doświadczenia pacjentek. Mimo często instrumentalnego traktowania seksu, seksuologia nie jest już postrzegana tylko jako nauka o pozycjach seksualnych, ale by tak się stało, trzeba było wielu lat pracy. To wielodyscyplinarna dziedzina, łącząca medycynę, psychologię i szeroko pojętą kulturę życia. To na naszym Uniwersytecie Medycznym powstał pierwszy w Polsce Zakład Seksuologii, potem przekształcony w Zakład Profilaktyki i Chorób Kobiecych. Jestem do dziś wdzięczna władzom uczelni, że nie miały wątpliwości, jak ważna to dziedzina życia.

Czy wcześniej trudno było się przebijać z wiedzą?
Jeszcze jako studentka medycyny, w swoim liceum organizowałam pogadanki na temat zdrowia. Nie mogłam znieść, że dziewczyny nie wiedzą, co to cykl, czy jak zapobiegać chorobom przenoszonym drogą płciową. Potem były dyżury w szpitalach i pierwsze zetknięcie się z problemem dzieci molestowanych czy zgwałconymi kobietami. Zrobiłam specjalizację z endokrynologii, a potem seksuologii. Z zespołem, w którym m.in. był Zbigniew Lew-Starowicz, opracowaliśmy standard postępowania w przypadku dziecka molestowanego, kobiety zgwałconej. Jestem z tej pracy niezwykle dumna. Wielu młodym ludziom oszczędziliśmy powtórnych badań, przeżywania traumy po raz kolejny. Od ośmiu lat zajmuję się problematyką życia seksualnego dzieci niepełnosprawnych. Proszę się zastanowić. Dziewczynka z zespołem Downa pójdzie z każdym, kto zachęci ją do tego cukierkiem. Badania amerykańskie mówią, że aż 40 proc. tych dziewczynek jest molestowanych. Do podjęcia przez nasz zakład badań naukowych w tym temacie przekonywałam komisję bioetyczną 45 minut, co świadczy o powadze problemu. Nie wszyscy byli za, bo jak tu mówić niepełnosprawnym intelektualnie „takie rzeczy”? A przecież chodzi o to, by nauczać, co to dobry i zły dotyk, że miesiączka jest naturalną, fizjologiczną rzeczą, ale nieprzygotowana niepełnosprawna intelektualnie dziewczynka dozna szoku, gdy pojawi się pierwsza krew. Trzeba jej wytłumaczyć, pokazać, jak się myć.

Czy Polki lubią seks? Czy cały czas najważniejsza jest utrwalona kulturowo rola matki Polki?
Zawsze będą kobiety bardziej lubiące seks i te, dla których będzie on raczej powinnością, obowiązkiem. Na udany seks wpływa szereg spraw. Jeśli któryś nie zadziała, to zakłóci się cała relacja. Trudno o radosny seks, jeśli dziecko chore, jak brakuje pieniędzy, a mąż łazi wściekły po domu. Jemu to przejdzie, a w nas zostanie zły nastrój. My do seksu wykorzystujemy mózg. Mężczyzna nie.

Prof. Violetta Skrzypulec-Plinta

Jest dziekanem Wydziału Nauk o Zdrowiu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Jury konkursu Hipokrates 2015 wskazało właśnie na nią jako na laureatkę tegorocznej pierwszej edycji tej szlachetnej rywalizacji. Prof. Violetta Skrzypulec-Plinta to ceniona lekarka, ale także edukatorka, społecznica, szczęśliwa mama i żona.

Agata Pustułka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.