Michał Zabłocki: Najważniejsze to być czułym i kochającym ojcem

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banaś
Katarzyna Kachel

Michał Zabłocki: Najważniejsze to być czułym i kochającym ojcem

Katarzyna Kachel

Do ojcostwa trzeba się przygotowywać; właściwie powinno się to odbywać już w procesie wychowania. Wtedy ten strach, nawet gdy się pojawi, łatwiej będzie rozbroić - mówi Michał Zabłocki, poeta, autor „Tacierzy”.

Te wiersze pasują do szermierki, którą trenujesz.
Bo krótkie i celne?

Krok do przodu, krok w tył, uderzyć, trochę się odsłonić, potem wycofać, zakryć.
Faktycznie, coś w tym jest. Przypomniał mi się teraz tekst mojego ojca (od red. mistrza szabli) o tym, co w życiu jest najważniejsze.

Co jest?
Refleks.

Przy dzieciach trzeba mieć refleks?
Absolutny. Myśląc o tym, jaka ma być forma „Tacierzy”, chciałem przede wszystkim, żeby nie było przegadane. I można o tym tomiku powiedzieć wszystko, ale nie, że jest w nim czegoś za dużo. Liczyłem na to, że w sposób lapidarny, prosty i krótki trafię do czytelnika poszukującego życiowego konkretu.

Krótki nie znaczy na skróty, bo dużo w „Tacierzy” tropów; można się nimi bawić, czytać dystychy na różnych poziomach.
Miała to być opowieść o podwójnym tacierzyństwie; realnym, fizycznym, ludzko-ludzkim, ale też o pisaniu i tworzeniu poezji. Tak więc, faktycznie, sporo jest tam warstw, do których, jeśli się chce, można dotrzeć. Zresztą nie jest to w sensie ścisłym poezja. Można powiedzieć, że mierzę się tu raczej z literaturą mądrościową, sentencyjną.

To realne, ludzko-ludzkie ojcostwo zmienia mężczyznę?
Zależy, kiedy przychodzi. Gdy zostaje się ojcem w młodym wieku, jest to ojcostwo dość nerwowe, intuicyjne - zwłaszcza że mężczyźni nie są do niego zwykle przygotowani. Wymaga szybkich przewartościowań, zmiany stosunku do rzeczywistości, ale także przemeblowań w sferze zawodowej. Może to być naprawdę trudne doświadczenie. Później, z wiekiem, to się zmienia, choć niekoniecznie na plus.

Bo już nie masz ochoty bawić się klockami?
W zdarzeniu, które nazywam ojcostwem późnego wieku, dostrzegam przeciwstawne tendencje. Pierwsza ciągnie do wygody, tak by sobie zbytnio nie komplikować życia; druga wiąże się z potrzebą, by coś z siebie, z tego już wewnętrznie dojrzałego człowieka, dać, ofiarować. Mam nadzieję, że ta dychotomia jest wyczuwalna w moim tomiku. Ten strach mężczyzny, który chce korzystać z życia i musi jednocześnie ponieść konsekwencje za życie, które ma się narodzić.

Można taki strach oswoić?
Do ojcostwa trzeba się przygotowywać; właściwie powinno się to odbywać już w procesie wychowania. Wtedy ten strach, nawet gdy się pojawi, łatwiej będzie rozbroić. W tym przygotowaniu trzeba się oswoić z tym, że nasze cele nie będą nastawione wyłącznie na realizację ambicji, swoich indywidualnych potrzeb, ale będą również mierzeniem się z obowiązkami. Mamy tendencję do pojmowania siebie jako zamkniętych kosmosów, odpowiadających wyłącznie za samych siebie i reagujących na samych siebie, ale tak nie jest i nie powinno być. Nikt z nas nie jest samotną wyspą.

Tacierzyństwo w pewnym sensie więc ogranicza.
Ogranicza, ale też rozwija, tak zresztą jest w każdym procesie. To kwestia poukładania i rozłożenia akcentów. Nie mam akademickiej formułki, która wszystko załatwi, sposobu na ojcostwo, które będzie ojcostwem doskonałym - wszystko trzeba wypracować, czasem z lepszym, czasem z gorszym skutkiem. Oczywiście mogę ująć to bardziej precyzyjnie - mnie osobiście ojcostwo pomaga ograniczyć nieokiełznany apetyt na życie. Dziecko od bardzo wczesnych lat staje się cenzorem moich potrzeb; te relacje pozwalają całkiem inaczej patrzeć na siebie. I to jest pozytywne, bo daje inną perspektywę etyczną.

Rodzice się żalą, że dzieci nie mówią im prawdy/ale czy oni mówią prawdę dzieciom - piszesz. Dzieci są lepsze niż my, bardziej kompletne?
I tak, i nie. Mają potencjał, ale to od nas zależy, jak zostanie uruchomiony; czy go nie stłumimy.

Dlatego wychowanie jest obciążające i wymaga od dorosłego czujności, mądrych i słusznych decyzji już od pierwszych godzin życia. To prawdziwe starcie, próba sił. Nie wolno ustawiać wszystkiego pod siebie. Ale też nie wolno się podporządkować.

Gdzie są zatem granice wolności?
Trzeba je wyczuć. Nie przeczyta się o tym w mądrych książkach, choć pewnie jakieś wskazówki w nich się znajdzie. Do każdego dziecka należy podejść osobno, uczyć się go i pomagać mu się uczyć. Nie można dać mu absolutnej wolności, ale także nie można ograniczać go tak, by odczuło to jak atak. To trudny, delikatny proces, w którym ja-ojciec - staję się pośrednikiem pomiędzy tą małą istotą a światem zewnętrznym, tym, co go otacza, czyli tym, co jest i dobre, i złe. Przerażająca i często paraliżująca jest świadomość, że my, dorośli to wszystko układamy. I każdy z naszych wyborów wpływa na to, jakie będą kontakty dziecka ze światem.

Czytaj dalej.

Pozostało jeszcze 68% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Katarzyna Kachel

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.