Miasta zagrożone wykluczeniem. Ludzie stąd uciekają. Bo trudno im żyć

Czytaj dalej
Fot. Jacek Chlewicki
Julia Szypulska, Kamila Kalinowska

Miasta zagrożone wykluczeniem. Ludzie stąd uciekają. Bo trudno im żyć

Julia Szypulska, Kamila Kalinowska

Państwowa Akademia Nauk przygotowała raport i listę miast zagrożonych degradacją. Jest na niej siedem podlaskich miejscowości. Potrzebne są trasy szybkiego ruchu, tereny inwestycyjne i mały ruch graniczny - wyliczają włodarze miast zagrożonych wykluczeniem.

Hajnówka, Zambrów, Augustów, Grajewo, Sokółka, Bielsk Podlaski i Łomża to miejscowości z woj. podlaskiego, które znalazły się na liście 122 miast zagrożonych degradacją. To zła wiadomość. Dobra jest taka, że będą mogły skorzystać z rządowej pomocy.

Wspomniana lista powstała na podstawie analiz przygotowanych przez Polską Akademię Nauk. Są to miasta, które tracą swoje funkcje społeczno-gospodarcze.

Największe nasilenie problemów zanotowano w Prudniku w woj. opolskim. Tuż za nim jest Hajnówka.

Jednym z ważniejszych problemów wymienionych miast jest demografia - liczba ludności z roku na rok spada. Szczególnie dotkliwy jest odpływ ludzi młodych i lepiej wykształconych. Jest to związane z brakiem przemysłu i większych zakładów pracy. Te bowiem zwykle są motorem napędzającym miasta.

- Grozi nam degradacja? Ona już ma miejsce i to od dawna - gorzko komentuje Jerzy Sirak, burmistrz Hajnówki. - Zaczęło się ponad 20 lat temu, kiedy zdecydowano o rozszerzeniu ochrony Puszczy Białowieskiej. Skoro zaczęło brakować surowca, przemysł drzewny, który był siłą miasta zaczął upadać. Z tym zaś są związane zmiany demograficzne, z którymi mamy do czynienia. Nie ma pracy, więc młodzi uciekają z miasta, rodzi się coraz mniej dzieci.

Dla porównania np. w Bielsku Podlaskim (98. miejsce w rankingu PAN) w ciągu 10 lat ubyło niecałe 900 osób.

Z kolei nowy podział administracyjny sprawił, że niektóre miasta, np. Łomża (44. miejsce) straciły status województwa. Utrata funkcji administracyjnych pociągnęła za sobą spadek znaczenia miasta. Niektóre ośrodki, jak choćby Suwałki, których nie ma na liście, potrafiły sobie z tym poradzić, inne nie.

Kolejną sprawą jest oddalenie wymienionych miast od dróg wyższego rzędu. Zapóźnienie w dziedzinie infrastruktury drogowej to problem, z którym się zmaga całe woj. podlaskie.

Łomża
oprac. R. Mogilewski

Wspomniana analiza PAN powstała na potrzeby rządowej Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Zapowiedziano w niej szereg działań na rzecz średnich miast, które mają odwrócić niekorzystne tendencje.

Jednym z nich jest wsparcie finansowe. Ministerstwo Rozwoju w najbliższych latach ma przeznaczyć 2,5 mld zł na pomoc średnim miastom. To pieniądze m. in. na wkład własny do inwestycji, z czym wiele ośrodków ma problemy. Mają być też krajowe programy operacyjne, gdzie średnie miasta mogą liczyć na dodatkowe punkty.

- To według mnie dobry pomysł, popieram go - mówi Dariusz Latarowski, burmistrz Grajewa (58. miejsce). - Grajewo, tak jak Łomża i inne miasta, straciło swoją pozycję na rzecz większych ośrodków. Nie jesteśmy aglomeracją, nie możemy równać się chociażby z Suwałkami czy Białymstokiem, a z drugiej strony liczba mieszkańców (22 tys.) nie zalicza nas do małych miejscowości. Z tych względów trudno nam konkurować o środki pomocowe, ponieważ znajdujemy się w tej samej kategorii co duże ośrodki typu Kraków, Warszawa. Jesteśmy na straconej pozycji, musimy konkurować o fundusze unijne z potęgami.

- Czy ktoś konsultuje z samorządami taki program? - pyta z kolei burmistrz Hajnówki. - Powinno się rozmawiać z miastami, których to dotyczy. Sam szukam informacji na ten temat.

- Bardzo ważne są inwestycje w infrastrukturę, stanowią one u nas pewien problem. To przede wszystkim kwestie budowy tras szybkiego ruchu, instalacji gazowych - wylicza Dariusz Latarowski, burmistrz Grajewa. - Pada tu pytanie, gdzie pójdzie inwestor, mając do wyboru miasto takie jak nasze i inny bardziej rozwinięty ośrodek. Liczą się bowiem drogi, położenie, lokalizacja, dostęp do lotniska. Inwestorzy wolą podejmować działania tam, gdzie mają więcej udogodnień. Np. do Grajewa z Warszawy jedzie się 4 godziny. Niestety szybciej się nie da, a to odstrasza przedsiębiorców z innych części kraju. A inwestorzy najpierw opracowują plany dojazdu do określonego miejsca, to priorytet.

Burmistrz Sokółki (78. miejsce) uważa, że na tzw. ścianę wschodnią powinno pójść gros rządowych funduszy.

- Zawsze szły one na zachodnią i centralną Polskę, a nie tu, my byliśmy zapomniani. A nasi mieszkańcy chcieliby otrzymywać odpowiednie płace, mieć własne mieszkania, po prostu godnie żyć - tłumaczy Ewa Kulikowska. - To, co przysparza problemów to brak dobrych warunków płacy i pracy. Wypłaty są za małe w stosunku do potrzeb i wykonywanych zadań. Mam jednak nadzieję, że przy pomocy rządu, a mówimy tu o całej Polsce północno-wschodniej, uda się dokonać zmian.

Dodaje też, że Sokółka potrzebuje stref inwestycyjnych, a także otwarcia się na Wschód poprzez uruchomienie małego ruchu granicznego.

- Tak jak to jest w Gołdapi, gdzie można w obrębie 50 km swobodnie przekroczyć granicę z Rosją - wskazuje burmistrz Kulikowska. - Sokółce przydałaby się podobna wolna strefa przygraniczna. Dzięki temu wzrósłby handel, wymiana towarowa z zagranicą.

Nieco zdziwione obecnością na liście 122 miast zagrożonych degradacją są za to władze Zambrowa i Augustowa.

- Finanse miasta są w dobrym stanie, stać nas na wkład własny do inwestycji - mówi Kazimierz Dąbrowski, burmistrz Zambrowa (15. miejsce). - Także z tą migracją mieszkańców nie jest tak, że oni wyprowadzają się gdzieś daleko. Poziom zamożności wzrasta, więc wielu ludzi buduje domy na terenie okolicznych gmin, gdzie ziemia jest tańsza. Mieszkają tam, ale ich życie toczy się w Zambrowie - tu pracują, a ich dzieci chodzą do szkół czy przedszkoli. W tym roku przyjęto do przedszkoli o 300 dzieci więcej niż w 2012 roku.

Z kolei Augustów jest jedynym miastem spośród wymienionych w raporcie PAN, gdzie liczba ludności w ciągu 10 lat wzrosła.

- Fakt, jesteśmy oddaleni - żadna ekspresówka tędy nie biegnie, nie jesteśmy stolicą województwa, nie mamy silnego przemysłu. Ale dużo zrobiliśmy, by mieć też atuty - podkreśla Mirosław Karolczuk, zastępca burmistrza Augustowa (33. miejsce). - Za chwilę uruchomimy Augustowską Strefę Aktywności Gospodarczej z 17 ha ziemi pod inwestycje. Pracujemy też nad zmianą miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, by nasz główny pracodawca - British American Tobacco - mógł się rozbudować. Mamy też 10 listów intencyjnych od inwestorów i prowadzimy kilka zaawansowanych rozmów. Ich efektem będą nowe zakłady pracy. A dzięki budowie Via Baltica nasze oddalenie zostanie zredukowane.

Miasto przymierza się też do budowy tanich mieszkań dla młodych. Czy przy wsparciu rządowego programu, czy bez - to pozostaje do rozstrzygnięcia.

Julia Szypulska, Kamila Kalinowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.